Przejdź do głównej zawartości

Zima - reaktywacja

Oj dawno mnie tutaj nie było, ale to wszystko przez totalny brak czasu. Ciągle coś się dzieje, co chwilę jest coś do zrobienia, załatwienia albo brak mi weny na jakiekolwiek pisanie. Dodatkowo w pracy mamy młyn, bo koleżanka jest cały tydzień na urlopie.

Jak widzicie w tytule zima tym razem pokazała swoje śnieżne oblicze. Przez ostatnie 2 tygodnie za oknem panowały iście syberyjskie mrozy, średnio -21 z jedynie symboliczną ilością śniegu, a od wczoraj sytuacja jest odwrotna. Temperatury poszybowały do 0, momentami nawet na plus, za to śniegu dosypało tyle, że szok. Fakt, jeździ się po tym kijowo, ale nie narzekam. Wczoraj mieliśmy prawdziwą śnieżycę za oknem, a B. i ja urządziliśmy sobie z tego fajną zabawę :) Najpierw byliśmy na krótkim spacerze (tak tak, w tym sypiącym śniegu), a później usiedliśmy w domu z kubkami grzańca i podziwialiśmy obrazki, jakie powstały na naszych szybach. Ja nawet wypatrzyłam ślicznego kotka, którego B. za cholerę nie mógł zauważyć. A taki był piękny ;) no cóż... faceci ;)

Skończyliśmy ostatnio kurs przedmałżeński. Sama się sobie dziwię, ale mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że było fajnie :) Szliśmy na niego z bardzo negatywnym nastawieniem, nie tylko przez opowieści naszych znajomych, którzy już to mają za sobą., ale też dlatego, że znaliśmy osoby, które do tej prowadziły takie spotkania w naszej parafii. I były to strasznie nawiedzone osoby, które naprawdę nie miały jakiegokolwiek doświadczenia w tym, o czym opowiadały. Na początku było beznadziejnie i baliśmy się, że tak będzie do samego końca. I tutaj spotkała nas niespodzianka. Przyszły całkiem inne osoby prowadzące, które mówiły naprawdę ciekawie i potrafiły człowieka zainteresować. Dodatkowo poruszane były tematy, które później skłoniły nas do przemyśleń i do wspólnych rozmów na tematy, które pewnie ciężko byłoby nam poruszyć ot tak sobie. Także kurs oceniam na 5 :) Nawet B., który w ogóle nie chciał iść na niego (ale wiadomo, jak mus to mus) stwierdził na koniec, że mu się podobało, a to już naprawdę wielki komplement ;)
Poza tym przygotowania idą pełną parą. Musimy podjąć decyzję co do coraz większej ilości szczegółów, zastanawiamy się, wybieramy i przebieramy. A zostało 6 miesięcy :)

Wiem, że miałam jeszcze o czymś napisać... ale kompletnie zapomniałam o czym :) Więc o tym następnym razem ;)

A tym czasem pomimo diety idę świętować Tłusty Czwartek (jednym pączkiem). Symbolicznie bo symbolicznie, ale tradycję trzeba podtrzymać ;) I będę się nią delektować ;))))

Komentarze

  1. Jednym?? przecież to właśnie wbrew tradycji ;)) pół roku rany boskie, to tak "prawie już" :) Nam się udało odprawić nauki "zaocznie" - rodzice pana młodego znali osoby które "nauczały" bardzo dobrze i dostaliśmy pieczątki awansem ;) Za to chyba Pani w poradni małżeńskiej wymaglowała nas strasznie, ale to dawne dzieje :))i na koniec - nie cierpię śniegu!!!!! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj nawet nie wiesz jak ja chetnie zjadlabym wiecej - paczkow i faworkow. Kto wie, moze skusze sie pozniej na jeszcze jednego. Najwyzej bede miec pozniej chwilowe wyrzuty sumienia ;) W koncu paczki TAK smakuja tylko raz w roku ;)

      Usuń
    2. Aha, a co do slubu to masz racje, to prawie juz :))))

