Przejdź do głównej zawartości

Przedświąteczne porządki dla domu i dla ciała

Wiosna w naszej okolicy przyszła już z pełnym rozmachem. Jest ciepło, słonecznie i zielono. I chyba tego było mi trzeba. W końcu jest tak jak lubię :) Żeby należycie przywitać wiosnę i przygotować się do Świąt, zabrałam się trochę za generalne porządki, zimowe ubrania schowałam głęboko do szafy, ba! nawet zrobiłam porządki w dokumentach (oczywiście nie wszystkich, przecież nie można wszystkiego zrobić tak od razu, coś musi zostać na później ;) ). Jeszcze tylko ugotujemy kilka rzeczy i będzie można rozpocząć świętowanie :) Jak co roku będziemy podzieleni między dwa domy, trochę pobędziemy u moich rodziców, trochę u teściowej i tak nam miną święta. A i nas może ktoś odwiedzi :) W ramach prezentu od zajączka sprawiłam sobie wypad do kosmetyczki z różnymi bajerami. Kiedy tak leżałam na łóżeczku w gabinecie z kolejną maseczką na twarzy doszłam do wniosku, że cholernie to lubię. Takie dopieszczanie samej siebie :) Maseczki, masaże, pachnidełka... ach... gdyby tylko finanse pozwalały mogłabym chodzić ta takie bajery nawet raz w tygodniu. Ale może wtedy szybko by mi się ta przyjemność znudziła? Hm.. to może lepiej niech zostanie tak jak jest :)

W kwestiach ślubnych trochę się w międzyczasie zmieniło. Przede wszystkim zmienił nam się termin (suwaczek został zaktualizowany już kilka dni temu). Ponieważ jakieś ludki nas ubiegły z salą i zajęły pierwotny termin naszego ślubu, postanowiliśmy przyspieszyć ten dzień o tydzień i z 25 zrobił się 18 sierpnia 2012 :) Jak dla mnie bomba, im szybciej tym lepiej :) Ale w związku z tym musimy jeszcze raz wybrać się do księdza i zmienić termin, choć z tym nie powinno być problemu. Zespół też mamy już prawie zamówiony, więc zostanie tylko fotograf i sprawy na ten rok będą praktycznie załatwione, dopiero zimą zaczniemy z mamą polowanie na suknię ślubną. :) Super :) Rodzice cieszą się tym weselem jak dzieci. Naprawdę, już chyba wszyscy ich przyjaciele o tym wiedzą i ta część rodziny, którą mamy na miejscu :) Spodziewałam się, że będą zadowoleni, ale nie sądziłam, że aż tak. Tato wydawał się najspokojniejszy, a przeżywa wszystko na równi z kobitkami i też cieszy się z wesela jak mały chłopczyk z mega wypasionej zabawki :) Muszę powiedzieć, że normalnie jestem w szoku :) Zdecydowanie pozytywnym!

Ale jest mi też trochę smutno. Strasznie mi żal, że moja babcia, dziadkowie i tata mojego B. nie będą mogli być razem z nami. Na pewno strasznie by się cieszyli. Mam nadzieję, że będą patrzeć na nas z góry i uśmiechać się na ten widok. W tym dniu na pewno szczególnie mocno odczujemy ich brak. W dodatku ta "babcia" (piszę to słowo w "-", bo ciężko mi przechodzi przez gardo w jej przypadku) na wiadomość o naszym ślubie zareagowała na swoim poziomie - wzruszyła ramionami i momentalnie zmieniła temat. Nie obeszłoby mnie to, gdybym nie słyszała wiele razy jak rozpływała się nad ślubami córek lub wnuczek swoich koleżanek. Ale jak jej własna wnuczka (znaczy ja) wychodzi za mąż, to ją już nic nie obchodzi. Ona ma to gdzieś. To naprawdę bardzo przykre. Choć w sumie powinnam była spodziewać się takiego obrotu sprawy, ze względu na jej specyficzny charakterek. Ale gdzieś tam w środku łudziłam się, że przynajmniej będzie udawać, że przyklei na twarz ten durny sztuczny uśmiech, ale tego co zrobiła zupełnie się nie spodziewałam. Zarówno ja, jak i moja mama miałyśmy na końcu języka taką wiązankę, że w pięty by jej poszła, darowałyśmy sobie ze względu na święta. Ale jeszcze kiedyś powiem co o tym wszystkim myślę. W miarę grzecznie, żeby nie było, ale tak, żeby zrozumiała co mam na myśli. Nigdy nie łączyły nas jakieś szczególne więzi. Kiedy byłam dzieckiem, na spacerze brała mnie za rękę tylko wtedy, kiedy ludzie widzieli, sama z siebie nigdy mnie nie wzięła do domu, za każdym razem to dziadek mnie przyprowadzał na weekend, albo po prostu na całe popołudnie, to on się ze mną bawił, spędzał ze mną czas. Ona nigdy się tym nie "skalała". Kiedy dziadek zmarł, w ogóle się tym nie przejęła, była wręcz zadowolona. "Babcia" ma pretensje, kiedy w daną niedzielę do niej nie przychodzimy, ale sama potrzebuje specjalnego zaproszenia, żeby nas odwiedzić (ale nikt specjalnie nie płacze z tego powodu), choć ma do nas może 150 m. Kiedy kilka lat temu byłam bardzo chora i ktoś musiał ze mną siedzieć w ciągu dnia, bo dostałam uczulenia po lekach i mogłam się udusić, nawet do mnie nie zajrzała, choć tato ją o to prosił. Interesuje się wszystkimi, tylko nie własnymi wnukami. Na pierwszym miejscu są dla niej dzieci lub wnuki koleżanek, nad którymi się rozpływa, stawia sobie ich zdjęcia w ramkach w całym domu, a my w zasadzie moglibyśmy dla niej nie istnieć. I tylko przy ludziach udaje i gra kochaną babcię, żeby inni ją za taką uważali. Zadaje się tylko z tymi osobami, u których węszy jakąś korzyść dla siebie, a jeśli niczego nie może od kogoś osiągnąć, po prostu omija taką osobę szerokim łukiem. Mogłabym wymieniać naprawdę wiele podobnych spraw, ale myślę, że i tak już mniej więcej wyrobiliście sobie obraz jej osoby. Niby zdążyłam się już do tego przyzwyczaić, niby już mnie to nie rusza, ale jednak bardzo mnie zabolała ta jej reakcja na wieść o naszym ślubie. Bo jaka by nie była, to jedyna prawdziwa babcia, która mi została.
Swoją drogą to zabawne, że babcia mojego B. traktuje mnie już jak własną wnuczkę, a moja babcia jak obcą osobę.

