Przejdź do głównej zawartości

Smutna historia dwóch braci

Michał, Piotrek i Marta to rodzeństwo. W dzeciństwie niczego im nie brakowało, byli grzecznymi dziećmi, ojciec miał własną dobrze prosperującą firmę, żyli w pełnej, choć nie do końca szczęśliwej rodzinie. Ich mama piła. Często nie była w stanie zająć się dziećmi, dlatego zazwyczaj byli zdani na ojca. Zmarła na krótko przed I Komunią Piotrka. Przez kilka lat po jej śmierci byli sami. Dzieci dorastały, a ojciec starał się dla nich jak tylko potrafił, jednak w domu brakowalo mu kobiecej ręki. Po pewnym czasie poznał kobietę, a niedługo potem pobrali się. Ona również miała syna, więc we dwójkę wkroczyli do ich świata. Teoretycznie Teresa miała zastąpić im matkę, ale jej syn Tomek był dla niej najważniejszy. Zarówno ona jak i jej nowy mąż hołubili Tomka, który opływał we wszystko czego tylko zapragnął. Michał, Piotrek i Marta szybko zeszli na drugi plan. Marta była już wtedy dorosła, wyszła za mąż i wyprowadziła się z domu. Mieszka teraz w innym mieście, ma dwójkę dzieci i jest szczęśliwa. Po ślubie Marty, Michał i Piotrek byli zdani tylko na siebie. W dalszym ciągu mieszkali z ojcem i jego nową rodziną, ale byli traktowani jak dwójka parobków. Nikt się nimi nie przejmował. Z trudem skończyli zawodówkę i zaczęli pić. Najpierw raz na jakiś czas, później codziennie. Kiedyś Michał poznał dziewczynę. Byli razem przez jakiś czas, urodziło im się dziecko, wydawało się, że Michał w końcu wyjdzie na prostą, ale nałóg znów dał o sobie znać i wciągnął go na nowo. Ich związek nie wypalił. Chłopcy ciężko pracowali w firmie ojca w zamian za mieszkanie i jedzenie. Ojciec bił ich i wyzywal, a oni często nocowali w piwnicach i komorkach sąsiadów, bo bali się wracac do własnego domu. Chodzili brudni, spuchnięci od alkoholu i zaniedbani. Mimo nałogu, byli dla siebie podporą. Stali się nierozłącznymi przyjaciółmi, wszędzie chodzili razem, bo mogli liczyć tylko na siebie. Zawsze byli grzeczni i uprzejmi. Choćby byli nie wiem jak pijani, zawsze ukłonili się osobom, które znali. Ich życie wyglądało tak przez wiele lat... aż do dziś. Przechodząc obok ich domu, zobaczyłam radiowóz i karetkę. Przyjechali do Michała, ale było już za późno. Nie udało się go uratować. Podejrzewam, że jego serce nie wytrzymało kolejnej dawki taniego wina i zatrzymało się, dając Michałowi wytchnienie od trudnej codzienności, w której żył. Przechodząc tamtędy widziałam wychodzącego z domu Piotrka. Był załamany, stracił swojego brata i jedynego przyjaciela. Poszedł przed siebie... byle dalej od domu. Być może rodzina jeszcze ocknie się i wyciągnie do niego pomocną dłoń. Może choć jego uda się jeszcze uratować, bo jeśli nie, może w krótkim czasie dołączyć do ukochanego brata.
Nigdy nie żałowałam ludzi, ktorzy na własne życzenie stoczyli się na dno. Jednak tych chłopców jest mi bardzo żal. Nie mogę przestać o tym myślec odkąd zobaczyłam radiowóz przed ich domem. Ich całe życie było rozpaczliwym wołaniem o pomoc, której nikt im nie udzielił. Mam nadzieję, że Michał zazna w końcu spokoju i z góry zaopiekuje się swoim bratem.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...