      Usuń
  2. U nas też śniegu jest pod dostatkiem, szkoda tylko, że wspólne spacery mamy utrudnione przez nieodśnieżone chodniki. Z wózkiem jazda po śniegu nie jest prosta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to fakt, jak patrze na mamy z wozkami zasuwajace po tym sniegu, to az mi sie goraco robi. Szkoda, ze Julcia jest jeszcze za mala na sanki :)

      Usuń
  3. ja wczoraj świętowałam tłusty czwartek dwoma pączkami z diurką były pyszne :)) A co do nauk przedmałżeńskich, to niestety każdy to musi przejśc, ale dobrze ze jestescie zadowoleni bo to rzadkość :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja nie lubie tych z dziurka. Wole tradycyjne z nadzieniem :)

      Usuń
  4. Kochana -21 to mrozu... u nas było - 35 hehe
    A co do nauk, to widzisz sama zależy kto prowadzi. Na ogól to znora, ale można trafić na perełki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hoho... to mozna powiedziec, ze u nas byl upal ;) Ciesze sie, ze akurat nam trafila sie ta perelka :)

      Usuń
  5. u mnie jeszcze większe mrozy były ;) dochodziły do -35 ;) Także jak musiałam wychodzić z domu to już mi się coś działo na samą myśl :D

    Ja zjadłam troszkę pączków i ani ani ciut wyrzutu sumienia :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wcale sie nie dziwie, przy takim mroza sama zabarykadowalabym sie w domu i zadna sila by mnie z niego nie wyciagnela :P
      ja nawet tez nie mam wyrzutow sumienia ;)

      Usuń
  6. Jejciu, jak już bliziutko! Naskrob coś o tych szczegółach bo ciekawa jestem! ;) I pewnie nie tylko ja;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie chcialam Was zanudzac, ale skoro tak, to w nastepnym poście napisze co nieco

      Usuń
  7. to się nazywa skleroza, kfiatushku!:p

    A jam jest antytłustoczwartkowa i nie jadam ani pączków ani faworków, bo nie lubię i już. Faworki jeszcze by uszły może w sumie:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokladnie, starosc, nie radosc ;) Ale juz wiem co chcialam napisac :D

      Usuń
  8. A ja tu mam typowo jesienną pogodę, deszcz... Szybko ten czas zleciał, jeszcze pamiętam jak był roczek, a tu tylko 6 miesięcy. Pączki zjadłam, ale nie są takie dobre jak nasze polskie. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bo polskie paczki sa najlepsze :)
      podejrzewam, ze tych 6 miesiecy minie jeszcze szybciej :)

      Usuń
  9. Pączki bez dwóch zdań. W sumie Niemcy świętują Rosenmontag jutro, to odmiana naszego tłustego czwartku. ale ja pozostałam wierna tradycji czwartkowej. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja też byłam wierna naszej tradycji ale te paczki w ten dzien są robione na akort i takiego smaku nie maja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mi tam smakuja, bo ja paczki generalnie rzadko jadam. Moze 3-4 razy w roku

      Usuń
  11. Teraz to już zleci raz dwa! Na pewno wszystkiego dopilnujecie, dopracujecie każdy szczegół. Jestem tego pewna ;))
    Do pączków mam obrzydzenie, przez ubiegły rok, kiedy sprzedałam ich kilkaset sztuk..
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj zleci, to prawda. Podchodze do wszystkiego na spokojnie, wiec na pewno wszystko bedzie jak trzeba :)

      Usuń
  12. Wolisz śnieg, jak mróz? :p Za 6 miesięcy... jestem przerażona tym, że wszyscy wychodzą za mąż! :p Ps. też tylko 1 pączka zjadłam... tradycja to tradycja ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Nasze nauki też były ciekawe :) Jeszcze poradnia małżeńska... =/ ciężko nam się zebrać :) A śnieg jak szybko spadł tak szybko stopniał... i już prawie go nie ma... Czekam na wiosnę :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja przyznaję, ze lubię zimę i śnieg leżący na oknem jednak nie mogę doczekać się wiosny.

    Pozdrawiam
    PS: Wysłałam zaproszenie do bloga.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...