Przejdź do głównej zawartości

My private piece of heaven

Jako jeden z punktów na mojej liscie "10x lubie..." wymienilam muzyke. Slucham naprawde róznych gatunków, wlasciwie w zaleznosci od tego jaki mam nastrój oraz co akurat wpadnie mi w ucho i mi sie spodoba. Jednakze, kiedy tworzylam moja liste i myslalam nad tym konkretnym punktem, ogarnal mnie pewien sentyment i wielka fala wspomnien (lllooo matko, ja ostatnio nie robie nic innego tylko wspominam :P starzeje sie, czy co? :) ). Dlatego pomyslalam sobie, ze opowiem Wam co nieco o tym, bo muzyka znalazla sie na liscie nieporzypadkowo i miala w sobie drugie dno :)
Jakies 15 lat temu, kiedy bylam mniej wiecej w polowie podstawówki (czyli mniej wiecej w polowie lat '90), na topie byly rózne zespoly muzyczne i wszechobecna gazeta "Bravo" :) Pewnie najlepiej pamietaja to osoby z roczników urodzenia mniej wiecej 1982-85 :) bo z tego co wiem kiedy ruszyly gimnazja, troche sie to wszystko zmienilo i dzieciaki znalazly sobie rózne inne "rozrywki". No, ale nie o tym chcialam pisac :) Prawie kazdy mial wtedy swój ulubiony zespól muzyczny i ja nie bylam w tym przypadku wyjatkiem. Wszyscy, którzy znaja tamte czasy, byc moze przypominaja sobie kto byl wtedy popularny, wiec nazwa "mojego" zespolu niech pozostanie swego rodzaju tajemnica i zagadka :) Moja fascynacja zaczela sie kiedy mialam niecale 11 lat. Rodzicom wydawalo sie, ze szybko mi przejdzie, ale tutaj grubo sie pomylili, bo to w zasadzie trwa do dzis, choc w duzo mniejszym natezeniu niz wtedy. Przez wiele lat w moim zyciu królowala tylko i wylacznie ich muzyka. Jezdzilam na koncerty, zbieralam zdjecia, mialam mnóstwo korespondencyjnych przyjaciól, którzy byli takimi samymi maniakami jak ja. Wtedy byla jeszcze era pisania zwyklych papierowych listów (które nadal ubóstwiam). Od powrotu ze szkoly w moim pokoju grala albo wieza albo TV ustawiony na VIVE (koniecznie niemiecka! do dzis uwazam, ze to byla najlepsza stacja muzyczna na swiecie, zwlaszcza w porównaniu z dzisiejszymi gniotami, które zamiast muzyki puszczaja popaprane reality show). "Bravo" ukazywalo sie wtedy co 2 tygodnie, w czwartki. Zawsze przed szkola bieglam do najblizszego kiosku po swiezutki numer, a pózniej robilam szybki przeglad calej gazety w poszukiwaniu artykulów na temat moich idoli - piorunem wynajdowalam kazda, nawet najmniejsza wzmianke o nich. Moja kochana klasa bardzo dobrze wiedziala o mojej pasji i jesli ktokolwiek byl w posiadaniu czegokolwiek na ich temat, to juz sam z siebie, bez proszenia i przypominania mi to przynosil :) Wszystko trzymalam w specjalnych segregatorach i przez te wszystkie lata uzbieralo sie kilka baaaaaaaaaaardzo grubych tomów :)
Pewnie zastanawiacie sie po co o tym wszystkim pisze? Co jest niby takiego niezwyklego w zbieraniu wycinków z gazet i sluchaniu plyt? Ano... dla mnie to sama magia...
"Mój" kochany zespól pomógl mi przetrwac jeden z najtrudniejszych okresów w moim zyciu, kiedy wokól mnie nie dzialo sie dobrze (pisalam o tym troszke jakis czas temu). W dodatku byl to okres dorastania, kiedy szukalam mojego wlasnego JA, próbowalam znalezc swoja droge w zyciu, czas pierwszych nieszczesliwych milosci itd. Oni i ich muzyka pomogli mi przejsc przez wszystko i jakos sobie poradzic mimo przeciwnosci losu. Ta muzyka zabierala mnie gdzies daleko, do mojego wlasnego kawalka nieba, pomagala oderwac sie od codziennosci i snic. Wiele osób z mojego otoczenia nie podzielalo mojej fascynacji, ale nie obchodzilo mnie to i nadal nie obchodzi. Dla mnie "mój" zespól byl najcudowniejszy na calym swiecie i zawsze bede tak uwazac. Oni byli wtedy moim calym zyciem, nadawali sens moim dniom, pomagali mi marzyc i radzic sobie z codziennoscia. Z czasem ich slawa przygasla, ja z braku czasu tez nie mialam mozliwosci sledzic wszystkiego na bierzaco. Zarówno oni, jak i ja doroslismy, skupilismy sie na codziennych sprawach, oni maja swoje rodziny, którym sie poswiecili, choc wiem, ze czasem wracaja na chwilke do dawnych czasów. A ja? Ostatnio dosc czesto slucham ich muzyki, wracam do tamtego mojego swiata, chocmy na momencik. Wszystkie swoje zbiory przechowuje jak skarb i nigdy sie ich nie pozbede. Bo czy mozna tak po prostu wyrzucic kawal wlasnego zycia? Chyba nie... :) A na pewno ja tego nie zrobie... :)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...