Przejdź do głównej zawartości

Czy warto zaryzykować?

Znów nadszedł okres, kiedy po cichutku zastanawiam się nad zmianą pracy. Już raz tak miałam, ale wtedy główną przyczyną była Jędzowata (moja dawna szefowa), która obecnie jest na urlopie wychowawczym i raczej nie zanosi się na to, żeby miała kiedyś wrócić. Jędzowata wyraźnie mnie nie trawiła i nawet nie starała się tego nie okazywać. Opierdzielała mnie przy każdej nadarzającej się okazji o różne pierdoły, na które inna osoba nawet nie zwróciłaby uwagi, więc powiedziałam sobie dość i postanowiłam to zmienić i odejść. Wysyłałam nawet CV do okolicznych firm, raz nawet byłam na kilku rozmowach, ale Jędzowata mi w końcu odpuściła, trochę wszystko się uspokoiło, więc postanowiłam zostać. Później Jędzowata zaszła w ciążę i od samego początku była na zwolnieniu, więc mieliśmy ja z głowy. Zmieniło się szefostwo, zmieniła się też atmosfera w Firmie i nareszcie jest tak, jak od początku być powinno. Rano aż chce się wstawać, do pracy idę z przyjemnością, lubię to co robię, lubię zarówno ludzi, z którymi pracuję tu na miejscu, jak i tych z całego świata, z którymi codziennie mam kontakt. Można sobie pomyśleć - cholera, czego ona chce? Ma fajną pracę, którą w dodatku lubi, ma blisko... czego chcieć więcej? Powód jakże prozaiczny... Przez cały ubiegły rok, zapierdzielałyśmy z koleżanką jak dzikie woły w zastępstwie za drugą koleżankę, która zaszła w ciążę. Oczywiście za darmo, bo wszyscy tłumaczyli się tym, że szukają nowej osoby na zastępstwo i tak nas zbywali. A to trwało... Każdego dnia, po kilku godzinach takiej jazdy na maksymalnych obrotach, czułyśmy się jak po zderzeniu z czołgiem. Dawałyśmy z siebie 150% możliwości i miałyśmy świetne wyniki. Na rozmowach oceniających na początku tego roku, szefowie wychwalali nas pod niebiosa, ochy i achy nie miały końca. A w lutym przyszedł czas podwyżek. I co? dostałyśmy po 200zl brutto! Firma tłumaczy się tym, że kryzys (który przecież już dawno się skończył i którego nasza firma akurat ani trochę nie odczuła), że to, że tamto. A tak naprawdę, wtedy kiedy chcą, potrafią dać konkretną podwyżkę, nawet 1500zl więcej na rękę. Więc gdize tu sprawiedliwość? Kiedy zapytaliśmy wprost, czy nasze podwyżki już zawsze będą tak wyglądały, to oczywiście usłyszałyśmy, że nie wiadomo. Nie chodzi tu o to, że źle zarabiamy, bo naprawdę jest dobrze. Po prostu poczułyśmy się źle z tym, że człowiek może się ścierać, dawać z siebie wszystko, a później nawet nikt tego nie potrafi docenić. Niestety, życie drożeje, a nasze płace praktycznie nie rosną. Pracuję tutaj 4 lata i i moja wypłata przez ten czas zmieniła się raptem i kilkaset złotych. Jakiś czas temu dowiedziałam się, że mam możliwość "przejścia" do pobliskiej firmy. Wszystko okaże się za jakies 3-4 miesiące. I powiem Wam, że strasznie mnie to kusi. Na pewno byłoby lepiej pod względem finansowym, myślę, że jest na to realna szansa, ale chyba zaczynam potrzebować jakiejś zmiany. Praca w Firmie jest w zasadzie moją pierwszą pracą (nie licząc praktyk w czasie studiów i kilkumiesięcznego stażu) i czasami naprawdę chciałabym spróbować czegoś nowego. Jest jeszcze jedna sprawa, która trochę mnie zniesmaczyła. Odkąd moja szefowa (naprawdę ją lubię, jest taką szefową, jakiej życzę każdemu) dowiedziała się o moim ślubie, stopniowo zaczęła mnie odsuwać od pewnych nowych projektów, zadań itp. Kiedy moja koleżanka z działu wyszła za mąż, pewnego dnia usłyszała tekst "aaa... Ty nie musisz się tego uczyć, bo niedługo pewnie i tak zajdziesz w ciążę, więc po co Ci to". Rozłożyło nas to wtedy na łopatki, a mi teraz przypomniały się te słowa i boję się, że podejście do mnie zaczyna się zmieniać właśnie w takim kierunku. I bardzo mi się to nie podoba. Sama jeszcze nie wiem co zrobię. Za jakiś czas zobaczymy jak będzie z tą drugą firmą. Jeśli u mnie w pracy nic się nie zmieni na lepsze, być może zaryzykuję i spróbuję czegoś nowego. No cóż... zobaczymy... :) Mam jeszcze trochę czasu na zastanowienie. Aha... nie myślcie, że chodzi tylko o pieniądze, choć nie ukrywam, że też będą miały znaczenie przy podejmowaniu decyzji. Po prostu trochę mnie ciągnie do spróbowania czegoś nowego....