Komentarze

  1. Wiesz co Kwiatuszku, daj sobie spokój z tym grzecznym wygarnięciem jej wszystkiego, nie ma sensu, ona już się nie zmieni, niech żyje w swoim wyimaginowanym świecie, złudnym. Szkoda Twojego zdrowia.
    Ojj chciałabym kiedyś pójść sobie do kosmetyczki na takie zabiegi, póki co mnie nie stać :( a szkodaaa :(
    Spokojnych Świąt, nie dajcie się złym emocjom :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Eh, nie pomyślałabym, że babcia taka może być. Ja zawsze, odkąd pamiętam miałam dwóch dziadków i dwie babcie (choć jednego dziadka już z nami od mniej więcej półtora roku nie ma :( ), i zawsze mili byli. Moja babcia to wszędzie by się nami pochwaliła. Wiadomo, że bywają sprzeczki z nimi, ale wiem, że nas bardzo kochają.
    Nie wiem, czy Twojej babci odmieni się na lepsze. Pozostaje mieć tylko nadzieję.

    OdpowiedzUsuń
  3. u Nas też wiosna pełną parą :) i chce się żyć!
    Z przełożeniem terminu nie powinno być najmniejszego problemu, no chyba, że zajęty będzie więc trudno ale wątpię.
    My też najpierw mielismy 25 ale czerwiec i zmienilismy ze względu, że orkiestra którą bardzo chcieliśmy mieć nie mogła więc dostosowaliśmy się do niego i też 18 się pobieramy.
    Fajnie, że rodzice się cieszą prawda? U Nas też się wszyscy doczekać nie mogą.
    Babcią się nie przejmuje. Wiem jak Ci przykro, że tak jest ale skoro taka jest to trudno.

    Wesołych świąt.

    OdpowiedzUsuń
  4. Przepraszam za błąd, miało być - babcią się nie przejmuj*

    OdpowiedzUsuń
  5. Przykro, że Babcia tak okropnie się zachowuje. Niestety, charakteru się nie zmieni i Ona niestety nie weźmie sobie raczej do serca, tego co do Niej masz... Przykre bardzo. Kurcze, no to przygotowania pełną parą do świąt :) My też w rozjazdach :) Pozdrawiam! Wesołych Świat! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ojejku to smutne z tą Twoją Babcią i moim zdaniem czy powiesz Jej do grzecznie czy nie to i tak Jej to nie obejdzie... tak to widzę... ale naprawdę to przykre :( Ważne, że Babcia Twojego Ukochanego Cię uwielbia :)) O jak fajnie, że Rodzice oszaleli :** :)
    Ahhh poszła bym sobie na takie zabiegi oj poszła :)

    Wesołych Świąt :**

    OdpowiedzUsuń
  7. macie racje, tacy ludzie sie nie zmieniaja i chyba rzeczywiscie moje slowa nic nie dadza

    OdpowiedzUsuń
  8. Porządki, u wszystkich, a ja o nich już zapomniałam :)

    A co do Twojej babci, to naprawdę dziwne zachowanie. Zwykle babcie rozpieszczają swoje wnuki, które są dla niej całym światem. Ja też mam jedną babcię, na dodatek 500 kilometrów ode mnie i też docenia bardziej TAMTYCH wnuków, których ma na miejscu. Nie chodzi mi o prezenty, ale ogólnie - to im wiecznie daje kasę, a sama nie ma jej wiele. Stara babunia musi chodzić swoim wnuczkom (paniusiom po 20 i 19 lat) do sklepu, bo im się nie chce. Serce się kraje w takich sytuacjach.

    OdpowiedzUsuń
  9. no mojej babci bez roznicy czy wnuki ma na miejscu czy nie. Wszystkie zlewa jednakowo, a rozplywa sie nad cudzymi. Biedna ta Twoja babcia. Nie mialabym serca tak kogos wykorzystywac

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...