Przejdź do głównej zawartości

Bajka o "prawdziwej" przyjazni...

Kilkanascie lat temu byly sobie 2 przyjaciolki Ania i Hania. Swietnie dogadywaly sie ze soba. Poniewaz obie maja braci, byly dla siebie jak siostry o ktorych obie zawsze marzyly. Poznaly sie na podworku kiedy obie mialy zaledwie po kilka lat. Spotykaly sie prawie codziennie, spedzaly czas albo u jednej albo u drugiej, byly nierozlaczne. Mijaly lata a ich przyjazn kwitla. Do czasu.... Hania wyjechala na 2-tygodniowy oboz, a Ania w tym czasie poznala chlopaka. Wlasciwie doroslego mezczyzne. Byl od niej starszy o 10 lat, mial juz dziecko, a ona nie miala jeszcze nawet 18 lat. Zakochala sie w nim bez pamieci, nie widziala swiata poza nim. Hania wrocila z obozu, ale Ani juz dla niej nie bylo. ON nie nalezal do grupy "porzadnych chlopcow". Liczyly sie tylko imprezy, wypady do baru z kolegami jego pokroju i picie do upadlego. W kazdy weekend nie wiedzial na jakim swiecie zyje. Ania nie zwracala uwagi na jego styl zycia. Liczylo sie tylko to, ze starszy facet zwrocil na nia uwage i to jej bardzo imponowalo. Jej rodzice tez nie widzieli w nim niczego zlego i co gorsza pozwolili corce wpakowac sie w chory zwiazek, w ktorym on zdradzal, a ona byla tylko odskocznia od imprez. Mijaly miesiace, Hania starala sie jakos dotrzec do swojej przyjaciolki, ale tak zeby jej nie stracic... nic nie pomagalo. Ania coraz bardziej oddalala sie od Hani, spotykaly sie tylko sporadycznie, az w koncu Ania stwierdzila, ze lepiej bedzie jesli calkiem zerwie kontakty z Hania, bo liczy sie tylko ON. Hania nie miala juz sil walczyc i z ciezkim sercem odpuscila. Nie chciala Ani do niczego zmuszac, to byl jej wybor. Hania zrobila co mogla, ale nic to nie dalo, wiec postanowila pogodzic sie z porazka. Widywala Anie na ulicy, czasem zamienily 2 slowa, ale czesciej padalo tylko suche "czesc". Czasami popisaly cos na gadu-gadu, ale zazwyczaj nie mialy wspolnego tematu. Mijaly dlugie miesiace i lata w ich sytuacji nic sie nie zmienialo. W koncu zdecydowaly sie na szczera rozmowe. Wyjasnily sobie wszystko, zapowiadalo sie ze bedzie ok. Ania wyszla za maz za NIEGO. I znow wszystko zaczelo sie sypac. Ania oddalala sie od Hani. Hania starala sie ja zrozumiec, w koncu miala meza, nowe obowiazki. Czasem sie spotykaly, probowaly odbudowac to co sie zburzylo - jednak to nie mialo sensu. Nie mialy juz wspolnych tematow, wspolnych rozrywek. Zyly w dwoch roznych swiatach i mimo tego, ze kiedys byly dla siebie jak siostry to jednak nic ich juz nie laczylo. Hania ulozyla sobie zycie, spotkala wspanialego chlopaka, z ktorym planuja slub, skonczyla studia, znalazla prace. Ania urodzila dziecko, mieszka z mezem alkoholikiem u swoich rodzicow, zyja z jego niewielkiej pensji (pomniejszonej o alimenty), w 7 osob z niewielkim mieszkanku. Niedawno Ania odezwala sie do Hani. Pytala co u nich slychac. Spotkaly sie, opowiedzialy co slychac (Ania wiecej sluchala niz mowila). Nastepnego dnia Hania uslyszala od Ani, ze sie chwali tym co osiagnela w zyciu - a przeciez Ania sama zapytala co u niej. I znow zamilkla. Hania starala sie jej tlumaczyc ze to nie tak, jednak Ania nie sluchala, na kazdym kroku robila jej wyrzuty. Skonczylo sie tym, ze Ania zarzucila Hani, ze to ona zniszczyla ich przyjazn - wedlug niej przez to, ze kiedy Ania ja odrzucila i nie chciala utrzymywac z nia kontaktow, Hania znalazla milosc swojego zycia. Ze to Hania odrzucila przez to Anie, a nie odwrotnie. Dla Hani to byl cios prosto w serce. Powiedziala Ani co o tym mysli i dlugo cierpiala w milczeniu. Niedawno Ania odezwala sie do Hani, chce zeby odbudowaly to co je kiedys laczylo, zeby bylo tak jak kiedys. Wczesniej probowaly... Ale tym razem Hania sie waha, nie wie czy warto... i czy chce probowac...  To jest przyklad z zycia wziety. Na szczescie nie dotyczy mnie, ale kogos z mojego otoczenia. Co o tym myslcie?

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...