Przejdź do głównej zawartości

Kilka słów o męskiej przyjaźni

B. i ja mieszkamy na dość sporym osiedlu, na którym się wychowałam. Kilka lat temu moi rodzice kupili domek kilka ulic dalej, a my zamieszkaliśmy w naszym dawnym mieszkaniu na 2 piętrze. Nasze osiedle nie jest typowym betonowym blokowiskiem, jakich pełno w naszych miastach. Budynki nie są wysokie (max. 3 piętra), są ładne, kolorowe, a wkoło jest mnóstwo zieleni i piękne place zabaw dla dzieci. Kilkadziesiąt metrów od naszego bloku jest malutki plac zabaw - 2 huśtawki, piaskownica, kilka ławeczek. Jak wiadomo są wakacje. W ciągu dnia masowo urzędują tam dzieciaczki z mamami, babciami, opiekunkami itp., a wieczorami - czasami, naprawdę niezbyt często - pojawia się tam "wakacjująca się" młodzież. Nie są to jakieś typowe osiedlowe bandy, u nas jest naprawdę spokojnie, jak mieszkam tam prawie 20 lat, tak nigdy nic się nie stało, cisza, spokój i w ogóle. Wieczorami można śmiało spacerować sobie po mieście bez obaw, że dostanie się w paszczę. To tak jako wprowadzenie, żebyście mogły lepiej wyobrazić sobie pewną sytuację :)

Wczoraj położyliśmy się spać. B. zasnął w mgnieniu oka, a ja przez jakiś czas mościłam sobie legowisko i szukałam pozycji, w której będę mogła zasnąć. W pewnym momencie za oknami usłyszałam głosy kilka osób. Między blokami głos świetnie się odbija i nawet jak ktoś mówi cicho, to i tak w nocy bez wysiłku można usłyszeć co kto mówi. No więc tak sobie leżałam i słuchałam. Na placu zabaw było kilka osób, najwyraźniej wracających z jakiejś imprezy czy czegoś. Pogadali, pośmiali się i dość szybko zaczęli się rozchodzić. Zostało dwóch chłopaków. Po głosach i wypowiadanych imionach mniiej więcej kojarzę kto to był. Dwóch chłopaków, mniej więcej 20 letnich, jeden mieszka w bloku obok mojego, drugi kawałek dalej. Usłyszałam taką cichą rozmowę:

- Przemek, wstawaj, idziemy.
- Nie... (wymamrotane, chłopak chyba był baaaardzo "zmęczony")
- No dawaj, nie rób jaj, wstawaj idziemy.
- Nie...
- No chodź
I tak przez dobre 10 minut. Po kilkunastu nieudanych próbach namawiania, głosy ucichły. Myślę sobie poszli. Po chwili znowu słyszę znajomy głos

- Ej, Przemek, wiesz co... byłem u Twojej mamy. - ja w szoku. Myślę sobie co za kabel, ale nic, słucham dalej. - Powiedziałem, że jesteś ze mną i żeby się nie martwiła. Jest już na ciebie nieżle wkurzona, ale powiedziałem jej, że odprowadzę cie do domu. Chodź. - ja oczy jak pięć złotych i myślę "ja pierniczę, to na świecie zachował się jeszcze taki porządny ludź, w dodatku w takim wieku???" Rozbudzona słucham dalej.
- No Przemek chodź, odprowadzę cie i pójdę do domu.
- Nie idę.
- No chodź, nie chcę, żebyś miał jeszcze większe kłopoty. Obiecałem, że cię odprowadzę.
- Nie idę. Będę tu spał.
- Zwariowałeś? Jak tu będziesz spał? Nie rób jaj. Chodź.
- Idź sam, ja zostaje.
- No ja cię tu samego nie zostawię. Przecież nie będziemy tu siedzieć do 7 rano. Chodź cie odprowadzę.

W sumie nie wiem czy poszedł, bo na tym rozmowa się skończyła. Pewnie tamtemu udało się w końcu zaciągnąć kolegę do domu, ale nie to było dla mnie najbardziej fascynujące. We wszystkich przypadkach jakie znam, męska przyjaźń jest jak skała. Nie ma durnej zazdrości o nową bluzkę, nie ma fochów, obgadywania za plecami. Jak ktoś coś do kogoś ma, po prostu mówi wprost, jak trzeba dadzą sobie po razie, żeby postawić się do pionu, a później jest już gicio. Oczywiście jak zawsze i tutaj jest wiele wyjątków, ale u moich znajomych właśnie tak jest. B. też ma takiego przyjaciela, na którego zawsze może liczyć, z którym niejedno przeszli i niejedną beczkę piwa wypili :P Szkoda, że przyjaźnie między kobietami często są takie skomplikowane :) A na koniec coś na wesoło właśnie w tym temacie :)

Damska przyjażń a męska przyjaźń
Przyjaźń między kobietami:
Pewnego dnia kobieta nie wróciła na noc do domu. Następnego dnia powiedziała mężowi, że spała u przyjaciółki . Mąż zadzwonił do 10 jej najlepszych przyjaciółek .... żadna nie potwierdziła....

Przyjaźń między mężczyznami
Pewnego dnia mąż nie wrócił do domu na noc. Następnego dnia powiedział żonie, że spał u kolegi Żona zadzwoniła do 10 jego najlepszych przyjaciół. 8 potwierdziło, że spał, a 2 - że jeszcze jest.....


