Przejdź do głównej zawartości

1... :)

Weekend, weekend i po weekendzie... Niestety wszystko co dobre zdecydowanie zbyt szybko sie konczy. Wydaje mi sie, ze ma to szczegolne odniesienie do urlopow, swiat i wszelkich dlugich i krotkich weekendow. Dlaczego czas wolny od pracy tak szybko leci? Ale przynajmniej miniony weekend bardzo pozytywnie nas zaskoczyl piekna pogoda :)
Piekna mamy wiosne tej jesieni... :) Mozna bylo tak powiedziec jeszcze wczoraj. Caly weekend byl u nas piekny, w sobote i w niedziele biegalam tylko w cienkiej bluzie i nawet tak bylo mi momentami za goraco. W niedziele termometr pokazywal u mnie 21 stopni :) Hmm... kto by pomyslal, ze taka pogoda moze byc w polowie listopada. No, ale zeby nie bylo zbyt rozowo dzisiejszy dzien powital nas juz typowo listopadowa aura. Dzis rano oboje z B. baaaardzo leniwie powleklismy sie do pracy, marzac o chocby jeszcze jednej godzince snu. Zdecydowanie nie lubie jesieni. To jest dla mnie chyba najgorszy okres w roku, kiedy nie jest juz cieplo, ale jeszcze nie tak calkiem zimno, w nieba siapi deszcz, jest szaro, buro i ogolnie beznadziejnie... Jakby tego bylo malo wlaczyl sie moj PMS - wredna juz bylam w tamtym tygodniu i czepialam sie mojego biednego kochanego B. o wszystko co tylko przyszlo mi do glowy, najczesciej bez powodu. No po prostu juz sama siebie mialam dosc. Wredota przeminela bezpowrotnie, ale za to przyczepila sie do mnie glodomorrrra. Caly czas chodze glodna i najchetniej zjadlabym wszystko, co tylko znajduje sie w zasiegu mojego wzroku. Na szczescie mam jeszcze na tyle zdrowego rozsadku, zeby sie pohamowac i pomyslec jak bede wygladac wiosna, jesli bede pochalaniac wszystko co nawinie mi sie pod reke. To dziala na mnie zdecydowanie motywujaco :)
No, jak zwykle rozpisalam sie o jakichs pierdolach, a przeciez nie o tym mialo byc :) Z powodu nocnej wichury, ktora nawiedzila nasza okolice z piatku na sobote i w zasadzie troche tez w sobote w ciagu dnia (mimo pieknego slonca wialo tak, ze malo nie urwalo mi glowy, kiedy wracalam z zakupow) bylam calkowicie odcieta od internetu. B. byl na zajeciach (a ja sama niewiele umiem zdzialac w tej kwestii), wiec mialam okazje zajac sie bardziej pozytecznymi rzeczami, ktore juz od jakiegos czasu domagaly sie o moja uwage. Tak mnie to wszystko wciagnelo, ze calkowicie zapomnialam napisac, ze w sobote, 13.11.2010 moj blog obchodzil swoje pierwsze urodziny :) Wiem, ze w porownaniu do mnostw osob z blogowego swiata to praktycznie nic, ale dla mnie to juz jakis tam osiagniecie. Glownie dlatego, ze (dzieki Muffince i jej poscie o ciazowym zboczeniu :) ) w koncu sie przelamalam do zalozenia wlasnego bloga i ze mimo poczatkowego kryzysu i calkowitego braku weny tworczej wytrwalam tutaj juz ponad rok :) I nie mam najmniejszego zamiaru opuszczac tego swiata. Poznalam dzieki niemu cudownych ludzi, ktorych na pewno nie poznalabym w inny sposob (tak tak, o Was mowie kochani moi), nauczylam sie opowiadac i cieszyc ze zwyklych codziennych spraw i zrozumialam bardzo wazna rzecz - mianowicie "w kupie sila" :) Czasami, gdy bylo mi zle, gdy pisalam o rzeczach przygnebiajacych czy nie powalajacych na kolana wszechobecnym optymizmem, nawet zwykly pozornie malo znaczacy komentarz od kogokolwiek z Was potrafil podniesc mnie na duchu i uwierzyc, ze jest wiele osob, ktore trzymaja za mnie kciuki, ktore sa ciekawe co u mnie slychac i ktore tu zagladaja. Poczatkowo bylo Was tylko kilkoro, ale ta gromadka rozrosla sie juz calkiem pokaznie. Bardzo lubie podrozowac po Waszych swiatach, staram sie zagladac do Was codziennie, czesto nawet gdy nie jestem przy komputerze zastanawiam sie co u Was slychac, jak dana sprawa ulozyla sie tej czy innej osobie i zawsze niecierpliwie wyczekuje Waszych postow, chcac z kazdym slowem "poznawac" Was lepiej na tyle, na ile jest to mozliwe poprzez blog. Nie pisze tu na pokaz, mam nadzieje, ze zaden z moich postow nigdy nie zostanie polecony przez Onet, bo nie o to mi w tym wszystkim chodzi. Pisze tutaj przede wszystkim dla siebie - bo to jest miejsce, w ktorym moge sie otworzyc i ubrac w slowa to, co od jakiegos czasu tlucze sie po mojej glowie. To moj skretny swiat, ktory chce zachowac tylko dla siebie. Pisze takze dla Was - pragnac pokazac Wam choc maly skrawek mojego zycia. Mam nadzieje, ze bedziecie ze mna tak dlugo, jak dlugo bedzie istniec moj blog i poki bede miala na to czas, a i ja bede zagladac do Was kiedy tylko bede mogla :)
Tak wiec wszystkiego najlepszego z okazji pierwszych urodzinek moj kochany blogu :) Zycze ci kolejnych dlugich lat w sieci :)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...