Przejdź do głównej zawartości

powróciłam... wypoczęta, zadowolona i z nowym zapasem sił :))))

Urlop, urlop... i po urlopie. Wydawać by się mogło, że dopiero się zaczynał, a już trzeba było wrócić do rzeczywistości. Wiadomo... wszystko co dobre zdecydowanie zbyt szybko się kończy. Tak było i tym razem. Wyjechaliśmy w poniedziałek, nie całkiem z samego rana, przecież trzeba było zdążyć się wyspać, spakować itd. A ponieważ w góry mamy naprawdę rzut beretem, więc wszystko to na spokojnie zrobiliśmy i w południe byliśmy na miejscu. Szybki rzut oka na okolicę, rozeznanie w terenie i heja na narty :) Góry przywitały nas temperaturą +7 stopni i pogoda za cholerę nie wskazywała na to, żeby gdziekolwiek w pobliżu można było jeździć na nartach i zastanawialiśmy się czy na pewno dobrze zrobiliśmy jadąc tak późno - nic bardziej mylnego. Wystarczyło wyjechać kilkaset metrów wyżej bardzo krętą drogą przez las, żeby naszym oczom ukazała się cudowna panorama kilkunastu pięknie ośnieżonych stoków, poprzecinanych krążącymi wyciągami. Szusowaliśmy po nich całe 5 dni i było naprawdę super. Smigaliśmy sobie po świeżutkim śniegu, na stoku temperatura wynosiła jakieś -2/-3 stopnie, więc warunki były wręcz idealne, a ze stoków mieliśmy widok na okolicę coraz bardziej witającą się z wiosną. Robiło to naprawdę świetne wrażenie. Całe dnie spędzaliśmy na nartach, a wieczorami chodziliśmy na długie spacery po okolicy, więc nasze mózgi musiały przeżyć niezły szok tlenowy po takiej dawce świeżego powietrza. Hmm... może dlatego trzymały się mnie różne durne sny... :P ale o tym innym razem. Przez cały tydzień byliśmy całkowicie odcięci od internetu, mieliśmy tylko TV (który nadawał m.in. telewizję Al Jazeera :P) i było to dla nas prawdziwym odpoczynkiem dla szarych komórek. Okazało się, że nasz dość późny termin wyjazdu jednak był strzałem w 10! Ferie we wszystkich województwach już się skończyły, więc na stokach było prawie pusto i mogliśmy jeździć sobie swobodnie do woli nie tracąc czasu na stanie w kolejce. Słońce świeciło przez cały tydzień bez przerwy, więc nasze pyszczki nabrały już żywych wiosennych kolorków. Ach... tego mi było trzeba!!! :) Wyjazd udał się wprost cudownie i nie moglibyśmy chyba wymarzyć sobie lepszego :) Było naprawdę super i już nie mogę się doczekać przyszłego roku. A teraz - WIOSNO...!!! PRZYBYWAJ.....!!!!! :))))))))))))

P.S. W pracy mój biurkowy kalendarzyk wzbogacił się o nową notatkę - "znowu w pracy" :) Fajnie jest pomyśleć, że ktos tu na mnie czekał. Normalnie coraz bardziej lubię swoją pracę :) Ale urlopy jeszcze bardziej ;)

Komentarze

  1. No to cieszę, się Kochana, że się udał urlop :)
    Oby takich więcej :)))
    A teraz racja WIOSNO przybywaj !

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie znoszę tłoków w górach. Miałaś rzeczywiście szczęście i jak widać dobrze wypoczęłaś. Też czekam na wiosnę ale ona coś w tym roku rozleniwiona. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakie miłe wieści:-)))
    Cieszę się, że tak się Wam urlop udał.
    I fajnie, że wróciłaś, bo mi tak jakoś pusto było bez Ciebie :-)))

    Maciejka

    OdpowiedzUsuń
  4. Super, że odpoczęłaś:)))

    OdpowiedzUsuń
  5. ja tez ciesze sie, ze do Was wrocilam. Mam nadzieje, ze weny do pisania po takim odpoczynku mi nie zabraknie

    OdpowiedzUsuń
  6. Super, że urlop się udał, ale masz rację, niech wiosna już przychodzi! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Urlop się udał i powrót do pracy też, ma się rozumieć :))

    OdpowiedzUsuń
  8. Udany urlop - bardzo ważna rzecz. Sama osobiście jeszcze nigdy nie byłam zimą w górach i nie jeździłam na nartach, a bardzo bym chciała kiedyś spróbować ;)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. No i super! Najważniejsze, że jesteście wypoczęci i przede wszystkim zadowoleni! Oby więcej takich wyjazdów :) Dla mnie jednak najcudowniejszą wiadomością jest to, że wróciłaś!

    Wiosno... przychodź, bo za oknem znowu śnieg :(

    OdpowiedzUsuń
  10. a u mnie juz wiosna, choc dzis jakas taka pchmurna. Bardzo mi milo, ze cieszycie sie z mojego powrotu :)))
    A gory zima szczerze polecam! :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Wow :) No to super że urlopik się udał :)) Aż troszkę zazdroszczę :P A wiosna coraz bliżej :D :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Cieszę się, żeś wypoczęta i chętna do działania:* tak trzymaj :* akumulatorki naładowane, teraz wszystko stanie się łatwiejsze :* Ściskam :*** Buziaki :**

    OdpowiedzUsuń
  13. Musiałam zahasłować bloga.. Proszę o kontakt na:
    zlakolysanka@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  14. Super spędzony czas... Na pewno dobrze Wam zrobiły takie chwile we dwoje, w ciszy, w spokoju, bez internetu, pośpiechu, pracy... :)
    Pewnie naładowaliście swoje akumulatorki i dzięki temu, aż chce się żyć... ;]
    No i miło z kogoś strony, jeśli chodzi o tą notatkę... aż na serduszku pewnie ciepło się zrobiło? :)
    Pozdrawiam serdecznie :*

    OdpowiedzUsuń
  15. oj to prawda, oboje potrzebowalismy odpoczynku, a co do notatki w kalendarzu to pewnie, ze od razu milej wraca sie do pracy widzac cos takiego :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...