Przejdź do głównej zawartości

Uniwersytecki podział na lepszych i gorszych

Kilka dni temu bylam na zakupach i stojac w kolejce do kasy uslyszalam (wcale nie podsluchiwalam - zeby nie bylo...:P ) wymiane zdan dwóch dziewczyn w wieku jakos tak 20-21 lat.
Dziewczyna 1: "Wiesz co... w sobote mam poprawke z (czegos tam... nie pamietam juz). Mam nadzieje, ze zalicze, bo jak nie to bedzie problem".
Dziewczyna 2: "Eeee.... co sie martwisz. Dlaczego mialabys nie zdac? Studiujesz zaocznie, wiec placisz. A jak placisz to przeciez logiczne, ze zdasz!"
Nie wiem co bylo dalej, bo nadeszla moja kolej przy kasie, ale rece mi po prostu opadly po tych slowach do samej ziemi. Skad w wielu ludziach (glównie studentach) takie przekonanie, ze skoro ktos studiuje zaocznie i placi czesne to ma totalny luz, kompletnie nie musi sie wysilac i ma wszystko podane na tecy z racji samego faktu, ze placi? Kiedys slyszalam, ze ktos znajomy wyrazil opinie, ze "studia zaoczne sie nie licza, bo co to za studia..., nie to co dzienne". Hmm... i tutaj sie niezgodze... Moim zdaniem na studiach zaocznych jest o wieeeeeeele trudniej, niz na dziennych. Wiem to sama z wlasnego doswiadczenia. Mialam ta okazje studiowac w jednym i drugim trybie, wiec mam mozliwosc porównania. Licencjat robilam dziennie, a mgr zaocznie i musze powiedziec, ze na mgr bylo o wiele ciezej. Po pierwsze bylo o wiele wiecej nauki, a przynajmniej ja uczylam sie wiecej, choc na jednych i drugich studiach poprzeczka zawieszona byla tak samo wysoko. Do tego pracowalam od poniedzialku do piatku, wracalam do domu zmeczona po calym dniu, chwile odpoczywalam, zrobilam co trzeba bylo zrobic w domu, a wieczorem siadalam do nauki (szczegolnie przed sesja). W soboty i niedziele od switu do nocy siedzialam na uczelni (bywalo, ze przez kilka weekendów z rzedu), raz zdarzylo sie ze przez 1,5 miesiaca przez to nie mialam ani chwili wolnego, a prace mgr pisalam nocami. Latwo na pewno nie bylo. Wykladowcy traktowali nas jako studentów gorszego gatunku, bo kto to widzial studiowac zaocznie. Liczba zajec byla o polowe mniejsza niz na dziennych, a ilosc materialu na egzaminy dokladnie taka sama. Wiec czego nam nie powiedzieli, musielismy szukac sami, a jak ktos nie znalazl, to juz jego pech. A co do zdawalnosci egzaminów to wcale latwo nie bylo. Jestem juz prawie 1,5 roku po obronie, a czesc mojego rocznika, do tej pory meczy sie ze zdaniem egzaminu, który na uniwerku obrósl juz legenda. I niech ktos im teraz powie, ze skoro placa, to dlaczego mieliby nie zdac.
Wiem, ze ta notka interesujaca nie jest, ale tak mi to nie dawalo spokoju, ze musialam sie z Wami tym podzielic. Z góry przepraszam, jesli ktos zasnal :P Obiecuje, ze sie poprawie.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...