Przejdź do głównej zawartości

7 miesięcy :* :)

Za 7 miesięcy o tej porze pewnie będziemy już cali w nerwach i mega stresie. Ja będę siedzieć u fryzjera i modlić się o to, żeby uczesali mnie tak jak trzeba, w międzyczasie zerkając na zegarek, aby sprawdzić ile czasu zostało mi do makijażu u kosmetyczki. B. Pewnie tyle co wstanie z łóżka nadal stojącego w jego dawnym pokoju i poczłapie zjeść śniadanko, a później podskoczy odebrać mój bukiet i swój kwiatuszek do butonierki. Generalnie w naszych rodzinnych domach o tej porze będzie panował istny szał i stan przedomdleniowy z powodu stresu :) Ale mimo to będzie fajnie. W końcu nie ma to jak mały dreszczyk pozytywnej adrenaliny. No ok, może nie taki mały ;) 7 miesięcy... a pomyśleć, że jeszcze nie tak dawno mówiłam "za rok"...

Zima u nas w pełni. Ale taka prawdziwa najprawdziwsza! Ze śniegiem, mrozem i ślizgawicą. Ten etap bardzo lubię (no może pomijając tą ślizgawicę), ale ten który nadejdzie później już nie bardzo - wielkie roztopy.

Tak jak pisałam ostatnio miałam opowiedzieć o urodzinach kuzynki, na których byliśmy niedawno. W zasadzie impreza była naprawdę udana, jak to zwykle bywa :) Dużo śmiechu, wspominania, opowieści, sporo drinków, pyszne jedzonko, fajna muzyka... czego chcieć więcej :) Jedyne co początkowo zważyło nastrój wszystkich obecnych to zachowanie pewnych gości i ich córki, choć nawet oni nie byli w stanie zepsuć tej imprezy :)
No ale od początku. Żeby wszyscy mogli połapać się w tej historii, najpierw trzeba wspomnieć o jej obsadzie, bo wtedy i mnie będzie łatwiej opowiadać. Od razu mówię, że wszelkie podobieństwo do osób i zdarzeń Wam znanych jest zupełnie przypadkowe i niezamierzone, a imiona fikcyjne :)

Obsada:
- jubilatka Agnieszka, jej mąż Michał i ich córka Ania (lat 4)
- rodzice Agnieszki - pan Włodek i pani Basia
- brat Michała - Kuba
- B i Kfiatushek :)
- sąsiedzi Agnieszki i Michała - Martyna i Paweł oraz ich syn Dawid (lat 5)
- Państwo X. - Beatka i Piotr, oraz ich córka Matylda (lat ledwo skończone 3) - czyli "klu" programu :P

