Przejdź do głównej zawartości

Czy można przygotować się na stratę kogoś bliskiego?

Teraz będzie troche refleksyjnie...
w sobotę miną 4 miesiące od śmierci mojej ukochanej babci, z którą byłam bardzo związana. Mieszkałam z nią od urodzenia przez kilka pierwszych i chyba najwazniejszych lat mojego życia, zawsze była przy mnie kiedy byłam chora lub kiedy jej potrzebowałam. Przez ostatnie 5 lat 6 miesięcy i 1 dzień stopniowo przyogotowywała nas wszystkich na swoje odejście. Początkowo była w miarę sprawna mimo, że wymagala całodobowej opieki, później coraz bardziej się pogarszało. Traciła siły, przestawała nas poznawać, a przez ostatnie 1,5 roku była przykuta do łóżka. Ten czas był sprawdzianem dla nas wszystkich z uczuć do niej. Z 5 wnuków zostalam tylko ja - innych nie interesowało jak się czuje, nie odwiedzali jej choć byli na miejscu, a jeśli już to raz na rok. Bo po co skoro nie dawała im już drobnych na coś słodkiego? A ona potrzebowała naszej obecności, potrzebowała, żeby ktoś ją przytulił, rozweselił i po prostu przy niej był.
Pomimo tego, że wiedzieliśmy, że najgorsze zbliża się wielkimi krokami, dzień jej śmierci był straszny i nie zapomnę go do końca życia. Nie ma dnia, żebym o niej nie myślała, nie tęskniła.I tak sobie myślę, że mimo największych starań i najlepszych przygotowań, na coś takiego nie sposób jest się przygotować. Zawsze to wielki ból i pustka. Przynajmniej dla tych, którzy kochają.
Ciężko mi z tą myślą, ale wiem, ze babci jest już teraz dobrze, nie cierpi i jest szczęśliwa. Spotkała wszystkich którzy odeszli przed nią - dziadka, ich córeczkę, rodziców i wielu wielu innych. I wiem na pewno, że każdego dnia jest z nami jak nasz Anioł Stróż :)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...