Przejdź do głównej zawartości

Kto porwał Panią Wiosnę???

No dobrze, proszę przyznać się bez bicia... Co takiego zrobiliście, że Pani Wiosna uciekła? Albo kto ja porwał? A może to ja coś przeoczyłam i jest już pażdziernik albo listopad i cichaczem przyszła już jesień?
Pogoda za oknem już mnie dobija. Od tego deszczu wpadłam już w ciężką depresję... od ładnych kilku tygodni nie widziałam błękitu nieba, nie wspominając już o słońcu. Ciągle tylko te ciężke grafitowe chmurzyska. A sio!!! Idźcie sobie już... Tak mi się marzy ciepełko, słoneczko, śpiew ptaków, delikatne powiewy pachnącego rzepakiem wiatru... ale póki co o wiośnie możemy chyba zapomnieć, a zamiast śpiewu ptaków, słuchac stukania kropli deszczu o szybe. B. też mi zaczyna popadać w stan odrętwienia, wkurza się każdego ranka kiedy patrzy przez okno, a po południu marudzi, że tak już by poszedł na spacer. A ja bardzo dobrze go rozumiem. No bo ILE MOŻNA??? Już mi nawet weny do pisania brakuje.
Jedyne co mnie w tej chwili pociesza to fakt, że mieszkam z daleka od rzeki i mam pewność, że nic nas nie zaleje, bo aż serce się mi kraje, kiedy patrzę na tych wszystkich biednych ludzi, którym woda niszczy i odbiera dorobek całego życia. To jest straszny żywioł. Chyba musimy wszyscy zacząć mocno dmuchać w stronę nieba, może uda nam się wspólnie rozgonić paskudne chmurzyska i sprowadzić z powrotem wiosnę...
ffffffffuuuuuuuuuuuuu.....
Aż mi się przypomniała piosenka, której, uczyłam się w 1 klasie szkoły podstawowej.
"Słoneczko późno dzisiaj wstało,
I w takim bardzo złym humorze,
Że świecić też mu się nie chciało,
Bo mówi, że zimno na dworze.

Słoneczko nasze rozchmurz buzię,
Bo nie do twarzy Ci w tej chmurze.
Słoneczko nasze rozchmurz się,
Maszerować z Tobą będzie lżej...

Lecz gdy piosenke usłyszało,
To tak się bardzo ucieszyło,
Zza wielkiej chmury zaraz wyszło
I nam radośnie zaświeciło.

Słoneczko nasze rozchmurz buzię..."

Jeśli ją znacie, śpiewajcie razem ze mną :) Trzeba łapać się wszystkich sposobów :P

P.S. Swoją drogą to ciekawe - nie pamiętam o czym uczyłam się na ostatnim roku studiów, a pamiętam tekst piosenki z 1 klasy szkoły podstawowej :) Chyba się cofam... ;)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...