Przejdź do głównej zawartości

Bo sport to zdrowie ;)

Wczoraj B. pojechał służbowo na targi, więc korzystając z pięknej, słonecznej pogody, cudownego ciepełka, braku innych zajęć i wyjątkowo silnej motywacji zeszłam do garażu, odkurzyłam swój rowerek i pojechałam na wycieczkę :) Muszę schudnąć kilka kg, a jak wiadomo bez ruchu mogłoby być ciężko. Coraz większymi krokami zbliża się nasz urlop i trzeba będzie wskoczyć w bikini :P, poza tym po wakacjach mam zamiar zacząć poszukiwania sukni ślubnej i wypadałoby do tego czasu mieć porządną szczupłą i w miarę zgrabną sylwetkę, także motywacja jest nie byle jaka ;) Szczerze mówiąc trochę się bałam jak to będzie z tą jazdą, bo mój biedny rower przez ostatnie 2 sezony stał w garażu i czekał na lepsze czasy. Właściwie sama nie wiem dlaczego, jakoś tak wyszło. No ale myślę sobie "Co mi tam, raz się żyje, w końcu muszę się ruszyć." No i pojechałam. I powiem Wam, że było naprawdę super. Moja kondycja, pomimo moich wielkich obaw, jest całkiem w porządku. Przejechałam 25 km w 1godz i 20 minut bez najmniejszego śladu zmęczenia. Nie mam zakwasów, nie czuję żadnego zmęczenia i mam mnóstwo energii. Jak na pierwszy raz po tak długiej przerwie to naprawdę super wynik. Wczoraj czułam się tak dobrze, że mogłabym jechać jeszcze raz takie samo kółko i podejrzewam, że spokojnie dałabym radę, ale po pierwsze było już za późno, a po drugie mój tyłek odzwyczaił się już od siodełka (a moje jest wyjątkowo twarde) i pod koniec jazdy czułam w nim każdą kosteczkę. Nie przypuszczałam nawet, że tyle ich tam jest :P Mam zamiar jeździć tą trasą jakieś 2-3 razy w tygodniu, a w weekendy jeśli czas (i pogoda) pozwoli może gdzieś dalej. No i mój mega ambitny plan przewiduje wciągnąć w takie jazdy mojego B., ale z tym może być ciężko, bo jest z niego straszny leniwiec i oprócz nart, które kocha, ciężko namówić go na jeszcze jakiś sport. Choć jest już jakieś małe światełko w tunelu, bo ostatnio sam coś wspominał, że przydałoby się trochę pojeździć. Więc może się uda... who knows ;) Następna wycieczka jak tylko mój tyłek dojdzie do siebie (wiem, dziwnie to brzmi :P ), bo teraz chyba nie dałabym rady usiąść na siodełku.

W ten weekend mam OSTATNI zjazd na podyplomówce :) Jestem bardzo zadowolona z tych studiów, bo bardzo dużo się nauczyłam i jestem pewna, że przyda mi sie ta wiedza zarówno w pracy, jak i w życiu. Ale cholernie się cieszę, że to już koniec! :) W czerwcu tylko egzamin końcowy i adios muchachos :) Po prostu super. Wszystkie weekendy wolne (przynajmniej od szkoły), nie trzeba będzie zrywać się bladym świtem, żeby jechać na cały dzień na zajęcia, będziemy mogli planować sobie czas nie myśląc o naszych rozkładach zajęć, no i koniec z pracami na zaliczenie :) I nigdy więcej na żadne studia się nie wybieram. Nie ma takiej opcji :) Te wszystkie lata w zupełności mi wystarczą :)

Idę dziś do fryzjera. Nawet nie wiecie jak się z tego powodu cieszę. Kiedyś miałam naprawdę piękne włosy, ale przez durny okres dojrzewania, zrobiły mi się z nich piórka. Dość dawno nie byłam u fryzjera, więc teraz wyglądają naprawdę tragicznie, kompletnie nie mają kształtu, w dodatku wywijają mi się w każdą możliwą stronę, co przy kategorycznym zakazie zbliżania się do suszarki do włosów (zakaz od mojej dermatolog) przynosi straszne efekty, kiedy moje włosy schną same. Sama jeszcze nie wiem jaką chcę fryzurkę, a raczej na jaką mi tam "pozwolą". Ten salon należy do najlepszych w mieście (moim zdaniem jest najlepszy) i pracujący tam ludzie naprawdę znają się na rzeczy. A co do tego "pozwalania" sprawa wygląda tak - wiadomo, że na własny ślub przydałaby się jakaś piękna, wygodna fryzurka, która wytrzyma do rana. Moja włoski w tej chwili ledwie sięgają ramion i były do tej pory kilka razy obcinane po skosie (krócej z tyłu, dłużej z przodu), więc nie za bardzo jest możliwość cokolwiek z nich zrobić, żeby się nie rozwalił. W związku z tym, przydałoby się trochę je zapuścić. Wiem, że do ślubu mam jeszcze sporo czasu, ale moje włosy nie rosną za szybko, więc muszą zapytać dziewczynę, która zajmuje się u nich głównie fryzurami na różne okazje, kiedy i JAK mogę je ostatni raz obciąć, żeby zdążyły mi odpowiednio urosnąć. Musi to być fryzurka nie sprawiająca problemów, bo nie chcę przez kolejny rok wyglądać jak strach na wróble. Dobrze, że mój fryzjer (tak, facet :) i nie jest gejem!) naprawdę potrafi zdziałać cuda. Mam nadzieję, że wymysli mi coś fajnego :) Zobaczymy wieczorem.

