Przejdź do głównej zawartości

hmm... kto by pomyślał :)

Tak się złożyło, że kilka ostatnich wieczorów musiałam spędzić sama w domu. W poszukiwaniu jakiegoś twórczego zajęcia, aby zająć sobie czas łapałam się za sprzątanie wszystkiego co sie tylko dało posprzątać, a i tak jeszcze mam wrażanie, że mogłabym wywrócić dom do góry nogami :) W czasie takich porządków naszło mnie na różnego rodzaju przemyślenia - o wszystkim, co dotyczy mojego życia. 99% wniosków było zupełnie przewidywalnych, ale jeden kompletnie mnie zaskoczył.
Niebawem miną 3 lata mojej pracy w Firmie. Był to bardzo intensywny czas, który wiele mnie nauczył. Jeszcze 1,5 roku temu taka szalona myśl nie wpadłaby to mojej łepetynki, a tu nagle proszę. Otóż stwierdziłam....., że bardzo lubię swoją pracę :) Naprawdę! :) Mimo tego, że czasem bywa ciężko, mimo że nie pamiętam już tygodnia, w którym nie byłoby jakiejś akcji, mimo że zazwyczaj kiedy przychodzę rano do biura nie wiem w co mam najpierw ręce włożyć, mimo że niektóre osoby swoim gwiazdorskim zachowaniem i sposobem bycia czasami doprowadzają mnie do szału i mam ochotę je palnąć, mimo że inne osoby, z którymi współpracuję na odległość są czasem strasznie upierdliwe, mimo że po kilka razy dziennie szefostwo chce dostać różnego rodzaju raporty analizy itp. na już teraz, natychmiast, a najlepiej na wczoraj, mimo że prawie codziennie padam na nos kiedy wracam do domu, a rano nie mam siły zwlec się z łóżka i utrzymać oczu otwartych bez pomocy zapałek..... to kurcze... naprawdę lubię swoją pracę :) Myślę, że duża w tym zasługa kierownictwa, które jeszcze 1,5 roku temu miało całkiem inny skład osobowy. Ci obecni są naprawdę w porządku, można iść do nich z każdą sprawą bez obaw, że opieprzą człowieka z góry na dół. Mało tego - nawet próbują pomóc jak tylko mogą. Moi zagraniczni współpracownicy też zmienili podejście do wielu spraw i teraz naprawdę widać na czym tak naprawdę powinna polegać współpraca. No i na koniec... ja też chyba trochę się zmieniłam pod pewnymi wzgędami. Wsiąkłam z specyfikę pracy w korporacji działającej na ogólnoświatową skalę, zmieniłam swój sposób pracy, lepiej umiem zorganizować swój czas tak, aby ze wszystkim zdążyć, a co chyba najważniejsze w moim przypadku - odkąd przestałam się przejmować niepowodzeniami, zdarzają mi się naprawdę sporadycznie, a jeśli już, to potrafię sobie z nimi poradzić. Być może kiedy non stop myślałam o czymś, co mi się nie udało, ściągałam na siebie kolejne problemy, które skutecznie mnie zniechęcały. I powiem Wam, że strasznie się z tego cieszę. Bo chyba nie ma nic gorszego, od robienia tego, czego się nie lubi, chodzenia do pracy jak za karę. Mam nadzieję, że przez długi czas nic się w naszej Firmie nie zmieni pod tym względem. Sama nie wierzę, że to mówię... ale dobrze mi tu :)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...