Przejdź do głównej zawartości

nothing special

Ojoj... trochę mnie tutaj nie było. Zaniedbałam mojego bloga na całego. Zabierałam się za tą kolejną notkę już tyle razy, że nie potrafię nawet zliczyć i za każdym razem było coś nie tak. A to coś mi nagle przeszkodziło, a to musiałam zrobić coś innego, a to brakło mi weny/ tematu po napisaniu zaledwie kilku zdań, albo po prostu mi się nie chciało. Mam nadzieję, że tym razem uda mi się sklecić choć kilka zdań które będą miały jakikolwiek sens :)

Do Kfiatushkowego Miasta jesień nadeszła pełną gębą. Niby liście na drzewach są jeszcze zielone, ale i tak zmianę pory roku wyraźnie czuć już w powietrzu. I dobrze, naprawdę się z tego cieszę, choć sama tak naprawdę nie wiem dlaczego. Wczoraj pierwszy raz od dawna spokojnie zasiadłam na kanapie z książką i kubkiem gorącej herbaty i od razu uderzyła mnie myśl "o... tego właśnie mi było trzeba." :)
Dzisiaj wybieram się w końcu do fryzjera. NARESZCIE, bo już naprawdę nie mogę wytrzymać z moimi wywijającymi się włosami i potrzebuję, żeby ktoś je w końcu poskromił :) Nie robiłam nic z nimi od 4 miesiecy, więc nie ma co się dziwić, że nie chcą już współpracować. Niedługo może wybiorę się też do kosmetyczki. Strasznie to lubię :) Ostatnio na stronie internetowej mojego salonu znalazłam fajne pakiety przedślubne - kilka niezbędnych zabiegów w BARDZO przystępnej cenie. Już zapisuję się na nie rękami i nogami :) Na pewno skorzystam z nich przed ślubem :)

No właśnie, jeśli chodzi o kwestie ślubne, to w zasadzie niewiele się zmieniło. W ostatnim czasie tylko wstępnie zarezerwowaliśmy samochód ślubny (zabytkowy :) ), ale ostateczną decyzję podejmiemy w przyszłym roku jak będzie wiadoma konkretna cena. Na razie mamy tylko taką orientacyjną, w miarę przystępną. Jeśli będzie za wysoka, to po prostu pojedziemy swoim samochodem albo moich rodziców i problem z głowy :) Pozostałe rzeczy, które mamy do załatwienia (umowy) zostaną dograne w najbliższym czasie. Musimy tylko umówić się na spotkania. B. na całego wpadł w wir przygotowań ślubnych. Coraz bardziej mu się to podoba, co chwilę zjawia się z nowymi pomysłami, chętnie włącza się w różnego rodzaju sprawy. No naprawdę muszę go pochwalić :) I siebie właściwie też, bo powoli dojrzewam do wyprawy po suknię ;)

O, właśnie coś mi się przypomniało i przyszedł mi do głowy pomysł na kolejną notkę. Ale to już następnym razem :)

P.S. Właśnie uświadomiłam sobie, że dzięki "głupiemu" suwaczkowi człowiek widzi jak szybko leci czas. Dopiero pokazywał 1 rok i 4 miesiące a tu już TYLKO 11 miesięcy z małym haczykiem :)

Komentarze

  1. Kanapa, książka i kubek ciepłej herbatki... To lubię najbardziej w jesiennych wieczorach. Ta jesień będzie jednak zupełnie inna dla mnie :))

    OdpowiedzUsuń
  2. u mnie też jesień, zimno i ponuro cały dzień. A samochód zabytkowy to extra pomysł :)))) Kiedyś widzialam młodą parę i jechali garbusa w wersji bez dachu kolor: rózowy. Extraa wyglądali

    OdpowiedzUsuń
  3. U mnie też jesień pełną parą widać, choć powietrze nieziemsko cieplutkie... Liście co prawda się trzymają i zieleń od nich bije, ale zakładam, że już niewiele czasu tak będzie. A ja lubię jesień, nawet ten delikatną mżawkę, która dzisiaj nie dawała spokoju. Po dwóch WF była po prostu wybawieniem, gdzie człowiek zgrzany do granic możliwości! ;-p Mi też przydałoby się iść do fryzjera, ale naprawdę zebrać się nie mogę, niestety! I chyba prędko to nie nastąpi, a włosy kręcą mi się straszliwie, do czego zdążyłam już przywyknąć. Wizyta u fryzjera, czy kosmetyczki z całą pewnością poprawia kobiecie samopoczucie i uzbraja w pewność siebie.
    Fajnie, że macie już samochód. Strasznie podobają mi się te typu "zabytkowe" :)

    OdpowiedzUsuń
  4. kochana nie uda nam się nigdzie wyskoczyć teraz na pewno:( bo ten przeklęty remont dobiega końca i trzeba dużo rzeczy kupic takich pierdół, więc kasy brak. A poza tym każda rozmowa na ten temat końcy się kłótnią. Trzymaj się kochana, miłęgo dnia :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Witaj :) Znalazłam Cię przez bloga mademoiselle :) Przede wszystkim ogromne gratulacje z powodu zbliżającego się ślubu :) I dużo cierpliwości w czasie przygotowań do niego :) I... powiem Ci, że podoba mi się u Ciebie, będę zaglądać na pewno częściej :) Pozdrawiam, zwyczajnie-zamyslona.blog.onet.pl ;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. I teraz będzie już tylko bliże niż dalej!

    OdpowiedzUsuń
  7. Wiem co to znaczy nie mieć weny do pisania ;) dopiero teraz udało mi się coś zdziałać w celu utworzenia posta ;)))

    Gdzie Ty znalazłaś taki unikalny okaz mężczyzny, który angażuje się tak w przygotowania do ślubu? :)

    OdpowiedzUsuń
  8. A u mnie dziś lato! Ja też wybrałabym się do kosmetyczki, co prawda nie na przedślubne przygotowania, ale tak dla relaksu. Trzymaj się ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Aga - witam w moich progach :) Zajrze do Ciebie jak bede miala chwile

    Ewelina - sama czasami sie nad tym zastanawiam :) B. jest przedstawicielem gatunku, ktorego w dzisiejszych czasach trzeba ze swieca szukac

    Panna Z. - ja na razie tez wybieram sie bardziej w ramach relaksu :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...