Przejdź do głównej zawartości

Syndrom "tej trzeciej"

 Przeczytalam ostatnio artykul, po ktorym rece mi opadly do samej ziemi. Nie wiem, moze ja dziwna jestem, moze jestem starej daty i sie nie znam na dzisiejszych zwyczajach w pewnych kregach, ale to mnie normalnie rozwalilo.
Mianowicie sens artykulu byl taki - jego "bohaterkami" byly kobiety bedace w zwiazku z rozwodnikami, ktorych same wlasnorecznie odbily. Faceci owi, po miesiacach romansowania na boku, porzucali dla nich swoje zony i dzieci, aby zakosztowac "prawdziwego" szczescia i spelnienia u boku kobiet ich marzen. Jednakze ci faceci po rozwodzie, niejednokrotnie majac juz "nowe" dzieci, w dalszym ciagu utrzymywali i utrzymuja kontakt ze swoimi "starymi" dziecmi. I wlasnie to jest kompletnie niezrozumiale dla ich nowych partnerek. Najbardziej boli je to, ze jakim prawem nie wyrzekli sie swoich dzieci i nie poswiecili calkowicie tylko i wylacznie im. W artykule zala sie autorowi/autorce jakie one sa biedne, bo czuja sie takie zepchniete na margines, nie moga spokojnie imprezowac, bo faceci nie skupijaja juz calej swojej uwagi tylko na nich i czesto myslami sa gdzies daleko. Nie rozumiem jak mozna oczekiwac od kogos calkowitego zerwania kontaktow ze swoimi dziecmi i poswiecenia sie tylko i wylacznie "nowej" rodzinie. Skoro takie kobiety zmialy odwage rozbic czyjas rodzine i przywlaszczyc sobie cudzego meza i ojca, powinny byc swiadome konsekwencji jakie to za soba ciagnie. I nic tu nie da wylewanie zali na forum. I wcale nie usprawiedliwiam tutaj facetow - co to to nie, sami sa sobie winni. Cierp cialo, skoros chcialo...
Ten artykul przypomnial mi pewna historie. Na studiach byla w mojej grupie taka dziewczyna - nazwijmy ja X. Pewnego dnia przyszla na zajecia bardzo szczesliwa. Opowiadala nam o tym, ze kilka tygodni wczesniej poznala wspanialego faceta (dla potrzeb posta bedzie to Y), co prawda jest od niej 15 lat starszy, ale jest im ze soba bardzo dobrze itd. Cieszylysmy sie, ze po wielu latach szukania znalazla w koncu szczescie, bo byl z niej niesamowity pechowiec. W koncu ktoras z nas zapytala "Skoro tak wam dobrze ze soba, to kiedy slub?" i wtedy padla odpowiedz, ktora doslownie zbila nas z nog: "Jak tylko Y. dostanie rozwod." Zadna z nas nie spodziewala sie tego po tej dziewczynie. Jak sie pozniej okazalo, X pracowala w kancelarii prawnej, a Y pewnego dnia przyszedl tam na spotkanie z wlascicielem. Zdaje sie, ze sam tez jest prawnikiem. Od tamtej pory X i Y zaczeli sie spotykac, spedzali ze soba duzo czasu, ona tak go sobie omotala, nie patrzac na to ze ma zone i dwojke dzieci, ze Y bardzo szybko zostawil ich dla niej. Pewnego dnia zona tego Y przyszla do X proszac ja, aby dala mu spokoj, zeby go zostawila, zeby nie rozbijala ich rodziny. Ale X nic sobie z tego nie robila i dziwila sie jaki trzeba miec tupet, zeby tak do niej przyjsc. Doszlo do rozwodu, kilka tygodni pozniej X i Y wzieli slub z hucznym weselem. A X jeszcze sie zastanawia dlaczego  Y dzieci jej nie lubia...
A mi nasuwa sie pytanie... czy skoro ten facet juz raz zdradzil i zostawil rodzine dla duzo mlodszej dziewczyny za jakis czas nie zrobi tego znow? Mysle, ze to bardzo prawdopodobne...

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...