Przejdź do głównej zawartości

zimowy update

Tiiiaaa... powiem Wam, ze strasznie mi wstyd, ze tak zaniedbalam mojego blogusia. Zagladalam tutaj i do Was codziennie, ale jakos nie mialam czasu na pisanie, a gdy juz ten czas jednak się znajdował, zazwyczaj brakowało mi weny twórczej i nie mogłam sklecić nawet kilku zdań, które miałyby jakikolwiek sens. No... ale jestem, żyję i mam się bardzo dobrze :)
Kolejny zjazd na studiach za mną. Tym razem mieliśmy już takie całkiem konkretne zajęcia. Wszystkie zalieczenia są w formie zadania domowego, więc luzik, spokojnie sobie wszystko zrobie i bedzie z głowy. Dopiero w czerwcu będę miała egzamin końcowy i z głowy. A później już żadnych więcej studiów. Fajnie jest mieć wolne weekendy i móc wyspać się do woli. Ja to czasami śmieję się, że na te studia poszłam po to, żeby mojemu B. nie było smutno, że tylko on musi jeździć na zajęcia :) Ale co tam, to czego naucze się przez ten rok na pewno będzie mi bardzo przydatne i bardzo chciałabym z tym kiedys pracować. No cóż... czas pokaże, może akurat kiedyś się uda :)
Ostatni weekend oprócz zajęć na studiach zaowocował przede wszystkim zakupem części prezentów :) Zostały mi jeszcze tylko 3 osoby i będę miała komplet. Wśród tych 3 osób są 2 dziewczynki w wielku 1,5 roku oraz 5 miesięcy, więc zadanie powinno być ułatwione, bo chcę kupić im jakieś fajne zabawki. Hmm... w sumie takie łatwe to może nie być, bo jak wejdę do działu z zabawkami mogę dostac oczopląsu i nie będę wiedziała za co mam najpierw łapać :))) No cóż, najwyżej usiądę na podłodze i się rozpłaczę :P
Zima u nas na całego. Wczoraj utknęłam na parkingu, bo nie za bardzo mogłam wyjechać, ale na szczęście koleżanka ode mnie z firmy też jechała z mężem do pracy i wypchnęli mnie na ulicę. Uff... Na naszym parkingu śnieg sięga mi po tyłek (naprawdę!!!), więc możecie sobie tylko wyobrazić jaką mamy tam masakrę. Z kolei dziś rano szyby w aucie pozamarzały mi od środka i musiałam spędzić około 10 minut z ogrzewaniem i klimatyzacją włączonymi na full, żeby cokolwiek zaczęło puszczać na tyle, żeby moja skrobaczka mogła sobie z tym poradzić. A termometr pokazywał jedyne -21 stopni... :) Ale za to jak zobaczyłam te cudne oszronione drzewa, byłam pod wielkim wrażeniem.
Dziś rano do naszego biura przyjechała wielka, zielona, przepiękna choinka, która pachnie na cały nasz openspace. Na razie nie jest jeszcze ubrana ani oświetlona, ale wygląda naprawdę super. Wszędzie już naprawdę czuć święta, w radio grają coraz więcej świątecznych przebojów (które naprawdę uwielbiam) i wiecie co... tak sobie myślę, że to będą pierwsze białe święta od bardzo dawna. Kilka lat z rzędu była chlapa albo pogoda wręcz jak na wielkanoc. Więc tym razem mamy naprawdę miłą odmiane :) A ja pójdę jeszcze tylko 4 razy i będę miała cudowne 2 tygodnie urlopu - mam zamiar w końcu się wyspać iu wypocząć. No i przede wszystkim musimy jechać na narty - koniecznie. Nasze narty uśmiechają się do nas coraz szerzej, ilekroć mijamy je w garażu, a ja nie mogę się doczekać, kiedy w końcu je przypniemy :) Już mi sie to normalnie śni po nocach :)))
No ... i tak nam jakoś czas powoli leci do przodu (może nawet wcale nie tak powoli). Niedługo Święta, później Sylwester i kolejny rok od nowa :)

A najbardziej przeraża mnie fakt, że za kilka dni stuknie mi 25 lat i będzie już z górki do 30stki... szok... ;)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...