Przejdź do głównej zawartości

Drzewołaz

W ubiegłą sobotę było jakoś tak nudno. W końcu padł pomysł, żebyśmy urządzili sobie z Młodą (siostrą B.) i "Romeo" (jej chłopakiem) grilla w ogrodzie u teściowej. Myślałam, że będzie trochę dziwnie, bo jednak różnica wieku jest między nami spora (8 i 10 lat), więc śmaliśmy się, że będziemy przy nich jak przyzwoitki :) Ale było całkiem przyjemnie i wesoło. Ponieważ ogród jest całkiem spory - spokojnie zmieściłby się w nim średniej wielkości domek i jeszcze miejsce na kwiatki by zostało - robiło się powoli ciemno, więc stwierdziliśmy, że bawimy się w chowanego. Hmm... duży ogród, sporo krzewów i różnych zakamarków, w które można włazić, więc warunki do zabawy były wręcz idealne :) Kilka rundek, śmiechu co nie miara, jednym słowem ekstra zabawa. No ale wiadomo, w pewnym momencie kończą się kryjówki. Przy kolejnej rundce nie miałam pomysłu gdzie się schować, aż w końcu mnie olśniło :)) Wlazłam na drzewo :) w rogu ogrodu rośnie duży orzech, na który nikomu wcześniej nie przyszło do głowy się wdrapać. A że Kfiatushek nie byłby Kfiatushkiem, gdyby nie wykorzystał takiej okazji, więc niewiele myśląc wlazłam :) Ile oni się mnie naszukali... Siedziałam sobie grzecznie nad ich głowami i obserwowałam akcję z góry, ale w końcu nie wytrzymałam i zaczęłam się śmiać, a tym samym się zdradziłam (choć też nie od razu, bo na początku cała trójka nie wiedziała, skąd mnie słychać :P ). Oczywiście teraz jestem podrapana od gałęzi, ale fajnie było przypomnieć sobie czasy dzieciństwa, kiedy drzewa były moim drugim domem :) Bo ja byłam dzieckiem z gatunku obieżyświata, a teraz zostałam nadwornym drzewołazem mojego B. :) I bardzo mi ta funkcja pasuje :P

Do urlopu zostało już naprawdę niewiele czasu i bardzo mnie to cieszy :) Po powrocie czeka nas coraz więcej spraw do załatwiania w związku ze ślubem, więc czas będzie u nas towarem deficytowym, ale ani trochę mnie to nie martwi, wręcz przeciwnie.
A w ten weekend mam zamiar porządnie się wyspać, bo ostatnimi czasy przez burze budzę się po 3 nad ranem i tak czuwam do 6:30. Ale o dziwo nawet nie chce mi się spać. Podobno na starość ludzie potrzebują mniej snu :P

Komentarze

  1. Nieźle się uśmiałam! No to kwiatuszek całkiem dobry w te klocki jest. :) Sytuacja dla Ciebie musiała wyglądać dosyć komicznie, jako że patrzałaś na to wszystko z góry. Czasami fajnie obudzić w sobie dziecko. Niech ten czas do waszego urlopu leci szybko, bo zapewne przyda wam się wypoczynek! Starość? Jaką starość? Przecież przed momentem byłaś jeszcze dzieckiem. :D

    Buźka :*

    OdpowiedzUsuń
  2. hmm... no w sumie tak :)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Właśnie, jaka starość?! :) Kobieto!
    To niezły z Ciebie łazik i to po drzewach ;D
    Szalona ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hahaah, pomyslowa dziewczyna z Ciebie :) Podziwiam Cie ze tak sie wczesnie budzisz, dla mnie sukcesem jest jak wstane przed 10 rano :) Buziaki

    OdpowiedzUsuń
  5. I Maciejka uwielbiała w dzieciństwie po drzewach się wspinać...
    A w dorosłości jaka ją za to nagroda spotkała???
    Trzech synów ;-)

    Maciejka

    OdpowiedzUsuń
  6. hahaha :) nie spodziewałabym się, że takie miejsce do ukrycia się przyjdzie Ci do głowy :D Gratuluję inwencji twórczej :D

    OdpowiedzUsuń
  7. haha :d Można? A no można ! ;D
    Oj ja tez uwielbiałam chodzić po drzewach i to na sam czubek.. czereśni ! ;D Pół dnia tam mogłam spędzać razem z moim przyjaciółmi - szpakami :D

    Pomysłowość to podstawa ! ;)

    Taaa starość ;) I co jeszcze?;D

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...