Przejdź do głównej zawartości

Grom z jasnego nieba, czyli jak to było z Nami... :)

Dziś będzie optymistycznie i sentymentalnie... tak na dobry początek weekendu ;)
Kiedyś dawno temu miałam beznadziejne podejscie do życia i wszystkiego co ze sobą niesie. Pielęgnowałam w sobie głupie przekonanie, że nic miłego mnie nie spotka, że nikt nigdy mnie nie pokocha i do końca życia będę sama jak palec. Od czasu do czasu swojej szansy na miłość szukałam w internecie, ale jak to zwykle bywa nigdy nic z tego nie wyszlo. Teraz z perspektywy czasu wiem, że bardzo dobrze się stało. Pewnego dnia doznałam olśnienia i stwierdziłam, że co mi tam, czas skończyć z głupim zamartwianiem się na zapas. Czas cieszyć się chwilą, bez czekania na to co miałoby przyjść lub nie, dość szukania niewiadomo czego. Takie podjęłam postanowienia, i jak pokazały kolejne dni były bardzo słuszne :) Bo w końcu stało się to, na co tak długo czekałam. Tak po prostu... ;)
Jedyne 3 tygodnie później...
Był piękny, ciepły, wiosenny wieczór. Jak co dzień wracałam z koleżanką do domu po długim spacerze. Szłam przed siebie nie myśląc o niczym konkretnym. I wtedy zobaczyłam Jego. Szedł beztrosko drugą stroną ulicy, a mi na jego widok mocniej zabiło serce. Znaliśmy się od dawna. Chodziliśmy do tej samej szkoły, nie raz bawiliśmy się razem w dzieciństwie. Kiedy skończyliśmy podstawówkę nasze drogi się rozeszły. Poszliśmy do dwóch różnych liceów i przez wiele lat ani razu się nie widzieliśmy. Kiedy zobaczyłam Go po tak długim czasie, nie mogłam uwierzyć, że to On. Z małego niepozornego chłopca wyrósł wysoki, nieziemsko przystojny mężczyzna. Na jego widok szczęka opadła mi niemal na chodnik i czułam się, jakby nic innego wokół mnie nie istniało. To było jak przysłowiowy grom z jasnego nieba :) Przez całą drogę do domu myślałam tylko o Nim. Po powrocie jako tako do rzeczywistości włączyłam komputer i napisałam do Niego maila na stary adres, który udało mi się odnaleźć (a jednak miłość dzięki internetowi :P ). Dzięki Bogu adres był nadal aktualny :) Napisałam tylko kilka słów w stylu: co slychać, co robisz... ("P.S. Fajny facet się z Ciebie zrobił") itd. Do dziś nie mogę uwirzyć, że odważyłam się to zrobić. Byłam dość nieśmiała i nie podejrzewałam, że kiedykolwiek wyjdę z inicjatywą w tej dziedzinie :) Dlatego martwiłam si,e czy dobrze zrobiłam, czy nie wyjdę na głupka, co On sobie o mnie pomyśli. Kiedy przyszła odpowiedź pojawiły się słynne motyle w brzuchu, a w głowie dzwoniły mi tylko 2 słowa "to TEN". Nie wiem skąd, ale wiedziałam już na pewno, że to ten mój książę na białym koniu, którego tak długo wypatrywałam. Mój kochany i cudowny B... Wymieniliśmy między sobą kilka maili (do sziś mam je wydrukowane :) lepiej mieć wszystko na piśmie ;) ) i zdecydowaliśmy się ze sobą umówić na taką prawdziwą randkę. Było naprawdę cudownie... i tak jest już niemal od 3 lat :)
Wiem banał, historia jak wiele innych, ale dla mnie jest jedyna, wspaniała i niepowtarzalna. JEST NASZA... :)
Te, które znalazły już swojego księcia wiedzą co mam na myśli :)
Te, które są na etapie poszukiwań wiedzcie jedno - czasem warto popłynąć z nurtem rzeki i zobaczyć co życie przyniesie, bo jest ono pełne niespodzianek. Czasem to, czego szukamy na końcu świata jest tuż za rogiem, trzeba tylko dobrze się rozjerzeć :)
Chciałam podzielić się z Wami tą historią, żebyście mogły poznać mnie lepiej, dowiedzieć się o mnie czegoś więcej niż tego co już napisałam. Mam nadzieję, że nie pozasypiałyście z nudów :P
Pozdrawiam wszystkich cieplutko i życzę udanego weekendu :)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...