Przejdź do głównej zawartości

Majowy zawrót głowy

Mój biedny blog został ostatnio naprawdę strasznie zaniedbany. Aż mi głupio. Siedzi tu taki samiutki i przyjmuje gości, a jego pani nie ma czasu i weny twórczej, żeby go zaktualizować o nową notkę. No ale jak to mówią, co się odwlecze, to nie uciecze :) Mój blog jest grzeczny i dzielnie stał na straży sam. A ja po przerwie jestem - już albo dopiero, w zależności od punktu widzenia :) Uzbierało mi się kilka fajnych tematów na notki, więc w miarę możliwości postaram się nadrobić zaległości choć troszeczkę :)
Na rowerku jeżdżę nadal, jednak zdecydowanie rzadziej niż bym tego chciała - raz nie zawsze jest czas, dwa nie zawsze jest ochota :P I ten mój chclik leniwiec chyba ostatnio zbyt często ze mnie wyłazi. A tu niestety, trzeba wziąć się w garść, bo 7kg samo się nie zrzuci, a naprawdę jest mi to potrzebne - dla lepszego wyglądu i zdecydowanie lepszego samopoczucia. Zawezmę się w sobie i schudnę cholerka, a co!

U B. na uczelni sesja na całego, siedzi moje biedactwo i uczy się wieczorami, a ja póki co mam silne postanowienie, że "też zacznę się w końcu uczyć na egzamin końcowy", który nawiasem mówiąc juz w następny weekend. Nie, no naprawdę, najpóźniej jutro siadam do materiałów, które zebrałam przez ostatnich kilka miesięcy i zaczynam powtarzać, bo później się nie wyrobię. W sumie to nie taka typowa nauka, raczej powtarzanie słownictwa z różnych dziedzin i zasad robienia tłumaczeń, więc nie powinno być źle, niemniej jednak posiedzieć nad tym trzeba.

