Przejdź do głównej zawartości

Welcome to 2011

Jak wszyscy wkoło powtarzają - "Święta, Święta i po Świętach" i po Sylwestrze, Nowym Roku itd... Kfiatushek i B. nawypoczywali się w tym czasie ile tylko się dało, choć nie był to tylko wypoczynek bierny. No ale od początku…
Wiadomo jak to przed świętami, roboty było masę. Ale ponieważ ja to bardzo lubię, w ogóle mi to nie przeszkadzało. Święta minęły naprawdę bardzo spokojnie, bez dzikich tłumów przewijających się przez nasz dom. Z jednej strony to dobrze, bo mieliśmy spokój, a z drugiej strony szkoda, bo takie zamieszanie też lubię. Wigilia u babci, pierwszy dzień Świąt trochę sami w domu, trochę z moimi rodzicami i moją chrześnicą (którą po prostu uwielbiam!), drugi dzień Świąt u teściowej i jakoś zleciało. A po świętach aż do samego sylwestra szusowaliśmy na nartach, spalając zjedzone kalorie  Na Sylwestra do samego końca nie mieliśmy żadnych planów, ale jak to zwykle bywa pomysł pojawił się w ostatniej chwili (dosłownie, bo 31.12 ok 15:00 ) i wylądowaliśmy na domówce u naszych znajomych. No i było naprawdę bardzo fajnie   A teraz czas powrócić do rzeczywistości, choć ja to jeszcze tak nie do końca, bo mam jeszcze kilka dni urlopu, ale biedny B. musi już siedzieć w pracy.
Co do minionego roku 2010… na wielu blogach spotkałam się z podsumowaniami tego co udało się zrealizować, a czego nie. Ja chyba takiego podsumowania robić nie będę. Rok 2010 nie należał do szczególnie przełomowych w moim życiu. Jak zawsze wydarzyło się sporo radosnych rzeczy, jak i bardzo smutnych. Ale ponieważ postanowiłam nie rozpamiętywać przeszłości, nie będę wracać do pewnych rzeczy, chyba że w celu wyciągnięcia wniosków na przyszłość. W 2011 roku mam zamiar za wszelką cenę unikać konfliktów, które przez mój niewyparzony język potrafią przysporzyć mi kłopotów, oraz będę się cieszyć tym, co już mam    a przecież jest tego naprawdę całkiem sporo. Co do marzeń, to chciałabym, żeby spełniły się choć 2 z długiej listy, którą mam w swojej główce, a wydaje mi się, że akurat te 2 marzenia są całkiem realne do spełnienia 
No i bardzo serdecznie chciałabym podziękować Wam kochane moje za życzenia świąteczne i noworoczne    Oby wszystkie się spełniły, bo wiem, że zostały napisane ze szczerych serduszek  

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...