:)) Miłego dnia :))

P.S. Trochę to trwało, ale to mój 100 post :)

Komentarze

  1. Ogólnie w dzisiejszych czasach o przyjaźń bardzo trudno. O taką prawdziwą, nie przelotną i interesowną. Świat się spłyca. Uczucia również. Więc dobrze wiedzieć i widzieć, że jeszcze nie wszyscy powariowali.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Kwiatuszku, gratuluję setnego posta! ;)
    Też jestem zdania, że ta męska przyjaźń jest dużo silniejsza. Podziwiam ich, a nawet im zazdroszczę!
    To tak samo, jak lepiej dogadują się kobiety w klasie, gdy jest więcej mężczyzn. Ja niestety klasę mam całkiem kobiecą (wykluczając dwóch rodzynków).

    Ściskam :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja również Gratuluję Setnej notki :))
    A jeśli o przyjaźń chodzi to niestety męska jest dużo silniejsza niż damska, bo kobity to się potrafią o byle co pokłócić na amen i koniec... a mężczyźni tak nie mają... Taka natura :))
    Fajna historyjka :)

    Pozdrawiam ;***

    OdpowiedzUsuń
  4. gratuluje setnego posta:) hi hi widze, ze same rocznice:) u mnie tak samo:)
    rozbawil mnie ten żarcik na koniec rozesmialam sie w glos:)
    pozdrawiam!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ova --> swiete slowa, dobrze wiedzieć, że jeszcze nie wszyscy powariowali.

    OdpowiedzUsuń
  6. Lena --> ja tez :)))

    OdpowiedzUsuń
  7. Hahaha rewelacyjny kawał :-)))

    Ja akurat nie narzekam na kobiecą przyjaźń. Poszczęściło mi się w życiu i mam najprawdziwszą Przyjaciółkę na świecie. I jeszcze dwie trochę mniej zaprzyjażnione (tzn. nie wszystkie "tajemnice" znają), ale nie zawiodłam się na nich nigdy i żadnej zawiści i zazdrości nie czuję ani nie doznałam.

    Za to mam też koleżanki i teściową no i tu bywa różnie...

    Maciejka

    OdpowiedzUsuń
  8. oj tak... tesciowa... :)

    OdpowiedzUsuń
  9. To prawda, przyjaźnie męskie są nie do pokonania.
    Oni nie mają takich problemów jak my, nie obrażają się na siebie na 2 lata, nie strzelają fochów o byle jaką rzecz.. A jak się już pokłócą, to wolą dać sobie raz w gębę i znowu żyć jak dawniej ;-p

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja mam swoją przyjaciółkę - od lat, ale nie ukrywam, że przeżywałyśmy różne chwile. Bywało też, że urywałyśmy ze sobą kontakt na jakiś czas, żeby od siebie trochę odpocząć, po czym i tak do siebie "wracałyśmy". Jestem jednak zdania, że o kobiecą, prawdziwą przyjaźń jest bardzo trudno, z racji tego, że baby są zawistne i zazdrosne. Lubią ze sobą rywalizować. Jedna chce być lepsza od drugiej, a jak raz kobitka kobitce zajdzie za skórę, to ooo Chryste! Jest ogromny galimatias. Uważam, że zdecydowanie przyjaźń męsko-męska jest trwalsza i silniejsza. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Kurcze, aż się uśmiechnęłam ;-) Ja widzę nawet po moim W., że On bardzo ceni sobie przyjaźnie. Po dzień dzisiejszy tak by obstawał za swoim kumplem ;))

    OdpowiedzUsuń
  12. Kiedy ja bede u siebie miec 100 post :) chyba za jakies 5 lat :P
    A co do przyjazni to sie zgadzam ze faceci sa bardziej solidarni, nie obrazaja sie o tak zwane 'pierdoly' i jakos sa mniej dwulicowi...
    Ja zawsze wolalam sie trzymac z facetami, chociaz mam pare sprawdzonych dziewczyn z ktorymi moge sie zawsze spotkac i pogadac :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Gratulacje! Przyjaźń jest taka sama lecz mężczyźni nie są aż tak o siebie zazdrośni jak kobiety. Męska przyjaźń jest nieskomplikowana, my kobiety zaraz we wszystkim się czegoś doszukujemy. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  14. O przyjaźni damsko-męskiej można by nie jedną książkę, napisac. Ja osobiście chyba nie wierze w takową :) Z własnego doświadczenia ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. przyjazn damsko-meska to temat rzeka na zupelnie inna notke, dlatego na tutaj wspomnialam tylko o mesko-meskiej i damsko-damskiej :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Wierzę, że takie przypadki jeszcze gdzieś na świecie pozostały ;) jednak ja do ludzi podchodzę w dystansem, bo na niejednym "przyjacielu" czy "przyjaciółce" się porządnie przejechałam, to też mam bardzo luźne podejście do ludzi otaczających mnie, a w takie naprawdę prawdziwe przyjaźnie się zwyczajnie nie bawię ;) Mam rodzinę i M. (choćby mnie nie wiem jak nie denerwował, to wiem, że nawet jak się pokłócimy to mogę na niego liczyć) i to mi wystarcza :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...