Przejdź do głównej zawartości

Prawdziwi Bohaterowie

Oooo ludzie... jak dobrze, ze juz piatek. Powiem Wam, ze nie mam zielonego pojecia, kiedy minal mi ten tydzien. Mialam tyle pracy w firmie, ze nie bylo nawet czasu odetchnac. Nawet nie mialam kiedy zrobic sobie herbaty. Kiedy wracalam do domu marzylam tylko o tym, zeby pojsc spac. Bywaly dni, kiedy o 22 bylam juz wykapana i cichaczem przesuwalam sie w strone lozka. Starzeje sie czy co? :)
Weekend zamierzam poswiecic na odpoczynek, polaczony ze sprzataniem mieszkania i lekcja angielskiego, ale jakos to przezyje. Sil dodaje mi perspektywa urlopu juz za 3 tygodnie. Musze wykorzystac zalegle dni z ubieglego roku, wiec postanowilam przez tydzien poleniuchowac i w koncu sie wyspac :)
Opowiem Wam dzis prawdziwa historie, ktora bardzo mnie poruszyla.
Spotkalam sie ostatnio z kolezanka, ktora pracuje w szpitalu. Jest pielegniarka, ale na szczescie nie z typu tych strajkujacych (choc po jej opowiesciach zaczynam je rozumiec). K. pracuje w sporym szpitalu na oddziale intensywnej terapii. Zawsze lubila to co robi, lubila prace w ciaglym napieciu i z wysokim poziomem adrenaliny. Zawsze podziwialam ja za jej prace i zaangazowanie. Na przykladzie mojej babci dobrze wiem co znaczy opiekowac sie kims ciezko chorym, a na takim oddziale, na ktorym pracuje K. takich osob jest mnostwo. Nie raz slyszalam opowiesci o ludziach czesto w naszym wieku, ktorzy nie mieli szans na przezycie, a K. zawsze starala sie pomagac im najlepiej jak potrafila do samego konca i byla przy tym niesamowicie odporna psychicznie. Ja w takiej pracy juz po pierwszym dniu uciekalabym gdzie pieprz rosnie, bo nie dalabym rady psychicznie patrzec na cierpienie innych. K. byla bardzo silna pod tym wzgledem i czasami sie zastanawiam, skad brala w sobie tyle sily. Jednak ostatnio jej zapal do pracy zdecydowanie oslabl. Nie wiedzialam dlaczego, K. dlugo nic nie wspominala na ten temat, a ja nie pytalam. Jednak po pewnym czasie opowiedziala mi co ja boli. Otoz okazalo sie, ze do dotychczasowych obowiazkow dolozono jej jeszcze jeden - reanimacje dzieci... Byla tym przerazona. Poczatkowo starala sie jakos sobie radzic, choc z kazdym dniem bylo jej trudniej. W koncu jednak nadeszla przyslowiowa "kropla, ktora przepelnila kielich goryczy". Na oddzial trafila pewna 7-letnia dziewczynka. Od urodzenia byla okazem zdrowia. Rzadko chorowala, a jesli juz to niegroznie. Tym razem zaczelo sie od przeziebienia, ktore przybralo okropny przebieg. Rodzice przywiezli ja do szpitala, a tam okazalo sie, ze ich corka nosila w sobie jakas chorobe, ktora zwykle przeziebienie "obudzilo z uspienia". Stan dziewczynki pogarszal sie z godziny na godzine, a jej organizm byl coraz bardziej wyniszczony. Po kilkunastu godzinach walki o jej zycie dziewczynka zmarla na rekach mojej kolezanki. Do dzis nie wiadomo dlaczego. To wydarzenie tak wstrzasnelo K, ze zaczela sie zastanawiac co ona tam w ogole robi. Kiedy po kilku minutach lekarz powiedzial jej "Idz do rodzicow i zapytaj ich czy chca wezwac jeszcze ksiedza czy mamy ja juz pakowac do worka", K momentalnie podjela decyzje. Od kwietnia przenosi sie do innego szpitala. Tez bedzie pracowac na oddziale intensywnej terapii, ale juz bez reanimacji dzieci. W dalszym ciagu chce pomagac innym, ale patrzenie na smierc maluchow jest ponad jej sily.
I tak sobie mysle, ze ludzie czesto na sile szukaja bohaterow na drugim koncu swiata, ale nie dostrzegaja tych prawdziwych bohaterow, ktorych maja obok siebie. Moj podziw dla K. po tym jest ogromny...

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...