Przejdź do głównej zawartości

moja teściowa = diabeł wcielony

Kiedyś myślałam, że moja mama mojego B. jest całkiem niezłym materiałem na teściową. Jakże się myliłam... Zawsze uważałam, że kijowe relacje na linii teściowa-synowa spowodowane są utratą gruntu spod nóg mamusi, kiedy jej ukochany synek wyfruwa z gniazdka i taka mamusia musi kontrolować czy synkowi nie dzieje się żadna krzywda, przy okazji wytykając swojej synowej wszystkie błędy itd.
Hmm... no cóż. Łudziłam się, że nas to ominie, ale jak to mówią nadzieja matką głupich. Moja teściowa generalnie nie jest jakąś straszną kobietą, ale wydaje jej się, że zawsze musi mieć ostatnie słowo w każdej kwestii. Ona nie jest szaleńczo zapatrzona w synka, wręcz przeciwnie. Czepia się biednego B. na każdym kroku, cały czas go krytykuje, jest wredna, rozdarta i zapatrzona w samą siebie. Taka niestety była podobno od dziecka i teraz w wieku 50+ lat już się nie zmieni, a nam przez to napsuje trochę krwi. B. wiecznie wysłuchuje jej pretensji o to, że albo w ogóle się u niej nie pojawia, albo pojawia się zdecydowanie zbyt często, że ona biedna wszystko musi robić w domu sama (bo jej córka ma wszystko w dupie i nie robi nic), a w ogóle dobrze byłoby, gdyby B. oddawał jej co miesiąc połowę wypłaty albo najlepiej całą za to, że ona wydawała na niego jak był mały. W kwestii wyjaśnienia - ona finansowo stoi naprawdę dobrze i nie rozumiem jak coś takiego może jej w ogóle przejść przez gardło. B. często zbywa jej głupie uwagi milczeniem, żeby nie denerwować samego siebie, choć częściej mówi jej wprost co myśli o jej głupich tekstach (choć niestety nic to nie daje, jakby rzucał grochem o ścianę). B. zawsze był na jej zawołanie, robił to, o co go prosiła i w sumie dalej tak jest, choć czasami B. potrafi się zbuntować, kiedy ona ewidentnie przegina, ale jej ciągle jest źle. Moja osoba wprost jeszcze nie padła na linię jej rażenia (choć za moimi plecami zapewne powiedziała niejedno), ale naprawdę ledwo się hamuję, żeby nie wygarnąć jej tego co o niej myślę. Krew mnie zalewa jak słyszę, jak to wredne babsko wydziera sie na B. zupełnie bez powodu i jak go traktuje. Takiego syna jak on można tylko pozazdrościc i chciałabym, żeby nasz syn był kiedyś taki jak B., a ona ciągle widzi w nim tylko  wady (wymyślone przez jej wyobraźnię). Wczoraj dała kolejny popis o takim samym repertuarze. Jeszcze kilka takich akcji i naprawdę wybuchnę, a wtedy usłyszy kobieta całą prawdę o sobie. Choć pewnie do tego nie dojdzie, bo wtedy B. miałby już całkowicie przechlapane. Mi tam rybka, mnie lubić nie musi, ja jej także, ale tak mi szkoda B., bo nie zasłuzył sobie na takie traktowanie. W tej babie nie ma za grosz matczynych, ciepłych uczuć, jest beznadziejna... Ale przynajmniej moja mama wynagradza B. te nieprzyjemności - są parą świetnych kumpli, a B. jest najukochańszym zięciem mojej mamy :)))) ( i jedynym :P )
Wiem, że ta notka jest całkowicie pozbawiona ładu, sensu i logiki, ale musiałam się jakoś rozładować. Dziękuję za uwagę :)

P.S. Zazdroszczę wszystkim synowym, których teściowe są w porządku. Takie osoby to skarb...

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...