Przejdź do głównej zawartości

14 lutego = ???

No i klops... zaczęło sie... podejrzewam, że to trwa już od pewnego czasu, ale ja dopiero teraz zwróciłam na to uwagę. Otóż czerwony kolor wkoło oznajmia wszystkim wszem i wobec, że nadchodzi 14 lutego - (jak to ktoś ładnie dziś ujął) "wymuszone święto zakochanych" :) Może jestem jakaś dziwna i zacofana i w ogóle nieżyciowa, może wiele osób się ze mną nie zgodzi, ale powiem Wam, że jakoś nigdy nie przepadałam za tym dniem. Ani w burzliwym uczuciowo wieku szkolnym, ani teraz, kiedy od kilku lat jestem z B. Wkurza mnie i tyle. No bo niby dlaczego ludzie mają sobie okazywać jak to się kochają i w ogóle akurat tego konkretnego dnia? Dzień jak każdy inny w roku, a to czy okazujemy sobie miłość i szacunek nie powinno zależeć od jakiejś tam daty w kalendarzu - bądź co bądź żywcem skopiowanej z USA. My nie robimy sobie super słodkich ociekających czerwienią prezentów walentynkowych, bo bez tego wiemy że się kochamy. Fakt, rok temu dostałam serce z piernika akurat tego dnia, ale to był zbieg okoliczności - dostałam je na pocieszenie po kilku bardzo ciężkich i nerwowych dniach :P Także to się nie liczy :)
Ale co tam, jeszcze tylko kilka dni i wszystko wróci do normalności :)
P.S. Kilka lat temu w ramach buntu antywalentynkowego stwierdziłyśmy z kuzynką, że "nie uznajemy Walentynek. My obchodzimy Dzieś Strażaka" :P Nie pytajcie dlaczego akurat strażaka... nie mam zielonego pojęcia skąd nam się to wzieło :)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...