Przejdź do głównej zawartości

Dziecinstwo a dorosle zycie

Sama nie wiem co mi sie ostatnio stalo, ale jakos mnie wzielo na refleksje nad zyciem. Nie wiem dlaczego, ale czuje wielka potrzebe napisania takiej notki. Od pewnego czasu chodzi mi po glowie za kazdym razem, kiedy klade sie spac, ale nigdy nie potrafilam ubrac jej w slowa. Moze dzis sie uda i wyrzuce z siebie to, co ostatnio troche mnie meczy.
Zastanawialam sie ostatnio, co bo bylo... gdyby moje dziecinstwo bylo troche inne niz bylo. Nie moge powiedziec, ze bylo zle. Przez pierwszych kilka lat mieszkalismy z moimi cudownymi dziadkami, ktorym bardzo wiele zawdzieczam. Byli naprawde kochani i nigdy ich nie zapomne. Moja mama byla, jest i bedzie najwspanialsza mama na swiecie. Jestem jej niezmiernie wdzieczna za to jaka jest i ja kiedys tez chcialabym byc taka mama jak ona. Wlasnie dzieki mamie i dziadkom przezylam wiele niepowtarzalnych chwil, ktore ciagle mam w pamieci, mimo ze bylam wtedy mala. Z ojcem nigdy nie mialam dobrych relacji i tak jest do dzis. Niestety dzieki alkoholowi przez ladnych kilka lat fundowal nam prawie codzienne awantury i wielki strach. Zawsze dostrzegal tylko moje bledy, o ktorych moglby rozprawiac calymi dniami, a moje sukcesy przyjmowal bez slowa, jakby z rozczarowaniem, ze nie ma sie do czego przyczepic. Nie chce sie nad tym za bardzo rozwodzic - niewazne, bylo minelo, czasu sie nie cofnie... ale tak sie zastanawiam, czy gdyby ojciec byl choc w polowie taki jak moja mama, czy i ja bylabym dzis inna? Wyroslam na kobiete o bardzo niskim, czasem wrecz zerowym poczuciu wlasnej wartosci. Bardzo przejmuje sie swoimi potknieciami, bledami  i niepowodzeniami. Wiem, ze tak nie mozna, ale to jest silniejsze ode mnie. Dopiero od kiedy B. pojawil sie w moim zyciu cos drgnelo w tej kwestii. To on uczy mnie wiary we wlasne sily i pewnosci siebie, ktorej do tej pory bardzo mi brakowalo. Bardzo zaluje, ze ucze sie tego dopiero teraz, ale mimo ze idzie mi to bardzo powoli i z ogromnym wysilkiem, to chyba jednak jestem na dobrej drodze. Choc czasem zdarzaja mi sie chwile wielkiego zwatpienia, to nie pozwole juz nikomu zrownywac mnie z ziemia. Daleko mi do idealu, nie jestem swieta i duzo rzeczy robie nie tak jakbym tego chciala, ale tez nie jestem taka zla osoba jaka widzi mnie ojciec. W kazdym razie postanowilismy sobie z B., ze nasze dzieci nigdy nie beda mialy takich wspomnien. Dolozymy wszelkich staran, zeby byly tak szczesliwe jak tylko sie da i zeby ich dziecinstwo bylo naprawde cudowne, takie, ktore beda kiedys wspominac z rozrzewnieniem. Dziecinstwo, ktore doda im kiedys sil przy starcie w dorosle zycie i nauczy ich wartosci, ktore zaowocuja im kiedys samym dobrem.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...