Przejdź do głównej zawartości

firmowy informatyk - zło konieczne?

Czy we wszystkich firmach informatycy to takie cholerne leniwce? Znam kilku i wszyscy (z wyjątkiem jednego) zanim zabiorą się za coś, o co się ich po prosi, mija kupa czasu. Kilka miesięcy temu w moim służbowym lapku pojawił się problem z jedną funkcją. Ponieważ od strony technicznej to do komputerów ja mam 2 lewe ręce, poprosiłam naszego firmowego informatyka, żeby rzucił na to okiem. Ponaglany moimi telefonami pojawił się... po 2 tygodniach. Problemu nie rozwiązał i zgłosił go do Service Desku. Najpierw przez 2 miesiące była kompletna cisza. Po tym czasie zadzwoniła do mnie pani z polskiego SD, żeby wypytać w czym problem. Na koniec rozmowy stwierdziła "aha... to ktoś skontaktuje się z Panią, żeby to rozwiazać". Owszem skontaktowali się po kolejnych 2 tygodniach. Jakiś pan podłączył się do mojego lapka, pogrzebał i stwierdził, że on nie wie jak to naprawić. Od tamtej pory sprawa jest przekazywana od jednej osoby do drugiej, nikt nie umie tego naprawić. Dziwnym trafem wszyscy byli Rosjanami, którzy mieli kiepskie pojęcie o angielskim i ciężko było się z nimi dogadać :P W końcu sprawa trafiła do pana, który próbował jako pierwszy. I co mi zaproponował? "Może on tak zawiesi ten "ticket", a ja jeszcze raz skontaktuje się z polskim Service Deskiem?" No myślałam, że padnę. Sprawa trwa od kwietnia (!), więc powiedziałam mu, że niczego zawieszać nie będę i mają mi to w końcu naprawić. Facet skwitował sprawę "Aha. No dobrze, w takim razie połączę się z pani komputerem jutro." I tyle go "widziałam". Z opowiadań moich znajomych wynika, że większość informatyków ma takie podejście do swojej pracy. Od razu mówię, że nie uogólniam i nie twierdzę, że wszyscy tacy są, ale ja akurat z moim szczęściem na takich trafiam :) Wyjątkiem był tylko informatyk w urzędzie, w którym byłam na stażu po licencjacie. Informatyk z powołania :) Szkoda, że ich tak mało.
A tak z innej beczki... to mam ochotę coś zmienić. Oczywiście nie chcę wywracać swojego życia do góry nogami, dobrze mi w nim :) Wystarczy jakaś mała pierdółka :) Może jakiś inny szablon bloga? Co o tym myślicie? Czekam na opinie - zostawić ten czy zmienić? :)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...