Przejdź do głównej zawartości

Mol książkowy

Tak jest .... stuprocentowy mol książkowy to ja w całej swej okazałości. Uwielbiam czytać książki. Na studiach strasznie cierpiałam, kiedy nie mogłam czytać tego, co lubię i musiałam ślęczeć nad jakimiś nudnymi wypocinami, od których oczy same mi się zamykały po przeczytaniu pierwszych dwóch zdań. Ale tak to jest, jak ktoś sam na własne życzenie wkopie się w jakiś nudny (aczkolwiek przydatny w późniejszym życiu) kierunek :P Ale nic to... odkąd studia skończyłam, staram się nadrobić zaległości. Teraz, kiedy tylko mam czas, siadam sobie w domku w wygodnym fotelu albo w kąciku kanapy z kubkiem herbatki w jednej ręce i książką w drugiej i odpływam. Kiedy tylko mam ku temu sposobność, potrafię pochłaniać jedną książkę tygodniowo. Nie zawsze mogę czytać tyle, ile bym chciała, bo albo trzeba coś zrobić w domu, albo padam po calym dniu w pracy, no i B. też muszę poświęcić trochę czasu, żeby mi później nie marudził za uszami, że czuje się samotny, porzucony i zaniedbywany :P. Ale kiedy już trafi się chwila spokoju - odpływam. Uwielbiam krok po kroku poznawać świat bohaterów, wyobrażać sobie jak wyglądają, gdzie żyją, jak wygląda ich świat itd. I strasznie mi szkoda, gdy widzę, że stron do przeczytania ubywa w zastraszającym tempie. Jak już spodoba mi sie i wciągnie mnie jakaś dobra historia, chciałabym, żeby nigdy się nie kończyła. Nie lubię typowych romansideł w stylu harlequinna, choć miło jest, gdy w czytanej historii trafiają się jakieś uczucia. Wolę książki bardziej życiowe, najlepiej na faktach albo thrillery psychologiczne. Ostatnio przeczytałam 3, które mogę śmiało polecić
1. "Bez mojej zgody" - Jodi Picoult
2. "Nostalgia anioła" - Alice Sebold
3. "Krucha jak lód" - Jodi Picoult
Może nie jest to jakaś wyrafinowana literatura, ale mi się podobały :) No i oczywiście mój ukochany Paulo Coelho... jego książki chyba nigdy mi się nie znudzą, szczególnie cudowny "Alchemik". Fajna jest też książka "Spalona żywcem" Souad. Historia smutna, ale niestety prawdziwa.
Tak sobie ostatnio myślałam, że szkoda, że ludzie tak mało czytają. Szczególnie dzieci, którym przydaloby się rozwijanie wyobraźni w pozytywnym kierunku... Wiem, że u większości ludzi wynika to z przemęczenia, braku czasu i coraz bardziej zabójczych cen książek (niestety), ale moim zdaniem jeśli ma się taką możliwość, to warto. Ostatnio śmiejemy się z B., że muszę poczytać sobie trochę na zapas, bo jak kiedyś będziemy mieć dzieci, każda wolna chwila na odpoczynek będzie na wagę złota :)))

P.S. Mam wrażenie, że ta notka nie trzyma sie dziś kupy, ni d***.... :) ale najważniejszy sens został przekazany :P
AHA, zapomniałam dodać - piszcie, jeśli macie coś godnego polecenia :)))

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...