Przejdź do głównej zawartości

Zapomniana historia

Długi weekend minął nam jak z bicza strzelił i znów trzeba było powrócić do rzeczywistości. 4 dni wolnego spędziliśmy dość zwyczajnie - w czwartek dłuuuga 3 godzinna procesja z okazji Bożego Ciała, po południu słodkie lenistwo, w piątek załatwiliśmy kilka zaległych spraw, na które wcześniej nie mieliśmy czasu, wieczorem wyskoczyliśmy do aquaparku, w sobotę małe zakupki, a w niedzielę słodkie lenistwo. Ot taki zwykły weekend całkiem zwykłej pary :) Ale nam się podobało :)

W niedzielę po obiedzie B. zajął się jakimś filmem czy czymś takim, a ja postanowiłam poszukać kilku zdjęć w moim starym komputerze, które od dłuższego czasu chodzą mi po głowie. Poszukiwania póki co nic nie dały, podejrzewam, że zdjęcia bezpowrotnie przepadły podczas ostatniego formata, ale przypomniało mi się, że powinnam je jeszcze mieć zapisane na mojej dawnej poczcie, której używałam wieki temu. Problem w tym, że nie pamiętam hasła :P ale coś wymyślę.  Nie wiem jeszcze jak, ale przypomnę je sobie, bo gra jest warta świeczki :)
No ale ja nie o tym chciałam przecież pisać...
Kiedy przeczesywałam zawartość dysków mojego komputera w poszukiwaniu mojej "zaginionej Atlantydy", w pewnym momencie natknęłam się na plik, który skutecznie przykuł moją uwagę. Plik Word zatytułowany słowami, które dziwnie zaczęły dobijać się do wrót mojej pamięci. Tylko nie mogłam skojarzyć czego one mogą ode mnie chcieć. Ponieważ jestem zwierzątkiem z natury ciekawskim, szczególnie podczas prowadzenia różnego rodzaju poszukiwań, nie byłabym sobą, gdybym do tego zagadkowego pliku nie zajrzała. Moim oczom ukazał się tekst, który w ciągu sekundy odświeżył moją pamięć i wywołał szeroki uśmiech na mojej twarzy. Był to tekst, który powstał bardzo dawno temu. Miałam wtedy wielu internetowych znajomych (zresztą nie tylko internetowych, ale w sieci jakoś łatwiej było się odszukać) - tak jak teraz Was , łączyła nas pewna wspólna pasja, a ten tekst jest właśnie jej wynikiem. Pamiętam, że istniała pewna polska strona internetowa na ten temat (jedna z bardzo wielu) na której między innymi były publikowane opowiadania stworzone przez nas - czytelników i "pasjonatów". I ten plik, który znalazłam jest właśnie moim opowiadaniem, które pisałam na tą stronę :) Powstał w 2003 roku, a ja miałam wtedy nieco ponad 17 lat :) Ma 12 stron, które przeczytałam jednym tchem. Jest to coś w rodzaju historii o przyjaźni, która nie wiadomo kiedy przerodziła się w miłość początkowo bardzo nieszczęśliwą. Kompletnie nie pamiętałam, co tam napisałam, więc czytałam zdanie po zdaniu z coraz większą ciekawością i ciągle zastanawiałam się co też napisałam dalej. Nie chcę sama sobie słodzić (choć czasami trzeba :P ), ale kurcze... podobało mi się. Naprawdę udał mi się ten tekst. Moim zdaniem jest ciekawy (jak na radosną "twórczość" 17-latki), momentami wywołujący uśmiech na twarzy... a co najlepsze... nie jest skończony... :) I mam wielką ochotę dopisać dalszy ciąg. Kto wie, może kiedyś Wam go pokażę :)

Komentarze

  1. no jestes w koncu:)! ciesze sie, ze weekendos minal milo. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. jestem jestem, tak łatwo się mnie nie pozbędziecie ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. No to mam nadzieje, że jak skończysz kiedyś dzieło to to tu umieścisz :) ciekawa jestem strasznie tego ;D

    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. Weekendy to najlepsze, co może być, z wyjątkiem oczywiście niedziel, których nienawidzę - są strasznie nudne...
    Też chciałabym, abyś to kiedyś umieściła, może nawet w częściach, by podtrzymać nas w niepewności.

    Pozdrawiam, Kfiatuszku ;*

    OdpowiedzUsuń
  5. bardzoo mnie zaciekawiłaś tym opowiadaniem :) mam nadzieje, że uchylisz rąbka tajemnicy ;P

    OdpowiedzUsuń
  6. Napisz tą dalszą część i uchyl dla nas rąbka tajemnicy. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Pokazuj, pokazuj ;))
    Nie mogę się doczekać :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Kfiatuszku, po prostu źle napisałam. Do końca lipca miało być. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Hm, też kiedyś pisywałam historyjki ze znajomymi, ale to były tzw. "Straszne historie" i zapewne mało górnolotne ;) Choć chciałabym to gdzieś znaleźć, by się trochę pośmiać ;)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  10. O! Bardzo chętnie przeczytam :)))

    OdpowiedzUsuń
  11. No to skończ dzieło i pokaż :))

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...