Jak to przy okazji każdej imprezy bywa, zaczęło się od schodzenia się gości. B. i ja dotarliśmy na miejsce jako jedno z pierwszych, a kilka minut po nas dołączyła cała reszta, za wyjątkiem Beatki, Piotra i Matyldy. Tradycyjnie - kawka, herbatka, "no to może szybko kolejeczka panowie", Ania i Dawidek bawili się u małej w pokoiku. Nagle rozległo się złowieszcze ding-dong. Gdy tylko Aga uchyliła drzwi, została przez nie prawie przygwożdżona do ściany, bo do domu z siłą huraganu wpadła Matylda, przewracając wszystko co tylko stanęło na jej drodze. Za nią dostojnym krokiem z wysoko zadartymi nosami wkroczyli Państwo X - Beatka i Piotr (nie Piotrek, tylko Piotr, gdyż Beatka poprawia każdego, kto tylko zwróci się do niego jakże plebejskim zdrobnieniem). Gospodarze nie pałają szczególną miłością do Państwa X, ale z racji tego, że niedawno sami gościli u nich na podobnej "imprezie" rodem z wyższych sfer, poczuli się w obowiązku odwzajemnić się zaproszeniem do siebie. Oprócz rodziców Agnieszki właściwie nikt ich bliżej nie znał, więc nie przewidywaliśmy problemów. I to był błąd. Państwo X. należą bowiem do grupy osób, które chodzą z nosem w chmurach i wszystkich innych ludzi traktują jak osoby poniżej własnego poziomu, choć prawda jest taka, że sami sobą nie reprezentują nie wiadomo jak wysokiego poziomu :) Państwo X. zajęli swoje miejsca przy stole, a Matylda nadal biegała po domu wykazując dalece posunięty rozwój klinicznej postaci ADHD. Aga zaproponowała jej, żeby poszła pobawić się z Ania i Dawidkiem. Matylda popędziła do nich jak szalona, by po 10 minutach wrócić w podskokach do salonu ze stwierdzeniem, że z głupimi dzieciakami jest nudno, a następnie wskoczyła na kanapę tłukąc przy tym wazon z kwiatami. Oczywiście żadne z rodziców nie czuło się w obowiązku zwrócić jej uwagi. Siedzieli tylko z uradowanym uśmieszkiem ciesząc się zapewne, że ich dziecko tak wspaniale się rozwija, że woli siedzieć z dorosłymi :) Przez kolejne pól godziny rozmowa przy stole toczyła się w zasadzie zupełnie normalnie, choć Państwo X praktycznie nie brali w niej udziału, kwitując zniesmaczonym spojrzeniem każdy żart czy wesołą opowieść sąsiada Pawła (który jest naprawdę mega sympatycznym człowiekiem z gatunku tych, których żadnym sposobem nie lubić się po prostu nie da). Agnieszka próbowała wciągnąć X-ów w rozmowę, jednak wszystkie próby skończyły się fiaskiem. Widocznie całe towarzystwo nie było na "ich poziomie". Matylda w tym czasie wyczyniała różne cuda na kanapie i kręciła się po kuchni i salonie zaglądając do każdej szafki, a Beatka patrzyła na nią z miną pod tytułem "ach, jakie moje dziecko jest ciekawe świata". W pewnym momencie Matylda zniknęła. Po chwili wpadła do pokoju z dmuchanym młotkiem zabranym z pokoju Ani wydając z siebie taki odgłos jakby ktoś żywcem obdzierał ją ze skóry, po czym zaczęła walić Pawła tym młotkiem w głowę. Ten wreszcie nie wytrzymał, wyrwał jej młotek z rąk i położył poza jej zasięgiem mówiąc "Jak nie umiesz się tym bawić jak normalne dziecko, to nie będziesz się bawić wcale", po czym zwrócił się do X-ów dodając "Nie przeszkadza Wam, ze to dziecko włazi Wam na głowy z butami? Moglibyście jej w końcu coś powiedzieć". Beatka i Piotr skierowali na niego swoje oburzone spojrzenia, a jedyna odpowiedź Beatki brzmiała "Jak tak można! Dzieci mają swoje potrzeby, a Matylda w ten sposób rozładowuje swoją energię". Na to Paweł "A gdyby nasrała wam na talerz i kazała to zjeść, to też powiedziałabyś, że taką miała potrzebę?". Odpowiedział mu tylko wielki wytrzeszcz oczu, a później Beatka wstała od stołu, złapała zaskoczoną Matyldę za rękę, powiedziała władczo "Piotrze, wychodzimy stąd" ... i tyle ich widzieliśmy. Zapanowała cisza, którą przerwała stojąca w drzwiach Ania (nikt nawet nie zauważył, że dzieci stały w progu i czekały na rozwój sytuacji) "Mamo, Matylda już poszła do domu i nie wróci?" Aga odpowiedziała tylko "Tak, kochanie", po czym Ania i Dawidek odetchnęli głęboko z ulgą "Ufff... całe szczęście". Nie pozostało nam nic innego jak się roześmiać :) Atmosfera się rozładowała, a pozostała część imprezy przebiegła już normalnie, urozmaicona o iście aktorskie występy Pawła i Michała, którzy naśladowali Beatkę i Piotra :)

A ja swoją drogą zastanawiam się, co też wyrośnie z tej Matyldy?

Komentarze

  1. Komentarz dzieci był najlepszy :)
    Oj, znam ja takie rodziny - "wyżej sra niż dupę ma", jak to się mówi. Do tego wpatrzeni w dziecko, któremu wszystko wolno. Ciekawe co by zrobili, gdyby Ania przyleciała i uderzyła Beatkę prosto w zadarty nos? Pewnie byłoby, że jest niewychowana itd.

    Co do ślubu, to zanim się obejrzysz już będzie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, dzieci podsumowaly cala sytuacje najlepiej :) Oj... gdyby to Ania lub Dawid tak sie zachowywali, to Beatka nie omieszkalaby tego skomentowac, choc niczego zlego w zachowaniu wlasnego dziecka nie widzi

      Usuń
  2. Ojej niezłe aparaty hehe Dobrze, że sobie poszli. A takie dzieci jak Matylda mnie przerażają bo to ewidentny brak wychowania. Biedne dziecko w dorosłości będzie cierpiało.

    Zaraz nam to będziesz zdawała relacje ze ślubu ani się obejrzysz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wlasnie oni nawet nie zdaja sobie sprawy z tego, ze robia jej krzywde

      Usuń
  3. Boże, niekiedy to się zastanawiam, czy ludzie naprawdę myślą, że jeśli będą dziecku na wszystko pozwalać i niczego mu nie zabraniać to ono będzie szczęśliwsze, czy jak?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na to wyglada. A Mala powoli i coraz bardziej swiadomie steruje nimi jak jej sie podoba

      Usuń
  4. Osobiście nie cierpię takiego modelu rodziny, a znam takich niestety kilka... współczuć można jedynie dziecku że na takich rodziców trafiło bo prawdopodobnie charakterek i maniery odziedziczy po nich... eh. Jestem zdania że zanim ludzie będą mogli mieć dzieci powinni przejść szereg badań psychologicznych i psychiatrycznych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czesto takie testy bylyby wskazane :) Matylda charakterek ma zdecydowanie po mamusi

      Usuń
  5. Zobacz na moin blogu co wyrasta z takich dzieci

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. widzialam i mam nadzieje, ze uda Ci sie go naprostowac

