Przejdź do głównej zawartości

Nowy rok, nowe wyzwania

Kiedy chodziłam do liceum co roku w sylwestra siadałam nad czystą kartką papieru i spisywałam postanowienia noworoczne. Czasem było ich kilka, czasem całe mnóstwo. Co roku przed spisaniem nowych postanowień przeglądałam stare i sprawdzałam, co udało mi się osiągnąć, a co dalej pozostaje w sferze fantazji :) Ale wydaje mi się, że z wiekiem potrzeba robienia takich postanowień drastycznie maleje. Od kilku lat nie zrobiłam ani jednego postanowienia noworocznego. Zamiast tego robię plany długoterminowe. Ale nie w sylwestra, raczej wtedy, kiedy jakiś etap mojego życia się kończy, a następny zaczyna. Wolę postawić sobie w życiu jakiś konkretny cel, do którego będę dążyć mniejszymi lub większymi krokami, zamiast całej listy małych życzeń, które z czasem kompletnie nie mają znaczenia. próbowałam jednego i drugiego i zdecydowanie wolę drugą opcję, bo dzięki temu wiem czego chcę od życia.
Poprzedni rok nie należał ani do szczególnie szczęśliwych, ani szczególnie złych. Było kilka bardzo ciężkich chwil, jak np. śmierć babci, ale też wydarzyło się sporo cudownych chwil, jak kolejne wspaniałe wakacje z B., narodziny Martusi, koniec studiów. Tak więc jest nad czym się zatrzymać, zastanowić, pomyśleć. Często płakałam ze smutku, ale też często z radości. Oby w tym roku łez szczęścia było zdecydowanie więcej niż łez smutku... :)
Po 2-tyg przerwie w pracy dziś musiałam powrócić do rzeczywistości i znów zasiąść przy moim biurku. Caly dzień zajęło mi wyjście na prostą ze sprawami, które uzbierały się przez ten czas, ale miejmy nadzieję, że jutro ju będzie lżej. Tym razem kończę notkę dość szybko, bo po pierwsze glowa mi pęka, a po drugie czeka mnie za chwilę poważna rozmowa. O jej efekcie napiszę jak tylko czas pozwoli :) Trzymajcie kciuki :)))

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...