Komentarze

  1. A no sport to zdrowie i super, że masz taka motywacje :) ehhh zazdroszczę, bo u mnie zero jakiejkolwiek... ehhh ;/
    A co do włosów to mam to samo ( choć teraz jak nie cieniuje i mam dość długie za ramiona to nie jest aż tak tragicznie ) każdy w inna stronę i w ogóle masakra... ehh
    No to mam nadzieje, że będziesz zadowolona z fryzurki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No to ja gratuluję motywacji, bo u mnie w ogóle jej nie ma! ;-) A może nawet zazdroszczę?
    Z włosami nie mam problemów, od kiedy obcięłam całkowicie na krótko, obcinam je często (raz na miesiąc) i rosną mi w przerażająco szybkim tempie. Wiele dałabym, żeby raczej stały w miejscu. Ale na lato będzie super krótko, bo z nich też idzie fajną fryzurę sobie zrobić! Uwielbiam moje krótkie włosy i nie dziwne, że na ich punkcie mam obsesję i to niemałą.
    Życzę udanej wizyty u fryzjera i sądzę, że B. na pewno się zgodzi, o! :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj w klubie ;)
    Ja zamiast roweru, biegam ;) zawsze kochałam biegać! A w stroju nie pokażę się pewnie prędko, więc sporo pracy przede mną ;( ale damy radę ;)
    Pochwal się rezultatem, po powrocie od fryzjera ;)
    :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Też chcę pojeździć na rowerze! :))

    OdpowiedzUsuń
  5. Też bym chętnie pojeździła na rowerze, ale nia mam :D Gratuluje kondycji ja bym nie dała rady w tak krótkim czasie. A co do odchudzanie to też jestem na diecie, mam zamiar schudnąć 3 kg :) i osiągnąć upragnione 55 kg :)

    OdpowiedzUsuń
  6. jak tylko robi się ciepło staram się jak najmniej korzystać z auta. Dlatego mimo mojego wieku nie mam za dużo do zrzucania.Zresztą na rowerze, brzmi może głupio ale odpoczywam. Oddaj się w ręce fryzjera, jak jest dobry to potrafi stworzyć nawet z cienkich włosów dzieło. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj, jak ja się z bratem wybrałam na rower, to tyłek kilka dni do siebie dochodził :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Fryzjer spisal sie na medal, zrobil mi fajną fryzurke i oglosil wielkie otwarcie procesu zapuszczania wlosow na slub :) Mam chodzic raz na 3 miesiace podcinac koncowki, a wlosy maja mi urosnac przynajmniej za ramiona. Fryzurke slubna tez mniej wiecej mi wymyslil i ja jestem nia juz zachwycona, choc jeszcze jej nie widzialam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. A mój "nowy" fryzjer jest gejem ale mi to absolutnie nie przeszkadza, zawsze robi mi taką fryzurę jaką chcę, czasem powie swoje zdanie, jak on to widzi ale generalnie jego orientacja nie ma zupelnie nic do tego jaki jest w swoim fachu, a jest genialny.

    OdpowiedzUsuń
  10. mi jego orientacja tez nie robi roznicy, po prostu ludzie czesto slyszac, ze facet jest fryzjerem, z gory zakladaja, ze musi byc gejem

    OdpowiedzUsuń
  11. I jak fryzurka? ;) Obejrzałabym sobie ją, a co ! ;)

    Oo taak sport to zdrowie, a teraz przed wskoczeniem w strój kąpielowy tym bardziej się przyda ;):)

    OdpowiedzUsuń
  12. Serce Na Dłoni24 maja 2011 11:00

    Ja też ostatnio wybrałam się na wycieczkę....i znam ten ból tyłka od siodełka :D Poduszka by się jakaś na nim przydała na drugi raz.
    Co do włosków to zawsze na ten wielki dzień możesz troszeczkę je przedłużyć ;) zawsze jakieś rozwiązanie jest :)
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...