Przejdź do głównej zawartości

W biegu... (może nawet w sprincie)

Znalazłam się :) Dawno mnie tutaj nie było. Tzn bywałam bardzo często, czytałam Wasze komentarze, zaglądałam do Was na bieżąco, ale jakoś nie miałam czasu ani siły żeby cokolwiek napisać. 

W zasadzie ten post miał mieć zupełnie inną tematykę, ale z przyczyn niezależnych ode mnie zostanie odłożony na później :) Mam nadzieję, że to "później" będzie całkiem niedlugo... ;)

W pracy zaczął się młyn. Ciężarna koleżanka poszła na zwolnienie (jak sama stwierdziła właściwie nic jej nie jest, ma mnóstwo energii, tylko ma problemy ze wstawaniem rano więc idzie na zwolnienie - ciekawe kto nie ma problemów ze wstawaniem, ale ok, przemilczę to...). W każdym razie zasuwamy z drugą koleżanką prawie na 2 etaty, w międzyczasie szkoląc nową dziewczynę, która przyszła na zastępstwo. Biorąc pod uwagę jej zapał do pracy, a w ściślej mówiąc jego brak, myślę, że nieprędko będziemy miały z niej pożytek. Obym się myliła. Na razie kiedy wracam do domu jestem tak padnięta, że nie mam siły ani ochoty patrzeć na komputer ani tym bardziej go dotykać. Kilka razy zabierałam się do napisania czegoś, ale za każdym razem albo nagle wyskakiwało coś do zrobienia, albo traciłam wenę twórczą. Za to perspektywa urlopu zbliżającego się wielkimi krokami jest niezwykle pocieszająca :)) Wszystko robię w biegu i na pół gwizdka, na nic nie mam czasu, codziennie lista rzeczy do zrobienia drastycznie się wydłuża. Czasem czuję się, jakbym brała udział w jakimś wyścigu. Strasznie potrzebuję odpoczynku, bo ostatni czas był dla mnie bardzo męczący i wyczerpujący. Na nic nie mam już siły i marzę tylko o tym, żeby choć przez kilka dni poleżeć, wyspać się i nic nie robić... Marzenia ściętej głowy ;)

Upał też daje nam się we znaki. Kiedy wczoraj wracaliśmy do domu około 21:00, komputer w samochodzie pokazywał, że na zewnatrz jest 29 stopni. A kiedy dziś rano jechałam do pracy, było juz 25. A nawet nie było jeszcze 8 rano! W tym kraju chyba nic nie może być normalnie i znośnie. Najpierw półroczna zima z temperaturami -25 stopni. Później wiosna, przypominająca bardziej wyjątkowo deszczową i zimną jesień, a teraz znowu upały jak na Saharze. Ok, nie chcę narzekać, bo jeszcze niedawno marzyłam o ciepełku, ale chyba jednak nie aż tak wielkim.

W ten weekend miałam okazję przekonać się, że kłamstwo ma krótkie nogi. Mam taką ciotkę i kuzynkę, które uwielbiają wymyślać i opowiadać wszystkim różne niestworzone historie. W dodatku myślą, że wszyscy wkoło wierzą w każde ich słowo i biorą na poważnie to, co one opowiadają. Ileż to razy słyszeliśmy już o ich różnych podróżach, romansach itp. Tym razem były zaproszone na pewną rodzinną imprezę, która miała miejsce w ubiegły weekend. Zaproszono je już jakiś czas temu, ale zawzięcie milczały. W dniu imprezy napisały jedynie SMS do gospodarzy, że niestety nie mogą przyjechać, bo wypadła im niezwykle ważna sprawa i są przez cały weekend u mojego kuzyna i jego żony. Niestety nie wzięły pod uwagę tego, że oni również byli zaproszeni na imprezę, a ponieważ lada dzień spodziewają się Dzidziusia, zadzwonili grzecznie przeprosić, że nie będą mogli przyjechać ze względu na pogodę i bliski termin porodu, a na temat niespodziewanych odwiedzin tamtych dwóch nie mieli zielonego pojęcia. Tym sposobem same własnoręcznie wkopały się i zagmatwały w swoich historyjkach. Zapowiedziały swoją wizytę na inny dzień. Ciekawe jakie będą mieć miny kiedy dowiedzą się, że tym razem nie udało im się naściemniać.
Hmm... być może ja jakaś zacofana jestem i kompletnie sie na niczym nie znam, ale nie wiem co im daje takie kręcenie. Na dany temat, nawet zupełnie błahy, potrafią opowiedzieć 5 wersji różnym osobom. Wiadomo, że prędzej czy później prawda wychodzi na jaw, a one coraz bardziej plączą się w zeznaniach. Ciekawe czy takie zachowanie sprawia im jakąś przyjemność, satysfakcję... czy może same już się w tym pogubiły i nie wiedzą co jest prawdą... Ta część ich natury chyba na zawsze pozostanie dla mnie zagadką :)

A urlop już za 12 dni :)))))))))))

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...