Przejdź do głównej zawartości

i po wolnym...

Urlop zleciał jak z bicza trzasnął. Choć co to za urlop, skoro od wtorku siedziałam zakatarzona w domu... Byłam strasznie "pociągająca" :P Wszystko przez mojego ojca, który skutecznie rozsiewał wirusy po całym domu i pewnie złośliwie jednego mi podesłał. No ale cóż, ważne, że juz mi przechodzi. No i chyba pierwszy raz w życiu cieszę się, że idę po urlopie do pracy :) Teraz byle do wakacji ;) a później być może wiele się zmieni w moim życiu, ale nie uprzedzajmy wypadków, nie mogę zapeszać. Powiem Wam co i jak w swoim czasie :) W każdym razie chciałabym, żeby już było lato... I nie tylko z tego powodu, że na coś czekam. Tak bardzo chciałabym, żeby za oknem było już ciepło i słonecznie, żeby spiewaly ptaszki, żeby można było spać przy otwartym oknie, chodzić na długie spacery nad jezioro lub do lasu. W ogóle latem jest jakoś tak inaczej... tak fajnie :) A teraz za oknem tak szaro buro i wietrznie...
Obecnie zaczyna się u nas okrez imprezowy. Wszyscy u mnie w domu maja w tym roku albo okrągłe urodziny, albo okrągłe rocznice ślubu, u kuzynki kroi się wesele (na które nie mam najmniejszej ochoty jechać, bo praktycznie nie utrzymuję z nią żadnego kontaktu, więc byłoby to trochę na siłę, a nie lubie tego typu sytuacji, strasznie mnie męczą). Także z kasą popłynę i to ostro. Właściwie już popłynęłam. Długo zastanawiałam się co kupić moim rodzicom. Chciałam wymyślić coś takiego, co im się spodoba, przyda i nie trzepną tego w kąt po tygodniu. Oczywiście jak to bywa przy wymyślaniu prezentów nic ciekawego nie przychodziło mi do głowy. Aż pewnego dnia doznalam olśnienia. OpowiedziałamB. o moim pomyśle i oboje zgodnie stwierdziliśmy że jest genialny (wiem, cholernie skromna bestia ze mnie :P). Przejrzeliśmy masę ofert w necie i kilka dniu później pojechaliśmy do biura podróży wykupić im 10-dniową wycieczkę do Włoch :)))) Mama zawsze o tym marzyła. A ja przy okazji rozwiązałam problem prezentów na zasadzie 3 za jednym zamachem. Cena tej imprezy mnie troche powaliła, ale liczyłam się z tym. Trudno, niech będzie moja strata ;) Ja we Włoszech już byłam, teraz niech oni trochę zobaczą. A ja gratis do tej wycieczki zyskam 10 dni spokoju... ;) Luksus wart każdych pieniędzy ;)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...