Przejdź do głównej zawartości

Święta, święta

Jeszcze kilka lat temu świąteczna gorączka zaczynała się 2-3 tygodnie przed Bożym Narodzeniem. Ale od jakiegoś czasu to zaczyna być już lekka przesada... Broń Boże nie mam nic przeciwko świętom, Bardzo lubię ich nastrój i swoistą magię, lubię oglądać świąteczne reklamy i dekoracje... ale nie od początku listopada!!! Dokladnie 30 października pojechaliśmy z moim B. do hipermarketu kupić kilka rzeczy. Wszędzie wówczas królowały przeróżne rodzaje zniczy... od najzwyklejszych (które zawsze będą najładniejsze) po wstrętne dziwactwa z milionem daszków, wygrywające wściekle piosenki Ich Troje... (jakoś nie wyobrażam sobie czegoś takiego na grobie, ale ok, może się nie znam :P :) )
3 dni poźniej pojechaliśmy do tegoż samego sklepu... Na dzień dobry już na parkingu w oczy rzucił się nam wielki billboard z napisem (Wesołych Świąt). W pierwszej chwili pomyśleliśmy sobie "Ok, w końcu trzeba jakos przyciągnąć klientów" Jednak gdy weszliśmy do środka z głośników słychać było oczywiście tylko kolędy, a miejsce zniczy zajęły sztuczne choinki, kolorowe bombki i czekoladowe Mikołaje... I niestety zanim przyjdą święta, wszyscy będziemy mieli dość reniferów, Mikołajów i dzwoneczków, dzwoniących od początku listopada, bo cały nastrój zdąży prysnąć zanim w ogóle się zacznie. Szkoda, bo mogłoby być tak miło.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...