Przejdź do głównej zawartości

to były czasy... :)

W piątek po południu postanowiliśmy z B. wyskoczyć do znajomych, z którymi dość dawno się nie widzieliśmy. Wieczór upłynął nam bardzo miło i wesoło, ale ja nie o tym chciałam napisać :) Przed wyjazdem, B. pojechał na chwilkę do teściowej podrzucić jej pewne dokumenty, a ja jeszcze się szykowałam w domu. Kiedy byłam już gotowa, usiadłam przy oknie w pokoju i czekałam na B. Na naszym osiedlu, za naszym blokiem jest ogromna przestrzeń - mnóstwo trawy i plac zabaw na środku. Biegały tam sobie 4 dziewczynki, na oko 6-7 letnie. Miały ze sobą małe piłeczki, a ich zabawa poleała na tym, że 2 dziewczynki rzucały te piłki przed siebie, a pozostałe dwie SZCZEKAJĄC biegły za nimi :) Jednym słowem bawiły się w pieski i ich "panie". Roześmiałam się na ten widok, bo przypomniały mi się moje zabawy z dzieciństwa na tym podwórku :)

Wprowadziliśmy się z rodzicami na nasze osiedle kiedy miałam 7 lat. Okolica nie była jeszcze zagospodarowana, bo to było całkiem nowe osiedle. Po części przypominało to z seriali "Alternatywy 4", ale jest trochę mniejsze i złożone z niższych budynków. Tak więc pola do popisuw dziecięcych zabawach było mnóstwo :)
Gra w dwa ognie na środku ulicy (w drużynach jeden blok kontra drugi), jazda na rolkach również środkiem ulicy, ślizgawki w zimie były oczywiście na porządku dziennym.
Ku przerażeniu wszystkich rodziców, obowiązkowym punktem każdego dnia była wyprawa na wielkie góry ziemi, która z czasem porosła krzakami. Bawiliśmy się tam w podchody, w jakieś tajne misje, polegające na śledzeniu i podsłuchiwaniu innych grup dzieciaków itp. Krążyła też historia, że kiedyś ta ziemia się osunęła i przysypała jakieś dziecko, więc rodzice nas tym straszyli, ale nie robiło to na nas większego wrażenia. Jak to mówią, zakazany owoc najlepiej smakuje ;)
Inna zabawa była jeszcze lepsza :) Jako że początkowo nasze osiedle przypomniało bardziej wielki plac budowy, trzeba było z tej budowy skorzystać :) Kiedy panowie budowlańcy szli do domu, ruszaliśmy na zwiedzanie i "inspekcje" budowy :) Wędrówki po gołych betonowych korytarzach w dopiero budowanych blokach, były na porządku dziennym. Całe szczęście, że nikomu nigdy nic się nie stało. Któregoś dnia wyczailiśmy nową rozrywkę. Pod balkonami była wysypana duża kupa piachu. Więc żądni przygód blokowi wędrowcy postanowili ją wypróbować :) Wdrapaliśmy się na pierwsze piętro budynku i skakaliśmy z balkonu na ten piasek. Zabawa była boska :) Kurcze, dopiero teraz kiedy o tym myślę widzę, jacy my byliśmy głupi, bo przecież takie zabawy mogły się skończyć naprawdę nieciekawie. Ale na szczęście wszystko było dobrze :) Ach.... to były czasy... ;)
Szkoda, że teraz coraz mniej dzieci potrafi się tak bawić.

A tak trochę z innej beczki, to chciałam powiedzieć, że "zachorowałam" na dzidziusia :) Rozpływam się na widok kobiet w ciąży, każdy ciążowy brzuszek wysyła mnie do krainy fantazji, a widok Maluszków sprawia, że świruję. Mój B. też chyba powoli zaczyna do tego dojrzewać, bo czasami coś tam przebąkuje, że fajnie będzie mieć takiego Bąbla, że on z naszym dzieckiem bedzie robił to, czy tamto. Byłoby fajnie mieć już taką małą istotkę, ale starania jednak zaczniemy dopiero za rok. Stres przedślubny w ciąży raczej nie jest wskazany. A tak na spokojnie będziemy próbować już po ślubie. Żeby było po kolei :)

Komentarze

  1. Ja bardzo miło wspominam swoje dzieciństwo, też mieszkałam w bloku, dzieci były w podobnym wieku i zabaw nie było końca :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Beztroskie czasy dzieciństwa- kiedy to było. Niby tak niedawno, a jednak całe lata świetlne temu...

    OdpowiedzUsuń
  3. No szkoda naprawdę, że dzieci już się tak nie bawią... Ja sama pamiętam , że wystarczyła piłka by była zabawa, nie to co teraz...
    A o dzidzie zacznijcie się starać po ślubie :) Dobra kolejność :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Teraz dzieci mają komputer i gry pc. Niebezpieczne to były czasem zabawy ale za to jakie wspomnienia. Współczesne dzieci będą pewnie wspominać ilość punktów i ranking w grze. Życzę też spełnienia tego słodkiego pragnienia... Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Ojj, moje dzieciństwo też było takie kolorowe, te zabawy, koleżanki i koledzy, ach :))

    OdpowiedzUsuń
  6. A wiesz, że przed każdą ciążą nagle zauważałam ogromnie dużo kobiet w ciąży. Teraz ich jakoś nie widzę, czyżby ich nie było? ;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Maciejka --> mam nadzieje, ze jeszcze ten rok wytrzymam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Maciejka- coś w tym chyba jest. Ja też przed ciążą widziałam pełno kobiet z brzuszkami. Z resztą i teraz jeszcze widzę. Może po porodzie to się zmieni.

    OdpowiedzUsuń
  9. Po przeanalizowaniu własnych zabaw z dzieciństwa stwierdzam, że za nic w świecie nie pozwoliłabym na takie niebezpieczne rzeczy moim dzieciom :D

    OdpowiedzUsuń
  10. ja w sumie tez, ale w naszym wykonaniu bylo suuuuper!!! :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Oj te nasze zabawy z dzieciństwa.. ;) Ja bym swoim dzieciom na pewno nie pozwoliła robić tego czego ja robiłam ;P

    OdpowiedzUsuń
  12. Cieszę się, że miałam dzieciństwo takie, jakie miałam. Urodziłam się w czasach cudownych. Jako dziecko potrafiłam się bawić z innymi dziećmi, zrobić coś z niczego, siedzieć, nudzić się i nawet to było ciekawe. Nie uciekało się w telewizję, czy internet. Liczyło się "tu i teraz" - cały dzień na powietrzu, biegało się i przychodziło ubrudzonym od stóp do głów! A gdy "dojrzałam" służył mi internet, jako źródło informacji, jako świetna rozrywka - nie zapominając o rzeczywistości. A dzisiaj... maluchów dzieciństwem często są komputery, gdy strategiczne. Tęsknię trochę za dzieciństwem, chociaż z drugiej strony wcale nie chciałabym wrócić do tamtych czasów, chociaż... Jakby tak zacząć wszystko od nowa? :)

    A na dzisiusia przyjdzie czas, jak na wszystko w życiu!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...