Przejdź do głównej zawartości

krótki meldunek poswiateczny :)

ojjj... troche czasu juz uplynelo od ostatniego posta, ale jakos tak nie mialam za grosz czasu zeby usiasc i cos napisac. A jak juz siadalam, to albo komputer sie buntowal i nie pozwalam ni nic napisac, albo blog dzielnie bronil dostepu do siebie, nie pozwalajac mi sie spokojnie zalogowac. W koncu po wielu probach jestem :) Dzis bedzie krotko, dam tylko znac ze zyje, a wiecej napisze niedlugo :)
Nawet nie wiem kiedy minely mi ostatnie 2 tygodnie. Najpierw bylam zajeta przygotowywaniem imprezy (moj tato konczyl 50lat), pozniej wpadlam w wir przygotowan swiatecznych, ktore pochlonely mnie rownie skutecznie, a niedlugo beda urodziny mamy - i znow kroi sie calkiem spora impreza. Urodziny udaly sie wysmienicie, bylo duzo ludzi, prawie wszyscy dopisali i milo spedzilismy czas.
Swieta byly rownie udane. Co prawda kuzyn i kuzynka troche mnie wyprowadzili z rownowagi, ale o tym napisze nastepnym razem. Oba dni spedzilismy troche u mnie, a troche u B. - mniej wiecej po rowno, zeby nie bylo wyrozniania nikogo :) Niedziela byla cudna, ale poniedzialek juz skutecznie sprowadzil nas na ziemie - nie wiem jak u was, ale u mnie lalo, wialo i bylo strasznie zimno. Z jednej strony to dobrze, bo przynajmniej nie przezywalam corocznego stresu w drodze do i z kosciola na widok grupek mloziedzy uzbrojonych w wiadra i butelki pelne wody. Tym razem mi sie upieklo, ale kilka lat temu razem z kuzynka obrewalysmy po 3 wiadra wody. W sumie nie bylo tak zle, ale tylko dlatego ze bylo cieplo. W tym roku chyba zamarzlabym na sopelek :)
Wizyta u fryzjera wypadla calkiem calkiem. W sumie jestem zadowolona z efektu, teraz mam zamiar troche zapuscic wlosy, choc nie jestem pewna jak dlugo wytrwam w tym postanowieniu :)
Bardzo dziekuje wszystkim za zyczenia swiateczne. Milo mi, ze o mnie pamietalyscie. :)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...