Przejdź do głównej zawartości

Męskie zabawki

Kolejny deszczowy tydzień minął jak z bicza strzelił (choć podczas takich deszczowych dni, czas wcale tak szybko nie płynął) i mamy piątek. PIĘKNY, SŁONECZNY I CIEPŁY PIĄTEK!!! :)
W końcu... tak długo czekałam na taki dzień jak dziś. Mam nadzieję, że taka pogoda utrzyma się dłużej, a najlepiej przez całe lato. Na przyszły tydzień niby zapowiadają u nas codziennie około 30 stopni. Hmm... zobaczymy ile w tym prawdy, a nie ukrywam, że chciałabym, żeby rzeczywiście tak było :))) Chyba jak wszyscy mam serdecznie dość deszczu i chłodu, marzę tylko o tym, żeby porządnie wygrzać się w słońcu. Jak jaszczurka na kamieniu :)
Mój B. odkrył w sobie ostatnio talent majsterkowicza. Wynalazł w jednej z sieciówek budowlanych jakąś (podobno) super-hiper-extra wiertarkę w bardzo dobrej cenie (też podobno, bo ja sie nie znam i wole trwać w niewiedzy, szczególnie jeśli chodzi o cenę :P ). Wiem tylko, że robi strasznie dużo hałasu. B. najwyraźniej to sprawia najwiekszą frajdę, a mnie doprowadza do białej gorączki. Mój chłopina biega z tym po domu, dziurawi, przywierca, psuje i naprawia. Podobnie było jakiś czas temu z wyrzynarką i wkrętarką. Kiedy tą drugą kupił, nagle znalazło się milion rzeczy, które koniecznie trzeba naprawić - teraz, już, natychmiast... :)To akurat mi nie przeszkadza, bo przynajmniej wszystko w domu będzie nam działać jak należy (mam taką nadzieję). A i ja sama czasem lubię coś przykręcić :P Przy okazji staję się ekspertem od wszelkiego rodzaju sprzętu psująco-naprawiającego. Pewnych rzeczy chętnie spróbuję się nauczyć, choćby z czystej ciekawości, ale niektórych nawet patykiem nie dotknę i będę się od nich trzymać z daleka :) Zwłaszcza od tych hałaśliwych. Nowa pasja B. zapewne niedługo przeminie na rzecz czegoś nowego :) ciekawe co to będzie tym razem... betoniarka czy może wywrotka? :P
Co by to nie było, ja póki co zamierzam rozkoszować się słońcem i weekendem. Może uda nam się wreszcie gdzieś wyskoczyć i rozruszać nasze zastałe kości :)
Aaaacccchhhh.... jaką mam ochotę na truskawki... :)))))))))

P.S. Od dziś oficjalnie rozpoczynam wielkie uroczyste odliczanie tygodni do urlopu - 7... :)))

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...