Przejdź do głównej zawartości

nostalgicznie o dorastaniu

Jestem... :)
Dawno nic nie pisalam (pomijajac odpowiedzi na komentarze), ale ostatnio jakos na wszystko brakowalo mi czasu. Kolezanka z mojego dzialu jest od 2 tygodni na urlopie, wiec mam tu taki mlyn ze szkoda gadac. Bardzo sie ciesze, ze wraca w poniedzialek i wroce na swoje dawne tory :)
W zasadzie niewiele sie u nas zmienilo od mojej ostatniej notki. Przygotowalismy juz sprzet na sezon zimowy - nasmarowane narty czekaja w garazu na uroszyste rozpoczecie sezonu bezszwankowego zsuwania sie ze stoku :P :) Podobno na przelomie pazdziernika i listopada zima juz ma byc w pelni z -30 stopniami na termometrach... Hmm... ciekawe ile w tym prawdy.
W miedzy czasie zaliczylismy wesele mojej kuzynki, ktore to dobitnie uswiadomilo mi jacy juz wszyscy jestesmy starzy. Kiedy bylismy mali, razem z moimi najblizszymi kuzynami (gdyz rodzenstwa nie posiadam) stanowilismy zgrana paczke. Wydawaloby sie, ze to wszystko bylo tak niedawno, niedawno biegalismy po podworku z dzikimi okrzykami, niedawno bawilismy w rozne dziwne, ale jakze wciagajace zabawy wymyslone na poczekaniu, na ktore dzis juz nikt z nas by nie wpadl, niedawno marzylismy o doroslosci, a tymczasem doroslosc przyszla do nas calkiem niepostrzezenie, cichaczem... Niedlugo skoncze 25 lat (matko, jak to strasznie brzmi), a jeszcze niedawno z utesknieniem czekalam na 18. Jeden z moich kochanych kuzynow jest juz 2 lata po slubie, ma cudowna coreczke, teraz druga kuzynka wyszla za maz, a w przyszlym roku kolejna. Niebawem i na nas przyjdzie pora. Czy zaluje minionego dziecinstwa? Troche... Brakuje mi tej beztroski i szalonej, niczym nieograniczonej wyobrazni, na ktora stac tylko dzieci. Brakuje mi chwil spedzonych z moimi dziadkami, ktorzy wtedy jeszcze zyli. Ale tego etapu mojego zycia, w ktorym jestem w tej chwili, nie oddalabym za zadne skarby swiata.
B. za tydzien zaczyna zjazdy na uczelni, ja zaczynam w listopadzie, wiec z wspolnymi weekendami bedzie krucho, ale pocieszam sie faktem, ze zleci nam ten czas w okamgnieniu i bedzie z glowy. Nie bedzie nad nami wisialo widmo czekajacych nas jeszcze studiow. Zrealizujemy to, co jakis czas temu sobie zalozylismy i bedzie mozna odhaczyc kolejny punkt na liscie :) A lista jest dluuuuuuuuuuuuuuuuugasna :)
Niedawno podczas jazdy samochodem wpadla mi w ucho piosenka Perfectu "Nie placz Ewka". W zasadzie nie tyle piosenka, co jeden jej fragment: "Proza zycia to przyjazni kat, peka cienka nic..." Jejuu, jakie to prawdziwe. Kiedys, dawno temu mialam przyjaciolke (oczywiscie nie jadna, ale akurat o tej chcialabym teraz napisac). Poznalysmy sie w szkole podstawowej, spedzalysmy razem mnostwo czasu (byla nas cala paczka, ale my dwie zawsze jakos najlepiej sie dogadywalysmy). Mijaly lata i wszystko pieknie sie ukladalo. Skonczylysmy podstawowke, pozniej liceum, wszyscy rozjechali sie po kraju na studia, jej sie nie chcialo i wtedy nasze drogi zaczely sie rozchodzic. Najpierw malymi, ledwo zauwazalnymi kroczkami, a pozniej juz wielkimi, z predkoscia swiatla. Ona wyszla za maz za swojego dlugoletniego chlopaka, ja juz od jakiegos czasu bylam z B. Coraz trudniej bylo nam znalezc czas na spotkania - ona nie pracowala i miala czas wtedy kiedy ja bylam w pracy lub na zajeciach, a po poludniu nie chciala sie spotykac, a mi ciezko bylo wszystko rzucic od razu po pracy i leciec do niej. Kiedy juz nam sie udawalo jakos zgrac, to znowu brakowalo tematow do rozmowy. Najpierw staralysmy sie spotykac w miare regularnie, pozniej coraz rzadziej, bo i po co, skoro kazda rozmowa przychodzila nam z wielkim trudem. Nie mialysmy ze soba zadnych wspolnych tematow. A teraz juz nawet nie pamietam, kiedy umowilysmy sie na kawe. Ten fragment z piosenki sprawdza sie tutaj idealnie. Dalej jestesmy kolezankami, ale to juz nie to samo co kiedys. Kazda z nas wybrala inny sposob na zycie, kazda z nas ma nowych znajomych ("starych" zreszta tez :) ), a z dawnej przyjazni zostaly tylko piekne wspomnienia. I wiecie co... sama nie wierze, ze to pisze, ale wcale mi tego nie brakuje. Taka jest chyba kolej rzeczy.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...