P.S. Mamy fotografa! Termin zarezerwowany! :) Plan na ten rok prawie wykonany, realizacja kolejnego punktu na liście ślubnej najwcześniej we wrześniu :) No... jeszcze tylko musimy spisać umowy z zespołem i fotografem, ale ważne, że są już "zaklepani" :)

Komentarze

  1. Półtora roku temu miałam o wyboru dwie prace. Jedna cięższa ale lepiej płatna, druga naprawdę przyjemna i ciut mniej płatna. Wybrałam tą pierwszą.. I teraz żałuję. Wolałabym nie zarabiać wtedy tych 200-300 zł więcej a mieć psychiczny spokój i nie mieć takich przeżyć za sobą jakie mam.
    Czasami trzeba iść za pieniędzmi, a czasami lepiej skupić się na warunkach pracy i naszym samopoczuciu w niej.
    :*

    OdpowiedzUsuń
  2. no właśnie wszystko też rozbija się o pieniądze. Przymierzamy się do dość sporego kredytu, więc nie ukrywam, że kasa też będzie miała znaczeniu przy podejmowaniu decyzji

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak, rezerwacja fotografa, kamerzysty czy zespołu to bardzo ważna sprawa, bo potem może być kiepsko.
    Wiesz, niektóre kobiety tak robią, że po ślubie zachodzą w ciąże ale przecież nie wkładajmy każdej mężatki do jednego worka. Jedna chce nadal pracować, a inna zachodzić w ciąże.
    200 zł to niewiele ale jeśli masz ambicje i chcesz spróbować czegoś nowego to szukaj. Może akurat znajdziesz fajną, lepszą pracę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dokładnie, to jest chamskie podejście pracodawców, lepiej do śmierci być panną bez zobowiązań, a przecież kobiety z dziećmi są dużo lepiej zorganizowane, no ale cóż to nasz cudowny kraj bez lepszych perspektyw.
    Przemyśl dokładnie tę propozycję, zresztą będziesz jeszcze dyskutować o tym ze swoim narzeczonym i rodzicami, bo to ważny moment w Twoim życiu :), trzymam kciuki za odpowiednią decyzję:*.
    Szybko wszystko pozałatwialiście, można spać spokojnie :), ściskam mocno :****

    OdpowiedzUsuń
  5. Masz ciężki orzech do zgryzienia, ale mam nadzieję, że wybierzesz dobrze. Takie decyzje są trudne. Nigdy nie wiadomo, jak będzie w tej drugiej firmie - może lepiej nie ryzykować?
    Masz trochę czasu, więc przemyślisz wszystko na spokojnie. :) Dobrze, że kolejny punkt, w postaci fotografa zrealizowany! Tulę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Kochana, jeśli korci Cię nowa praca, to spróbuj bo będziesz żałować ! Najlepiej przeanalizuj wszytskie za i przeciw, bp pieniądze nie są najważniejsze. Wiesz kto pracuje w tej nowej firmie ? Wiesz jakiego będziesz mieć szefa jak traktuje się tam ludzi ? Wydaje mi się ze to są najistotniejsze rzeczy. Bo skoro mówisz, że do tej pracy idziesz z uśmiechem, to dobrze by było żeby w nowej pracy też tak było :))

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo dobrze wiem jak jest w nowej firmie, mam tam kilkoro znajomych, wiec doskonale wiem czego sie spodziewac. Tak, pieniadze nie sa najwazniejsze. Mam jeszcze troche czasu na spokojne przemyslenie sprawy

    OdpowiedzUsuń
  8. Nowe można zawsze spróbować tylko, że te jędzowate to pospolity typ i wszędzie można się na nie natknąć. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Myślę, że pracę warto zmieniać, żeby nie ulec stagnacji. To normalne, że gdy człowiek do czegoś przywyknie, to mu to zaczyna się nudzić, a nuda doskwierać.
    Co do małżeństwa i obowiązków w pracy - jeśli pracujesz w jakieś prywatnej firmie, to niestety doszły mnie słuchy, że jak dziewczyna wychodzi za mąż, to nawet bywa zwalniana, właśnie za sprawą tego, że pewnie niedługo zdecyduje się na dziecko i będzie mało wydajna.
    Oby Twoja firma nie miała takiego podejścia.

    OdpowiedzUsuń
  10. Trudna decyzja, ale myślę, że może być warto :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Musisz rozważyć wszystkie za i przeciw, musisz sobie sama przemyśleć to wszystko na spokojnie żebyś nie żałowała swojej decyzji, ja życzę już dziś powodzenia w podjęciu tej najlepszej ;):*

    Pieniądze to nie wszystko, w pogoni za nimi wiele osób traci siebie, swoją osobowość ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. No to Kochana możne naprawdę się zastanów dwa razy :) wiesz, wiem, wiem pieniądze bardzo ważna rzecz i w ogóle ale i tak najważniejsze, byś Ty tego nie żałowała co zrobiłaś :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Jesteś młoda, zdrowa, w pełni sił, więc czemu nie? Uważam, że warto próbować i szukać, aż do skutku... tak, żeby było jak najlepiej... Skoro harujesz jak wół za kogoś i nawet godziwie nie jesteś za to wynagrodzona, to nie fair... Jeżeli złożyli na Wasze ręce (Twoje i Twojej koleżanki) pracę innej dziewczyny, to powinni to przynajmniej jakoś wynagrodzić... :) Przecież w dzisiejszych czasach nikt za darmo nie pracuje... Jeśli masz możliwość i zbyt wiele nerwów nie będzie Cię to kosztować, to może warto spróbować się przenieść? A może akurat tak będzie Ci lepiej? ;) Pieniądze, pieniędzmi... uważam, że są ważne tym bardziej, że planujecie ślub, założenie rodziny... to każdy "grosz" się przyda :)
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...