Przejdź do głównej zawartości

Piękną wiosnę mamy tej zimy :)

Po wczorajszym dniu, szarym, burym i ponurym (proszę proszę... nawet mi się zrymowało) nadeszło totalne zaskoczenie. Patrzę przez okno i oczom moim nie wierzę. Po śniegu nie ma już ani śladu (no, może poza resztkami czarnego lodu walającego się przy chodnikach), wyłoniła się soczyście zielona trawa a na niebie świeci słońce. Taki widok zazwyczaj pojawia się dopiero pod koniec marca, a mamy dopiero połowę stycznia. Lubię zimę, mamy zamiar wybrać się niedlugo na narty na klika dni, ale taki widok jaki mam w tej chwili za oknem niezwykle mnie cieszy :) Podobno jeszcze jakiś czas taka pogoda ma sie utrzymać, a później szykuje się powrót zimy. No cóż, pożyjemy zobaczymy. Przeraża mnie tylko jedno.... jak po tej zimie będą wyglądały drogi? Odkąd wróciłam do pracy po urlopie, moja jazda samochodem na drugi koniec miasta bardziej przypomina slalom gigant i polega na tym, że zamiast patrzeć na inne samochody albo uważać na to czy jakiś genialny pieszy uważający się za świętą krowę nie wlezie mi nagle pod koła (bo i to czasem się zdarza i mam wtedy ochote wysiąść i nakopać takiej osobie), zamiast tego wszystkiego jadę jak ten ślepy kret z twarzą prawie na przedniej szybie i wypatruję którą dziurę muszę ominąć, a w która ewentualnie mogę wjechać. Zazwyczaj jest tak, że omijając jedną dziurę wpadam w dwie kolejne przyprawiając samą siebie o palpitację serca i stan przed zawałowy, a już nawet nie chcę myśleć co czuje moje biedne autko. Czasem myślę sobie, że moje Miasto wyglądało 100 razy lepiej bezpośrednio po zakończeniu wojny, niż teraz po jednej zimie. A ta zima wcale się jeszcze nie skończyła. Ja naprawdę nie miałabym mic przeciwko temu, żeby cały asfalt (który mam wrażenie występuje już tylko miejscami, a tak to wygląda gorzej niż ser szwajcarski) zebrać jakąś wielką asfaltożerną maszyną i żeby została tylko piękna, równiutka granitowa kostka, pamiętająca jeszcze czasy przedwojenne, która kryje się pod większością ulic mojego Miasta. Jak to możliwe, że coś, co zostało zbudowane ponad 100 lat temu zachowało się w stanie prawie nienaruszonym, a obecne drogi budowane według najnowszych super hiper technologii sypią się po pierwszej lepszej zimie?
Wczorajszy ponury dzień skłonił mnie do zmian, które probowałam wcielić tutaj na blogu. Szukałam jakiegoś fajnego szablonu, ale niestety pod tym względem Onet jest cholernie ubogi. Ok, jest troche tych szablonów, ale mi sie nic nie podoba :P Najpierw wrzuciłam jeden, zrobiłam w nim tysiąc zmian tylko po to, żeby po 5 minutach stwierdzić, że jest do niczego. Kolejny był w miarę w porzadku, ale nie mogłam zmienić głównego zdjęcia, więc też został odrzucony. Przy kolejnym wszystko tak mi się poprzestawiało, że mimo moich usilnych starań wyglądał jakby balował cały weekend i byl jakiś taki... krzywy :) Tak więc wróciłam na stare śmieci, choć tutaj też trochę pomieszałam z kolorami, bo stwierdziłam, że mi za ciemno :P Zobaczymy jak długo ten stan się utrzyma :)
Najbliższy weekend spędzę na zajęciach, więc B. będzie miał spokojną głowę i będzie mógł bez przeszkód chłonąć wiedzę - za tydzien ma 4 kolokwia i egzamin w jeden weekend, więc ma biedactwo co robić, a ja wolę nie wchodzić mu w drogę. Co byłam w stanie zrobić to mu pomogłam, a teraz musi dziobać, żeby mieć sesję do przodu. Zdolne to moje stworzonko, więc na pewno da sobie radę, choć trzymać kciuków nie zaszkodzi ;) Ja to sobie myślę, że ta moja podyplomówka w porownaniu z normalnymi studiami to jakieś przedszkole jest. Poszczególne przedmioty zaliczamy na podstawie a) obecności, b) aktywności na zajęciach, c) zadań domowych. Z niektórych zajęć jestem zwolniona z racji tego, że miałam je na wcześniejszych studiach, a w czerwcu tylko egzamin i adios muchachos. Nie żebym narzekała, ale dziwne to takie, przyzwyczaiłam się do innego trybu. Jeszcze 8 zjazdów przede mną, do początku czerwca jakoś przetrzymam :)
A tak w ogóle chciałabym się pochwalić wszem i wobec, że Nabi nominowała mój blog do Kreativ Blogger! Czuję się zaszczycona :) Niebawem odezwę się w tejże sprawie.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...