Przejdź do głównej zawartości

Nowy biznes ;)

Hmm... Mialo byc o czyms innym, ale odloze tamten temat na nastepny raz. Utwierdzilam sie dzis w pomysle otwarcia gabinetu jasnowidzenia. Chyba mam dar, szczegolnie w jednej dziedzinie. Ale zacznijmy od poczatku.
Kiedy mam luzniejszy dzien w pracy, lubie sobie poobserwowac troche ludzi, z ktorymi pracuje. Nie nie - zadne szpiegowanie, nic z tych rzeczy. Po prostu takie zwykle ciagoty psychologiczne, nalecialosci z dawnych lat. Kiedys chcialam studiowac psychologie, pozniej mi sie clakowicie odmienilo, ale w dalszym ciagu lubie patrzec na ludzi, obserwowac ich zachowania i wyczuwac nastroje oraz ich przyczyny. Przez ostatnie 2 tygodnie moim celem byla szefowa (Jedzowata, o ktorej wspominalam kiedys w jednym z moich postow). Co prawda u nas w Firmie obserwowanie jej to podstawa, zeby w razie czego byc przygotowanym na ewentualny niespodziewany wybuch humorow i pretensji z najmniej spodziewanej strony, co do niedawna zdarzalo sie dosc czesto. Przyjelam taktyke robienia wszystkiego na tip top, tak, zeby nie miala powodu, zeby sie przyczepic i jak na razie to dziala. Tym razem moje obserwacje mialy jednak inny charakter. Od jakiegos czasu cos mi nie pasowalo, ale nie wiedzialam co. Czulam, ze cos sie kroi i ze to bedzie cos duzego. Po dluzszym zastanowieniu nabralam pewnych podejrzen, ale wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywaly, ze to nie moze byc to. Jednakze ta mysl nie dawala mi spokoju i z kazdym dniem wydawalo mi sie, ze mam racje, ze jest to coraz bardziej realne i prawdopodobne, ale ciagle zadawalam sobie pytanie "Czy to mozliwe?". Dzis padlo magiczne zdanie "Spotkajmy sie na chwile po zebraniu, bo chcialabym Wam cos przekazac". Dwa dzialy naszej Firmy zebraly sie zwarte i gotowe na newsy. Wszyscy czekali na slowa "Odchodze z Firmy", bo tak wszyscy podejrzewali... a tu niespodzianka - "Jestem w ciazy". Wszystkie oczy jak w kreskowkach wyskoczyly na sprezynkach z orbit, a szczeki z glosnym stukniciem opadly na podloge. A ja ledwo powstrzymalam sie, zeby nie krzyknac "Tak myslalam!". Skoro tak, to dlaczego zastanawialam sie, czy to mozliwe? Bo Jedzowata, dwukrotnie rozwiedziona 30paro latka do tej pory byla zagorzala przeciwniczka jakichkolwiek dzieci, ktore skutecznie uniemozliwiaja rozwoj kariery zawodowej. A tu prosze... Taka niespodzianka... :) I ona jest dobitnym przykladem, ze ciaza zmienia czlowieka. Jedzowata nagle stala sie.... mila :) Szok :)
A ja otwieram gabinet jasnowidzenia... ;) Lub zostane chodzacym aparatem do USG z rentgenem w oczach :D
P.S. Ciekawe kiedy ja bede mogla powiedziec to, co ona... ;) Tato juz sie upomina o wnuki :)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...