      Usuń
  6. To nie jest wina dziecka. To wina tylko i wyłącznie rodziców. Szkoda mi dzieciaka. Bardzo....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak to ich wina, a Matylda tylko to wykorzystuje. Coraz bardziej swiadomie niestety

      Usuń
  7. Wiesz już, co myślę o takich przypadkach ;) Strach się bać przyszłości kreowanej przez takie dzieciaki...
    Zazdroszczę tych (zaledwie) 7 miesięcy;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no wlasnie tez sie tego boje.
      Ani sie nie obejrzysz i bedziesz mowila, ze zostalo Wam 7 miesiecy :) Sama zobaczysz jak to leci :)

      Usuń
  8. A ja pamiętam, jak dwa lata było do jeszcze nie dokładnej, ale planowanej daty ślubu ;-))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez pamietam jak o to kiedys pytalas Maciejko :)))

      Usuń
  9. Coraz bliżej, a nie tak dawno był jeszcze rok. Takie dzieci będą mieć do końca życia potrzeby. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. potrzeby do konca zycia i brutalne zderzenie z rzeczywistoscia

      Usuń
  10. Dzieci to tylko dzieci i swoje prawa mają, ale z Twojej opowiesci wynika że to mała terrorystka. a wszystkiemu są winni rodzice.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, maja swoje prawa, ale powinny miec tez jasno pokazane granice i zasady. Niby Matylda jest jeszcze mala, ale takich rzeczy dzieci trzeba uczyc od poczatku

      Usuń
    2. Dlatego żal mi dziewczynki- nie ona winna głupich rodziców.

      Usuń
  11. Czyli jeszcze troszkę i zostanie pół roku...
    Będzie dobrze :)

    A co do Matyldy i jej rodziców - głupia sytuacja. Matylda w przyszłości będzie "niezłym ziółkiem". Tylko dalej nie rozumiem, jak można dziecku tak pozwalać? Wchodzić sobie na głowę... Często się to jednak zdarza. A rodzice? Zachowali się jak dzieci... Dobrze, że sobie poszli, bo była luźniejsza atmosfera za pewne ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tak wlasnie licze :) Najpierw zostanie pol roku, pozniej byle do Wielkanocy, pozniej byle do czerwca, a pozniej to juz poleci jak nie wiem

      Usuń
  12. Czas prze ślubny,leci strasznie szybko,nie obejrzycie się a to będzie miesiąc,a potem będziecie odliczać TYLKO już dni;) taki szał przed ślubny to miłe wspomnienia i stres... A stres będzie aż do momentu jak nie wejdziecie do kościoła;)
    Ja miło wspominam NASZ ślub;) przeżyła bym to jeszcze raz;**

    Wam,życzę żeby wszystko wyszło tak jak sobie zaplanujecie;)

    www.06-08-2011-nzr.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieje, ze i u nas tak bedzie :)
      Milo mi Cie powitac w moich progach :) Zapraszam czesciej :)

      Usuń
  13. dzieci sa odzwieciedleniem rodzciow, czyz nie?
    zobaczysz jak szybko zleci ci 7 miesiecy....!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Matylda jest wrecz lustrzanym odbiciem Beatki.
      Oj zleci, ostatnio miesiace mijaja mi tak szybko jak tygodnie, wiec sierpien nadejdzie w mgnieniu oka :)

      Usuń
  14. :) mam nadzieję,że mimo że jestem imienniczką głównej bohaterki Twojego posta moje dziecko pozostanie ułożone i spokojne ;) Dzięki temu, ze opisałaś swoje oczekiwanie na ten "wielki dzień" wróciły do mnie wspomnienia mojego ślubu i wesela. Czekam na relację :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem pewna, ze w Tobie ani w Julci nie ma ani krzty z tych dwoch kobietek :)
      Ooo relacja bedzie na pewno :)

      Usuń
  15. No to Gratuluję, że tak mało już Wam zostało do TEGO jedynego dnia ;)

    A co z Tej Matyldy wyrośnie? Hymm ja wole nie wiedzieć ;D

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja za nie całe, 4 bo stycznia już nie liczę. Nerwy i stres będą mnie pożerały od środka, ale już powoli zaczynają podjadać, ale mam nadzieję, że to wszystko będzie warte tego, co będziemy przeżywać w tym magicznym i jedynym dniu każdej kobiety. Ja wręcz nie mogę się doczekać, a czerwiec zbliża się wielkimi krokami.

    Pozdrawiam.
    PS: Dodałam do linków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no tak, czerwiec juz tuz tuz... Nie stresuj sie, wszystko na pewno bedzie pieknie :)
      A kiedy dokladnie bierzecie slub?

      Usuń
  17. Powiem Ci tak- cieszcie sie ze wyszli wczesniej i nie zepsuli Wam calego wieczoru... Nie cierpie takich ludzi, brrr :/ A dziecka mi szkoda, bo za pare latek to to bedzie maly potworek :/
    No i coraz blizej do tego wielkiego dnia :) Na pewno wesele i slub beda bajeczne :) Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nikt nie zalowal, ze wyszli ;)
      A co do slubu to mam nadzieje, ze tak wlasnie bedzie :) nie ma innej opcji ;)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...