Przejdź do głównej zawartości

Jestem jedynaczką i nie wstydzę się tego

Napiszę dziś o czymś, z czym kompletnie się nie zgadzam. O tym jak wiele osób ma błędne wyobrażenie na temat pewnych spraw. Już piszę w czym rzecz.
Niedawno usłyszałam pod swoim adresem 2 stwierdzenia:
1. "Wiesz, nigdy nie powiedziałabym, że jesteś jedynaczką, gdybym o tym nie wiedziała. Zupełnie się tak nie zachowujesz".
2. wypowiedziane kiedy zachwacałam się małymi córeczkami moich kuzynów "No tak, skąd ty to możesz wiedzieć... Nie masz rodzeństwa, więc nie wiesz jak to jest mieć małe dziecko w domu".
Powiem Wam szczerze, że już nie raz stykałam się z podobnymi stwierdzeniami i tak naprawdę, nie robią już na mnie takiego wrażenia jak kiedyś, ale naprawdę zastanawiam się, skąd coś takiego się bierze? Skąd biorą się stereotypy i wrzucanie różnych ludzi do jednego worka?
Dlaczego tyle osób uważa, że jedynak musi być rozkapryszony, egocentryczny, samolubny, wpatrzony w czubek własnego nosa i podchodzący do życia na zasadzie "wszystko mi się należy"? Moim zdaniem tegu typu zachowanie wcale nie zależy od tego czy ktoś rodzeństwo ma czy nie. Nawet w 10-osobowych rodzinach trafiają się przypadki rozkapryszonych dzieci i moim zdaniem jest to kwestia tego, jak dziecko zostało zostało wychowane w domu i jaki ma charakter. Nie ma tu znaczenia czy wychowało się w pojedynkę czy w gromadce rodzeństwa. Wszystko zależy od człowieka. Słyszałam kiedyś o kobiecie, która robiła wyrzuty swojej znajomej o to, że jest jedynaczką i dawała jej do zrozumienia, że jest wręcz osobą drugiej kategorii i powinna się tego wstydzić. Tylko ciekawa jestem czy wzięła pod uwagę to, dlaczego tak jest. Moi rodzice mieli mnie tylko jedną, ponieważ ich drugie dziecko nie dożyło nawet drugiego trymestru ciąży. Mama dostała jakiegoś krwotoku i poroniła kiedy miałam 2 latka. Później nie chciała już mieć dzieci - po części ze strachu, że może się to powtórzyć. Chciałaby, żebym nie była sama, ale wyszło tak jak wyszło i nic na to się nie poradzi. Ja sama kiedyś bardzo przezywałam ten fakt, marzyłam o tym, żeby mieć siostrę albo brata, z którymi mogłabym się bawić, kłócić czy najzwyczajniej w świecie porozmawiać. Brakowało mi takiego wsparcia z czyjejś strony i zawsze przerażała mnie myśl, że kiedyś, gdy nie bedzie już moich rodziców, zostanę na świecie całkiem sama.
Z kolei moja kuzynka i jej mąż świadomie podjęli decyzję, że chcą mieć tylko jedno dziecko. Oboje byli w swoich rodzinach najstarszym dzieckiem. Ich młodsze siostry przez całe życie były wyróżniane na każdym kroku, a ich traktowano jak czarne owce. Dlatego kiedy urodził się Filip zgodnie zdecydowali, że będzie tylko on. Nie chcieli niezdrowej rywacji między nim a jego ewentualnym rodzeństwem. Filip ma teraz 16 lat, wyrósł na mądrego, uczynnego i dobrego chłopaka. Dlatego naprawdę nie rozumiem skąd bierze się takie przekonanie na temat jedynaków. Jak to zwykle bywa, najwięcej mają do powiedzenia te osoby, które nie mają zielonego pojęcia jak to jest naprawdę, a swoje wyobrażenia na ten temat biorą z skiężyca i przekładają je na rzeczywistość.
Żeby było jasne - od każdej reguły zdarzają się wyjątki :)))

Komentarze

  1. hej znam wielu jedynaków zreszta sama jestem jedynaczka, mam kuzynke która zastepuje mi starsza siostre. Niestety nie mam brata ktory umarł 3 mesiace od porodu :'( zawsze marzylam o mlodszym bracie ktory bylby oczkiem w glowie rodziny, sama zamierzam miec nawet 4 dzieci :) tylko muze znalec odpowiedniego kandydata na meza :D

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...