Przejdź do głównej zawartości

już jestem

Wróciliśmy :) Przyjechaliśmy do domu już w weekend, zmęczeni, lecz bardzo zadowoleni, ale jakoś nie bardzo był czas się odezwać :) Nadrobiłam wszystkie zaległości na Waszych blogach, więc ze wszystkimi jestem na bieżąco. Nie komentowałam, ale przeczytałam Wasze posty :)

Dziękuję za życzenia udanego urlopu i pięknej pogody :) Jak najbardziej się spełniły :) Pogoda dopisała, wypoczęliśmy przez bardzo pracowitym rokiem, który jest przed nami, naładowaliśmy akumulatory i trzeba było wrócić do codzienności. Szkoda, że czas na wakacjach zawsze tak szybko mija. Opalaliśmy się, chodziliśmy na dłuuuugie spacery, wysypialiśmy się... jednym słowem słodkie lenistwo na całego :) Raczej nie wypuszczaliśmy się na dalsze wycieczki, chcieliśmy odpocząć od samochodu i rozruszać kości.
Teraz czeka nas kolejny etap przygotowań do ślubu, taki bardziej papierkowy. Musimy podpisać umowy z zespołem, z fotografem, zarezerwować termin w kościele (musimy poczekać, aż ksiądz będzie miał nowy terminarz :) ), pomyśleć o naukach przedmałżeńskich, a w październiku ruszam na poszukiwania tej jedynej sukni ślubnej :) Już nie mogę się doczekać :)

Dziś tak trochę bez ładu i składu, ale obiecuję, że następny post będzie bardziej trzymał się kupy :)

Aha, i dziękuję za wyróżnienia dla mojego bloga :) Bardzo mi miło z tego powodu. Postaram się z nich wywiązać w najbliższym czasie :)

Komentarze

  1. Cieszę się, że już jesteś, bo bez Kwiatuszka było tutaj smutno i nudno. Witamy w rzeczywistości :* I czekamy na kolejną notkę, jednocześnie ciesząc się, że wszystko się udało, że pogoda dopisała. I mamy nadzieję, że zdjęcie jakieś zobaczymy! ; )))

    OdpowiedzUsuń
  2. Wierzę, że ciężko jest wrócić po takim lenistwie do rzeczywistości. Skoro akumulatory naładowane, to można teraz na spokojnie zająć się przygotowaniami do ślubu (co w gruncie rzeczy można szybko i bezboleśnie załatwić- wystarczy dobra organizacja :))

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciesze się że odpoczełaś, my w tym roku chyba nie wybierzemy się nigdzie na wakacje ze względu na niekończący się remont m. No ale trudno. Czeka cię teraz piękny czas przygotowań :)

    OdpowiedzUsuń
  4. No! Nareszcie jesteś!
    oj dłuuuugo Cię nie było ;))
    Cieszę się, że wyjazd się udał, to najważniejsze! :):*

    OdpowiedzUsuń
  5. dobrze ze juz jestes, czekam na relacje urlopowa, buzka

    OdpowiedzUsuń
  6. To co dobre szybko się kończy, cieszę się, że urlop się udał :-) Buziaki ;*

    OdpowiedzUsuń
  7. Al --> wiem, ze wszystko mozna zalatwic piorunem :) My w zasadzie najwazniejsze sprawy mamy juz zalatwione, pozostaje tylko podpisac umowy. Pozniej zostana juz tylko drobiazgi, ktore w gruncie rzeczy zajmuja najwiecej czasu. Ale mamy go jeszcze troche, wiec na spokojnie sie ze wszystkim uporamy :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Karolina --> zdjecie moze jakies wrzuce, ale nie swoje. Jak tajemniczosc to tajemniczosc :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...