Przejdź do głównej zawartości

10 x lubię...

Tiaa... kolejny tydzień i weekend minął w okamgnieniu. Nawet się nie obejrzałam, a jutro znów będzie poniedziałek i trzeba będzie stawić się w pracy w pełnej gotowości bojowej do walki z upierdliwacami, zwanymi klientami, którzy w zastraszającym tempie potrafią zapełniać moja skrzynkę mailowa „sprawami niecierpiącymi zwłoki”. I zapewne wszyscy będą potrzebowali czegoś na już. Trudno, będą musieli swoje odczekać. Kfiatushek postanowił podchodzić do swojej pracy ze stoickim spokojem i działać według ściśle opracowanego planu, dzięki któremu, wszystkie sprawy zostaną załatwione we właściwym czasie i nic nie zostanie pozostawione same sobie... Jasne... pomarzyliśmy już sobie, a teraz trzeba powrócić do rzeczywistości :P
B. siedzi kolejny weekend na uczelni. Dzięki temu miałam okazję ogarnąć kilka spraw i miejsc, które już dobitnie dopominały się o odrobinę kfiatushkowej uwagi. Tylko jedno zajęcie czeka dalej na swoją wielką chwilę, ale jakoś nigdy nie mam weny, żeby się za to zabrać. Mianowicie – muszę w końcu zrobić porządek w swoich torebkach. Powtarzam to już chyba po raz 15463 i jak do tej pory bez żadnego efektu, ale naprawdę muszę to zrobić, bo już powoli coraz trudniej mi cokolwiek z nich znaleźć. A mam tam już chyba wszystko, łącznie ze skrobaczką do szyb (:P), choć prawdę mówiąc nie mam zielonego pojęcia co ona robi w mojej torebce zamiast w samochodzie J No cóż, życie jest pełne niespodzianek ;)

Na pewno wszyscy obecni na moim blogu znają zabawę w 10 x lubię... Od samego początku podobała mi się jej idea, dzięki której przez małe odkrycie siebie możemy się lepiej poznać. Od początku miałam ochotę się w to pobawić, aż w końcu kilka dni temu dostałam zaproszenie do zabawy od Nabi (dziękuję!). Wymyślenie takich top 10 wbrew pozorom wcale nie jest takie proste. Oto moje „10 x lubię...”:

  1. Nie będę super oryginalna i nie byłabym sobą gdybym nie umieściła tego punktu na początku listy, ale pierwsze co (kto) przychodzi mi do głowy to oczywiście mój B., choć tak naprawdę nie wiem czy w tym przypadku ten punkt będzie się liczył, bo Jego to ja kocham nad życie, a nie tylko lubię. Za co? A no za to że jest, ze wszystkimi zaletami i wadami, za to, że odmienił mnie moje życie na lepsze i za to, że przy nim czuję się szczęśliwa i czuję, że świat należy do nas, że razem możemy wszystko, czego pragniemy.
  2. Narty – tak, załapałam bakcyla na całego i w sumie już z pewną niecierpliwością czekam na śnieg, choć perspektywa odśnieżania samochodu i skrobania szyb trochę studzi mój entuzjazm.
  3. Zdjęcia i wspomnienia – uwielbiam zarówno robić nowe, jak i oglądać te, które mam już od lat. W wolnych chwilach potrafię godzinami siedzieć na podłodze otoczona zdjęciami, które widziałam już setki razy i nigdy nie mam ich dość. Lubię czasami powracać myślami do pięknych chwil, które przeżyłam.
  4. Śluby i wszystko co jest z nimi związane – strasznie to dziewczyńskie, ale cóż, taka już chyba nasza natura, choć wiem, że nie wszyscy to lubią. Śluby i wesela fascynowały mnie od zawsze, suknie ślubne, kwiaty, zaproszenia... no dla mnie po prostu bajka. Już niedługo będę mogła zająć się swoim J
  5. Muzyka – w połączeniu z poprzednimi dwoma punktami tworzy mieszankę wybuchową, której nie mogę się oprzeć, ale sama w sobie jest też dla mnie czymś magicznym, co pozwala się odprężyć. No i oczywiście sprzątanie bez muzyki to nie sprzątanie ;)
  6. Kawa – nie ma to jak pyszna mocna kawa z mlekiem (koniecznie bez cukru) po długim dniu w pracy... Kawa koniecznie w dużym kubku, bo z filiżanki już mi tak nie smakuje J.
  7. Książki – tak jak pisałam w jednym z wcześniejszych postów. Jestem strasznym molem książkowym i strasznie lubię usiąść wieczorem w fotelu z dobrą książką i kubkiem gorącej herbaty. Jesienią i zimą mi się to nasila :P
  8. Długie kąpiele – obowiązkowo z dużą ilością pachnącej piany i kilkoma świeczkami ustawionymi w łazience. To jest to, co tygryski lubią najbardziej J
  9. Perfumy – nie będę wymieniać żadnych konkretnych zapachów, bo w zależności od okazji wszystkie są moimi ulubionymi J
  10. Samochody – kiedy byłam mała oprócz lalek miałam kilkanaście samochodzików, którymi namiętnie się bawiłam. Pierwszy raz siedziałam za kierownicą w wieku 3 lat (dzięki chwilowej nieuwadze dziadka J ) i sprawiło mi to niesamowitą frajdę J I zostało mi to do dziś.

... oraz wiele innych rzeczy, które już niestety nie zmieściły się na tej liście. A przede wszystkim bardzo lubię pisać bloga, dzięki któremu poznałam mnóstwo wspaniałych osób!!!
Zgodnie z zasadami tej gry muszę wytypować kolejne osoby, aby podzieliły się tym, co lubią.
Hmm... w takim razie do zabawy zapraszam Maciejkę, Alex i ~E. J Do dzieła dziewczyny!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...