Przejdź do głównej zawartości

Kreativ Blogger Award

Długo zabierałam się za tą notkę, bo albo nie miałam czasu, albo weny twórczej, w weekend byłam chora i w zasadzie dopiero teraz dochodzę do siebie i tak mi jakoś zeszło. Ale dziś mam trochę luźniejszy dzień, postanowiłam zebrać się w sobie i napisać co do mnie należy :)

Otóż... niedawno zostałam nominowana przez Nabi i Panią N. do tytułu Kreativ Blogger. Przyznam szczerze, że totalnie mnie to zaskoczyło, bo nie sądziłam, że zasługuję na takie wyróżnienie. W końcu mój blog jest całkowicie zwyczajny i nie widzę w nim kompletnie nic kreatywnego, no ale takimi wyróżnieniami trzeba się cieszyć (bo to znaczy, że komuś podoba się to, co piszę) i naprawdę bardzo Wam dziękuję dziewczyny. Zgodnie z zasadami, muszę wytypować kolejnych 7 blogów, które zasłużyły sobie na miano Kreativ Blogger i napisać 7 nowinek o sobie. No więc do dzieła:



1. Dziobak - za jedyny w swoim rodzaju sposób pisania, który nie raz doprowadził mnie do łez... oczywiście ze śmiechu :)

2. Muffinka - ostatnio milcząca, dzięki której mój blog w ogóle zaistniał w wirtualnym świecie

3. Nabi - za wyjątkowy dar pisania o codzienności

4. Maciejka - za cudowny pamiętnik z życia całej rodziny, który będzie wspaniałą pamiątką nie tylko dla jej synków, ale dla całej rodziny :) Mam nadzieję Maciejko, że przyłączysz się do zabawy (wiem, że Twój blog jest rodzinny, dlatego możesz wprowadzić modyfikację i zamiast nowinek o sobie, napisać nowinki o Rodzince z Poddasza)

5. Pani N. - w nagrodę za to, że uwierzyła, że szczęście może czaić się tuż za rogiem - wystarczy tylko pozwolić mu zajrzeć do naszego życia. Tak trzymaj kochana! :)

6. Kathi - która z taką lekkością i prostotą potrafi przekazać największe życiowe prawdy

7. Tulipanka - za piękne historie z Tulipandii

Ok... to było trudne zadanie - chciałabym nominować Was dużo dużo więcej, ale jak 7 blogów to 7 i nie ma zmiłuj :)

Teraz 7 nowinek o mnie:

1. Od początku liceum miałam na głowie włosy w różnych kolorach - ponieważ mój naturalny odcień jest dość nijaki, moim celem zawsze był piękny miodowy odcień. Miałam na głowie różne balejaże, pasemka, popalone końcówki (dzięki "cudownej" fryzjerce starej daty, którą omijam od tamtej pory szerokim łukiem), raz nawet próba zafarbowania całej głowy na blond skończyła się rudością :P Jednym słowem moje włosy nijak nie chciały współpracować w kwestii ich rozjaśnienia i w końcu postanowiłam zostać brunetką :) Od 18 roku życia mam na głowie piękną czekoladkę i z tym czuję się najlepiej :)

2. Raz cudem uniknęłam wypadku samochodowego, ale oczywiście nikomu się do tego nie przyznałam - i nie przyznam się, po co mam bliskim nerwy szarpać :P

3. W podstawówce nosiłam aparat ortodontyczny... którego (o dziwo! )zazdrościła mi cała klasa :) A ja bałam się, że będą się ze mnie śmiać... Kochani ludzie, naprawdę :)

4. Przez 2 lata uczyłam się grać na gitarze - lekcja raz w tygodniu w połączeniu z moim słomianym zapałem dała raczej marny efekt. Coś tam umiem, mam własną gitarę, ale chciałabym umieć grać tak naprawdę... może jeszcze kiedyś się nauczę. Wszak na naukę nigdy nie jest za późno. Słuch muzyczny podobno mam, tylko mój zapał bardzo szybko się wyczerpuje.

5. Po maturze zdawałam egzaminy wstępne na prawo, ale się nie dostałam... patrząc z perspektywy czasu, może to i lepiej... To chyba nie moja bajka...

6. Uwielbiam tzw. "Junk food" - śmieciowe jedzenie typu pizza, frytki, hamburgery, chipsy, czekolada... zawsze miałam do nich słabość. Staram się pilnować i nie pochłaniać tego w kosmicznych ilościach, bo łatwiej byłoby mnie przeskoczyć niż obejść. Figurę generalnie mam ok (choć nie obrażę się, jeśli 4kg mi jeszcze spadnie) i tego muszę się trzymać. A junk food pozostało mi próbować tylko tak o... na smak :)

7. Uwielbiam komedie romantyczne, elegancką bieliznę i piękny makijaż... ot taka moja kobieca słabość ;)

P.s. Coś nie mogę wkleić tutaj logo, więc dodaję miniaturkę z boku z albumie :)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...