Przejdź do głównej zawartości

back to reality

Powróciłam... :)
W sobotę wypoczęci wróciliśmy z urlopu. Pogoda cudownie nam dopisala, były tylko 2 deszczowe dni, przez pozostały czas było około 24-25 stopni, więc opaliliśmy się na piękne czekoladki. Wbrew powszechnej na temat popowodziowego syfu, woda w morzu była bardzo czysta i cieplutka, więc przy wchodzeniu do wody obyło się bez wykręcania palców u nóg i szczękania zębami :) Czas spędziliśmy głownie na spacerach brzegiem morza lub po miasteczku, w którym mieszkaliśmy, czasami jeździliśmy na krótkie wycieczki do pobliskich miejscowości. Było naprawdę super. Najważniejsze jest to, że nasze głowy mogły odpocząć od codziennych problemów, zapomnieliśmy o pracy i wszystkich obowiązkach, oderwaliśmy się od spraw, które ciągle zaprzątają nasze myśli i w pełni oddaliśmy się słodkiemu lenistwu.
Teraz trzeba zacząć twardo stąpać po ziemi i wrócić do pracy. Ciężko est wkręcić się znów w wir obowiązków służbowych, choć jestem bardzo mile zaskoczona, bo dziś pracy mam jak na lekarstwo. Koleżanka bardzo dobrze mnie zastąpiła, do mojej szefowej dotarła dziś pochwała od jednego z naszych największych klientów odnośnie współpracy ze mną, więc chodzę cała w skowronkach :)
W dniu naszego przyjazdu, kilka minut po tym jak dotarliśmy na miejsce, dostałam telefon od mamy, że po raz drugi zostałam ciocią :) Mojemu kuzynowi urodziła się śliczna córeczka Maja. Nie mogę się już doczekać, kiedy będę mogła ją poznać :) Niestety Malutka mieszka około 200km od nas, więc nie będę mogła widywać jej tak często jak mojej drugiej Królewny (która miesiąc temu skończyła już roczek), ale i tak będę dobrą ciocią. Nawet na odległość :)))
Przed samym wyjazdem wpadłam w gigantyczny stres, bo miałam podejrzenia, że my też będziemy mieć dzidziusia. Kilka dni przed wyjazdem okazało się, że jednak nie i martwiłam się na zapas. Myślałam, że poczuję w związku z tym ulgę, ale ku mojemu zdziwieniu zrobiło mi się smutno. Juz widziałam nas oczami wyobraźni z Maleństwem... I powiem Wam, że od tej pory coś we mnie wstąpiło... Chyba włączył mi się jakiś instynkt macierzyński, bo oglądam się za wszystkimi wózkami i kobietami w ciąży, rozmyślam jak to by było we trójkę itd. Sama nie wiem co się ze mną dzieje, bo dobrze wiem, ze teraz jeszcze nie pora na dziecko :) Postanowiliśmy sobie, że pod tym względem wszystko chcemy we właściwej kolejności - najpierw ślub, a dopiero później potomek :) Co do ślubu padło postanowienie, że będzie za 2 lata, a i w pracy odpukać wszystko układa się po naszej myśli. Tak więc oby tak dalej... :))) Jakoś to sobie wszystko powoli poukładamy :)
Dziękuję Wam wszystkim za miłe słowa i życzenia udanego urlopu. Wszystko się spełniło z nawiązką :)
Wieczorem postaram się zadrobić zaległości na Waszych blogach. Pewnie nie uda mi się dodać zbyt wielu komentarzy do zaległych postów, ale obiecuję, że od dziś będę czytać i komentować wszystko na bieżąco :)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...