Przejdź do głównej zawartości

O wszystkim i o niczym

Ja dziś tak króciutko - melduję się tylko, że jestem, żyję i mam się dobrze :)
Święta w Kfiatushkowej krainie minęły w zastraszającym tempie. Pierwszy dzień świąt spędziliśmy u moich rodziców, później po południu byliśmy u nas, przyjechała moja chrześnica i było naprawdę bardzo wesoło i sympatycznie. Drugi dzień świąt to obiad u teściowej z dziadkami B. Tak jak przypuszczałam, święta minęły pod znakiem naszego ślubu :) Wszyscy dowiedzieli się o tym kiedy zamierzamy się pobrać i naprawdę miło było widzieć na twarzach i słyszeć w głosie niesamowitą radość. Nie spodziewałam się, że tyle osób będzie się cieszyć naszym szczęściem :) Kilka dni w pracy zleciało jak z bicza strzelił i znowu mam całe 4 dni wolnego. Wysłałam ostatnie tłumaczenia na zaliczenie zajęć i mogę rozkoszować się słodkim lenistwem. W końcu będziemy mogli się porządnie wyspać, bo w czasie świąt nie za bardzo nam to wychodziło :P Planów na długi weekend na razie nie mamy żadnych, bo pogoda zapowiada się niezbyt ciekawie. Ale przecież spontany są zawsze najlepsze, co nie? :)
Dziś w pracy śledziłyśmy w necie ślub Williama i Kate. Przez ostatnich kilka tygodni wszędzie było słychać tylko o tym i powiem szczerze, że sama wciągnęłam się w ten temat :) Byłam bardzo ciekawa jak będą wyglądać, jaka będzie sama uroczystość. Być może dlatego, że sama jestem z tym tematem na czasie :) Nie wiem jak Wam, ale mi ten "Królewski Ślub" bardzo się podobał. Oboje wyglądali pięknie i widać, że są szczęśliwi :) Ja im życzę jak najlepiej :)
Co do naszego ślubu, mamy namiary na zespół, który nasi znajomi bardzo chwalą. I w dodatku nie biorą dużo. Dziś lub jutro zadzwonię dowiedzieć się co i jak i jeśli będą mieć wolny termin, to bierzemy :) Musimy jeszcze iść do proboszcza zarezerwować termin (bo póki co mamy pierwszą wersję - 25.08) i dowiedzieć sie jak się sprawy mają z naukami. Tak więc rzuciliśmy się w wir przygotowań.

Dzisiejsza notka jest jakaś taka bez ładu i składu, ale to chyba wina przedweekendowego rozleniwienia. Tymczasem uciekam :) "Do zobaczenia" niedługo :)

Komentarze

  1. Dla mnie William troszkę zdziadział :D, gdzie ten jego chłopięcy urok, przypomina ojca Karola brrr. Kate jest okej :)
    Na pewno sprawiliście dużo radości rodzinie decyzją o swoim ślubie, nie często wychodzi się za mąż :) na pewno to będzie udana impreza Waszego życia :)
    Ja czekam z niecierpliwością do niedzieli, wtedy już M. zostanie u mnie na noc, a w poniedziałek z rańca wyjazd mrrrau.
    Trzymaj się cieplutko :*

    OdpowiedzUsuń
  2. No dla mnie troszkę za dużo zamieszania jest wokół tego ślubu... nie wiem dlaczego... znaczy wiesz życzę im szczęścia ale jak dla mnie jest w tym za dużo zamieszania....
    No ja plany mam i to poważne :)

    Miłego weekendu Majowego :**

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja się śmiałam, że wyprzedziłam epokę, bo jutro jest nasza 6-ta rocznica ślubu, a ja miałam baaardzo podobną suknię, tylko że bez trenu (nie zniosłabym, żeby się coś za mną wlokło;-) i welon też. Kolczyki za to inne ;-)

    A z Wam w przygotowaniach życzę wciąż powodzenia i bardzo się z nich cieszę :-)

    Maciejka

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobrze, że żyjesz, a jeszcze lepiej, że dajesz o tym znać :) A chyba każdy się cieszy waszym szczęściem, nawet MY - bloggowicze, a co dopiero rodzina. Weekend no i super - świętujcie spontanicznie :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj ja też wciągnęłam się w relacje ze ślubu W&K :-) tyle, że na tvn 24.

    Przygotowania slubne.. oj jak się rzucisz w wir ich przygotowań.. coś pięknego :)
    Ja tam nie czuję jeszcze, że to wszystko dotyczy mojego/naszego dnia ale zapewne w dniu ślubu to się zmieni :D

    Zapraszam ;*

    OdpowiedzUsuń
  6. Ślub oglądałam wyrywkowo. To, że rodzina się cieszy jest wspaniałe ich entuzjazm też na pewno się tobie udziela. Miłych przygotowań życzę i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Mnie się ślub podobał, piękny był ;-))
    Kurcze, miło jak rodzina się cieszy! Ja czekam aż u mnie ogłosimy wszem i wobec :P
    Pozdrawiam! :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja ślubu niestety nie oglądałam - musiałam zająć się uczelnianymi obowiązkami.
    Co do Twojego przyszłego ślubu - teraz wzbudza emocje, a co dopiero, jak będzie bliżej. Wszyscy poszalejemy ;) Pozytywnie oczywiście i będziemy Cię mocno wspierać :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...