Za 3 i pół tygodnia wesele mojej kuzynki. Matko, jak to szybko zleciało. Dopiero dowiedzieliśmy się, że zamierzają się pobrać - a było to 1,5 roku temu - a tu zostało już tak niewiele. Szok, jak ten czas szybko leci. Po długich poszukiwaniach udało mi się w końcu znaleźć sukienkę. Nie było łatwo, bo w kilku galeriach, które zwiedziłam wzdłuż i wszerz było zalediwe kilka ładnych sukienek. Mogłabym je wyliczyć na palcach jednej ręki. Dlatego tym bardziej cieszę się, że udało mi się coś kupić :) Ciekawe jakie będzie to wesele... Kurcze, ja do tej pory nie mogę uwierzyć, że to już. Moja kuzynka wychodzi za mąż właściwie za kilka dni!!! :) Ciekawe jak będzie. Mam nadzieję, że wszystko się uda i wszyscy będziemy się dobrze bawić. A później już oficjalnie zaczynamy odliczanie do NASZEGO wesela :))))))) Ostatnio coraz częściej patrzę na mój pierścionek zaręczynowy i powoli dociera do mnie, że przygotowania do NASZEGO wesela już w pełni. Czuję się jakby to był sen, a kiedy uświadamiam sobie, że to najprawdziwsza prawda, jestes szczęśliwa jak nigdy dotąd :) Ostatnio stwierdziliśmy z B., że to dopiero będzie impreza. Jak sobie pomyślę co się będzie działo jak kilka wesołych ekip z naszych rodzin zejdzie się na jadnym weselu... no normalnie klękajcie narody ;)
No właśnie, jeśli o nasze wesele chodzi, to w sumie niewiele się zmieniło. Teraz będzie taki okres z zastojem w postępach ślubnych, ale to dlatego, że większość najważniejszych spraw mamy już załatwionych. Sala, jest, zespół jest, kilka dni temu byliśmy u księdza. W sprawie rezerwacji terminu w kościele mamy się zgłosić w grudniu lub w styczniu. Nauki możemy już sobie robić (na szczęście tam gdzie nam pasuje). Mamy zamiar zabrać się za to jakoś jesienią, bo teraz nie bardzo jest na to czas. No, a teraz jesteśmy na etapie wyboru fotografa. Mamy na oku kilkanaście róznych ofert, każdy ma piękne zdjęcia, fajną ofertę i "fajne" ceny. Coś na pewno wybierzemy. Musimy tylko usiąść, zrobić konkretne podsumowanie wszystkich opcji i zdecydować się na kogoś. B. powoli zaczyna rozglądać się za garniturem. Oczywiście dopóki ja nie wybiorę sukni, to nie będziemy niczego kupować (bo suknia i garnitur przecież muszą do siebie pasować), ale na razie oglądamy kolory i fasony, żeby mieć mniej więcej jakieś pojęcie. Coraz częściej oglądam w internecie suknie, ale tak - albo nie podoba mi się nic, albo co druga :) Ale nie martwię się tym póki co, bo wiadomo, że to co podoba mi się w necie, może być beznadziejne na żywo i odwrotnie, a już całkiem inna sprawa to to, jak dana suknia będzie wyglądać na mnie. No cóż, zobaczymy jesienią :) Wiem jedno - moja suknia ma być prosta (ale nie za prosta, żeby nie przesadzić w drugą stronę), biała i bez koronki (no, ewentualnie odrobinkę może mieć). A reszta wyjdzie w praniu :)
Jak pisałam ostatnio byłam u mojego fryzjera. I co? Kazał mi już zapuszczać włosy, bo to nie ma na co czekać. Teraz moje włosy prawie sięgają ramion, a mam je zapuścic przynajmniej do połowy łopatek. Więc jeszcze trochę muszą urosnąć. Fruzjer nadał tylko mojej fryzurce kształt, żebym wyglądała mniej więcej jak człowiek (teraz mam włosy ciut dłuższe z tyłu, niż z przodu, czyli odwrotnie niż ostatnio, tylko wtedy różnica między przodem a tyłem była spora). Przez najbliższy rok z kawałkiem mogę chodzić do fryzjera tylko wtedy, kiedy mi pozwoli. Następny raz mogę przyjść za 3 miesiące (czyli po urlopie) i to tylko po to, żeby podciąć koncówki. Bosssko :) Ja wcale nie narzekam, żeby nie było. Po prostu nie spodziewałam się, że kiedyś jeszcze zapuszczę włoski :) Pretty exciting :))) Poza tym wymyślił mi wstępnie fryzurę ślubną i jestem nią zachwycona, więc bardzo chętnie się "poświęcę", żeby mieć coś takiego na głowie :) ma wyglądać mniej więcej tak, tylko z żywą różą zamiast tego stroika
fryzurka

No ... dobra. Na dziś wystarczy, bo muszę już uciekać :) ale nic się nie martwcie, ciąg dalszy nastapi i to całkiem niedługo ;)

pees. Mam nadzieję, że nie zanudzam Was tym tematem, ale naprawdę nie mogę się powstrzymać :P Jakby coś mówcie, że macie dość :P

Komentarze

  1. Owszem, piszesz dla nas, ale to przecież Twoje miejsce do wypisania tego, co leży Ci na serduchu, więc spokojnie. Ja tam akurat o ślubie lubię czytać! ;) No... i cieszę się, że w końcu zabrałaś się do napisania czegoś, bo codziennie wchodziłam z nadzieją, że może jednak coś przeczytam! ;-)

    Każdy zaczyna naukę... Także i powodzenia, a przede wszystkim motywacji. :* Ściskam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetna fryzurka, taka lekka i kobieca. Cieszę się, że masz z tego taką frajdę, naprawdę aż wyczuwa się tę radość z planów i w ogóle :). Ja sukni też sobie nie odpuszczę jeśli w ogóle za mąż wyjdę hehe, i też bardziej skromną niż wystrzałową, mamy podobne upodobania :).
    A i 7 kilo rozłóż sobie na kilka miesięcy, będzie łatwiej, a i efekt będzie trwalszy :* Trzymaj się cieplutko Kochana.
    P.S. A poza tym nie martw się stanem bloga, latem zawsze jest mniej weny niż zimą, kiedy to siedzimy siłą rzeczy w domku :) uszy do góry :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Fryzura przepiękna, naprawdę! Gdybym miała blond włosy, to też bym taką chciała ;-p
    Cieszę się, że jesteś taka szczęśliwa! ;*
    I nie chudnij zbyt szybko, powolutku dojdziesz do wagi, jakiej marzysz. Troszkę poświęceń, wytrwałości i będzie tak, jak powinno być ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. dziekuje dziekuje :) fruzyrka tez strasznie mi sie podoba :)
    Tak - jestem bardzo szczesliwa :)

    Nie martwcie sie, nie zamierzam schudnac w ciagu 3 tygodni. Byloby fajnie, gdyby udalo mi sie w ciagu 2 miesiecy, tzn. do wyjazdu na urlop.

