Moja firma ostatnio coraz bardziej zaczyna mnie denerwować... Praca tutaj trafiła mi się jak ślepej kurze ziarno. Skończyłam licencjat, znalazłam sobie jakiś staż na przetrwanie, żeby nie siedzieć bezczynnie w domu. Staż jak staż, poznałam naprawdę super ludzi, których teraz z perspektywy czasu coraz bardziej mi brakuje. Niestety musiałam szukać czegoś innego, za normalne pieniądze - wtedy UP placił "az" 475 zł za miesiąc odwalania czarnej roboty za tych, którym się nie chciało, wiec wystarczało mi na paliwo i dosłownie na waciki. Do tego trzeba bylo placic czesne za mgr, wiec bylo ciezko. Kiedy tylko miałam w pracy dostęp do komputera i wolną chwilę namiętnie przeglądałam portale z ofertami pracy i wysyłałam CV, wszędzie tam gdzie zapowiadało się ciekawie lub wysylalam po to, zeby pozniej nie pluc sobie w brode, ze moglam wyslac, moze tym razem by sie udalo. Wysyłałam i wysyłałam i przez 2 miesiące nikt nie odpowiedział, aż pewnego dnia zadzwonił telefon z zaproszeniem na rozmowę kwalifikacyjną. Nie bylam zachwycona sama firma, bo rozne opinie slyszalam na jej temat, zarowno dobre jak i zle, ale z wielka ochota poszlam na rozmowe, zeby zobaczyc jak to w ogole jest. Poszlam, pogadalam prawie godzine, a tydzien pozniej zadzwonili do mnie, ze chca mi zaproponowac prace. Poczatki byly trudne, bo branza w ktorej przyszlo mi pracowac byla jak z innej galaktyki w porownaniu z tym, jakie konczylam studia. No ale jakos powoli nauczylam sie wszystkiego i bardzo polubilam swoja prace. Do tej pory lubie to co robie, mam kontakt ze swietnymi ludzmi z innych krajow, tworze rozne raporty itd. i naprawde mi sie to podoba... tylko ta atmosfera w pracy... Niby na pierwszy rzut oka wszystko wyglada wrecz sielankowo. Wiekszosc osob jest mniej wiecej w moim wieku, sa mili... no wlasnie mili... ale tylko z wierzchu. Pod ta sympatyczna powloczka wszystko ocieka obluda. Ktos jest dla kogos mily tylko po to, zeby za 5 minut obrobic mu tylek. Oko w oko udaja przyjaciol, a za plecami jedno drugiemu wbija szpile. Sama nie wiem z czego to wynika. Tzw. wyscig szczurow? hmm... raczej nie, bez sensu byloby chciec wygryzc kogos tylko po to, zeby miec 2 razy wiecej pracy i nic w zwiazku z tym nie zyskac. Wlasciwie od poczatku przyjelam pozycje obserwatora. Nikogo nie znalam i chcialam najpierw wszystkim sie przyjrzec. A teraz po prostu wole nie mieszac sie w brudne gierki moich znajomych zgodnie z zasada "wszystko co powiesz moze byc wykorzystane przeciwko tobie". Staram sie byc w porzadku wobec wszystkich, a co to co mysle wole zachowac dla siebie. Ciezko pracuje sie w takiej atmosferze, dlatego chyba powoli zaczne sie rozgladac za czyms innym...
Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...
Komentarze
Prześlij komentarz