Przejdź do głównej zawartości

Pech na szczęście dał za wygraną :)

Miałyście rację - pechowy dzień był jednorazowy i mam nadzieję, że nieprędko się powtórzy. Najlepiej nigdy, choć na to nie ma co liczyć :P Ale ważne, że następnego dnia było już ok i tak jest do dziś. Weekend minął nam w bardzo fajnej atmosferze, odwiedzili nas znajomi, których bardzo dawno nie widzieliśmy, bo mieszkają na drugim końcu Polski. A że byli akurat w okolicy z okazji Wszystkich Świętych, to nie mieli wyjścia, musieli do nas zajechać. Baaardzo fajnie spędziliśmy sobotni wieczór i połowę niedzieli i tym sposobem humor skutecznie mi się poprawił. Dziś B. musiał wyskoczyć na chwilę do pracy, a ja z racji tego, że mam urlop pomogłam rodzicom pomyć groby, a teraz relaksuję się na kanapie przy herbatce i z laptopem na kolanach :) Obiadek już gotowy, czeka tylko na powrót B. A jutro dzień spędzony na cmentarzach ze smutną świadomością, że już tylu naszych bliskich nie ma z nami. Przynajmniej ciałem, bo każdego dnia czuję ich duchową obecność.

P.S. Ciekawe jakie "modowe szaleństwa" będą panować w tym roku na cmentarzach :D Każdego roku trafia się takie zjawisko, które przyćmiewa wszystkie wcześniejsze z poprzednich lat :) Ale o tym w następnej notce :)

Komentarze

  1. Dobrze, że słabość była tylko jednodniowy!
    Osobiście nie lubię dnia wszystkich świętych, bo jeśli człowiek czuje potrzebę i ma ochotę odwiedzić cmentarz - idzie, zapala symbolicznego znicza. O zmarłych pamiętamy zawsze, a nie tylko w ten jeden dzień. Na cmentarzu co najwyżej rewia mody no i prześciganie się w tym, kto ma więcej rzeczy na pomniku. Idę, bo wypada, ale idę wieczorem, by uniknąć całego cyrku.

    OdpowiedzUsuń
  2. Karolina --> ja tez uwazam, ze o zmarlych powinno sie pamietac zawsze, a nie tylko raz w roku, w dodatku na pokaz. My to wiemy, niestety wielu ludzie chyba jednak nie

    OdpowiedzUsuń
  3. No i zgadzam się z Wami Dziewczynki ; )To co się dzieje na cmentarzach to istny cyrk normalnie ;/ Ehhh ludzie nie rozumieją powagi święta... Przykre :(

    Ps. To ja dawna : Kobieta w Odcieniach Czerwieni pod nowym adresem : www.kobieta-o-brazowych-oczach.blog.pl Zapraszam ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też idę na cmentarz, ale nie wtedy, gdy największe tłumy. Zresztą ja na cmentarzu bywam przez cały rok regularnie..

    OdpowiedzUsuń
  5. Modowego szaleństwa też jestem ciekawa. Pogoda jest dość ładna więc chyba futer z najnowszych kolekcji nie ujrzę :) chociaż nigdy nic nie wiadomo...

    OdpowiedzUsuń
  6. Co do modowych szaleństw co roku liczymy z mamą kobiety w futrach! Ta tendencja jest już spadkowa, ale nadal spotyka się kobiety, które nawet przy 15 stopniach są w stanie na Wszystkich Świętych wyjąć z szafy swoje futro tylko po to, by je przewietrzyć na cmentarzu!

    Co do odwiedzania grobów, to w ciągu roku odwiedzam regularnie groby najbliższej rodziny, na Wszystkich Świętych oprócz tych chodzę też na groby dalekich cioć, które widziałam trzy razy w życiu.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeśli chodzi o cmentarza, to nienawidzę tego wszystkiego!
    Tych wyścigów w strojeniu pomników, wielkich rodzinnych spotkań nad grobami ;/
    Aj tam, szkoda gadać...

    OdpowiedzUsuń
  8. Oh a u mnie są zawsze takie tłumy,że ja nie zauważam takich rodzynków :P Ale zdaję sobie sprawę,że istnieją :D
    To wspaniale, że pech sobie poszedł :) Tak ma być :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak ja Ci kochana zazdroszczę tej spokojnej chwilki z herbatką i laptopem na kolanach... ja ostatnio tylko kradnę taki czas...
    A co do cmentarza, to pewnie macie rację... choć ja osobiście lubię 1 listopada, zwłaszcza wieczorny spacer po rozjaśnionym zniczami cmentarzu. Choć oczywiście te wszystkie wiązanki i sto świec na jednym grobie to rzeczywiście przesada i puszczanie z dymem - jak dla mnie bez sensu - pieniędzy. No ale co kto chce. :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. mama_zochulka --> Ja tez lubie 1 listopada :) Nie lubie tylko jak ludzie robia wszystko na pokaz.

    OdpowiedzUsuń
  11. Pokaz mody był, oj był...:)) A pogoda sprzyjała haha!:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja po prostu jak pomyślę o rewii mody to odechciewa mi się iść... Ale idę ;)
    Pogoda jak najbardziej sprzyjała, więc prawie dostałam oczopląsu przez to co działo się na głównej ulicy...

    OdpowiedzUsuń
  13. Cieszę się że pech już minął i mam nadzieję że szybko nie wróci :)

    Jeżeli chodzi o cmentarz to ja idę dopiero 2 listopada a nie tak jak wszyscy...nie cierpię tłumu, którzy zamiast sie modlić za zmarłych to patrzą jak kto jest ubrany.

    A teraz odnośnie mojego bloga. To R. odpisał na meila :) ale nic z tego nie bedzie :( ale ja się nie poddaję i wciąż szukam :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...