    OdpowiedzUsuń
  5. fryzurka prześliczna :)) Życze powodzenia w odchudzniu, musisz olśniewająco wyglądać w dniu ślubu.

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj zazdroszczę szczególnie tego fryzjera - chciałabym wreszcie trafić na kogoś, kto potrafi coś doradzić i ma dobre pomysły, a nie pyta przy każdym włosku, jak chcę mieć obcięte...

    Maciejka

    OdpowiedzUsuń
  7. Maciejka -> ja czesto mowie "zdaje sie na Pana", a on juz wie co ma robic. I zawsze jestem zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ojej tam Kochana ! Pisz ile chcesz i o czym chcesz :)
    No fajna fryzurka , trochę nie mój styl ale ładna pomimo to :)
    No ja do fryzjera teraz dopiero na coś poważniejszego niż grzywka i końcówki to chyba w grudniu, bo chce tak do łokci włosy zapuścić. Zobaczymy co mi z tego wyjdzie ale taki mam plan :)

    Pozdrawiam ;**

    OdpowiedzUsuń
  9. ja w 8 klasie mialam wlosy do pasa :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Kochana, pisz sobie ile wlezie. Wiem jak fajny jest ten czas oczekiwana i przygotowań:))))))
    Fryzurka śliczna:), choc ja na swoim ślubie zdecydowałam sie na coś trwalszego:) tzn. włoski bardziej spięte i utrwalone:) Suknie miałam z salonu Duber (http://www.duber.com.pl/). Tam, zresztą bardzo miła Pani powiedziała mi coś bardzo ważnego: "Nie do końca ważne jest to, to nam się podoba, ale to, w czym w tym szczególnym dniu będziemy dobrze wyglądać." Jak ubrałam u niej suknię, to wiedziałam, że to TA:) Kochana życzę owocnych poszukiwań!!! uściski

    OdpowiedzUsuń
  11. To bardzo wdzięczny temat i jak czytam to nie tylko mnie przywodzi na wspomnienia. Suknia to ważna rzecz, tylko raz w niej wystąpisz ale będzie to występ bardzo ważny, bardzo podniosły i spektakularny. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  12. Bejbe a od ilu ze sobą mieszkacie? Bo jakbym z Nim mieszkała nie szukałabym potwierdzenia w ślubie ani zaręczynach :P ja chciałabym mieć Go w dzień i w nocy ;) tak po prostu być blisko ze sobą, marzę o tym..

    OdpowiedzUsuń
  13. wiesz, że ja lubię czytać o tych przygotowaniach ślubnych? :) więc mnie nie zanudzasz :))) a fryzurka faktycznie zarąbista :P

    OdpowiedzUsuń
  14. Świetna fryzurka, tylko czy ona jest trwała i całą noc przetrwa? Mam wrażenie, że ona taka lekka jest :)
    Nie nie, tematów ślubnych nigdy dość, są dla mnie jak poemat :):)

    Pozdrawiam ;*:*

    OdpowiedzUsuń
  15. o to samo pytalam mojego fryzjera, ale powiedzial, ze "po to ide sie czesac do fryzjera, zeby mi fryzura wytrzymala cala noc" :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Nauki nie ma co odkładać na potem. Bo wychodzą problemy:/
    Co do Twojego wesela to nas nie zanudzasz opowieściami o tym. Miło się czyta, gdy ktoś jest w coś tak bardzo zaangażowany, bo emocje aż biją z Twoich notek :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  17. no niestety z nauka juz tak jest. Staram sie codziennie przynajmniej 1,5 godzinki poczytac materialy, powtorzyc co nieco i zobaczymy... Jutro chwila prawdy :)
    Trzymajcie kciuki :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...