Przejdź do głównej zawartości

przewrotności ciąg dalszy

Zastanawiam sie usilnie i za nic nie moge zrozumiec jakim cudem jest juz polowa wrzesnia? Dopiero byl Sylwester, dopiero bylismy w górach na nartach, a tu niedlugo pojedziemy znów. Dopiero odliczalam tygodnie i dni do urlopu, a tu juz nie pamietam, ze na nim bylam i marze o kolejnym. Czas ostatnio zasuwa do przodu jak szalony i trzeba bardzo sie starac, zeby wykrasc mu chocby chwile dla siebie. Ostatnio nie dzieje sie u mnie w zasadzie nic ciekawego. Moze nie tyle nic ciekawego, co nic nowego. Powoli zapadam sie w rozkoszny spokój jesieni. Ale w zimowy sen nie mam zamiaru zapadac... Co to to nie :) Zreszta, nie za bardzo bede miala na to czas. W notce o przewrotnosci wspominalam, ze czekam na rezultat w jeszcze jednej sprawie. No i teraz juz wszystko wiem :) Rok temu jak szalona cieszylam sie z ukonczenia studiów i wymarzonej wolnosci. Nie moglam sie tego doczekac, a kiedy sie obronilam skakalam z radosci pod sufit. A teraz co zrobilam? Znowu zapisalam sie na studia... :P Ale tym razem tylko podyplomowe, które pozwola mi robic to, o czym zawsze marzylam i co (mam taka nadzieje!) bedzie mi sprawiac przyjemnosc. I dzieki czemu nie bede zalowac, ze wybralam taki kierunek studiów jaki skonczylam. Nie wiem jak tam bedzie, nie wiem czy sobie poradze, nie wiem czy nie porywam sie z motyka na slonce, ale przeciez do odwaznych swiat nalezy i nie zaszkodzi spróbowac. A nóz widelec sie uda jakos przebrnac przez te 2 semestry... :) Które, patrzac na ten uciekajacy czas, zleca jak z bicza strzelil. A w przyszłym roku bede miala sporo innych spraw na glowie... ;)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...