Przejdź do głównej zawartości

02.04.2005 roku... godz. 21:37

Nie mogę uwierzyć, że to już 7 lat... Wydaje mi się, że to wszystko działo się tak niedawno, może kilka miesięcy temu, a minęło już tyle czasu. U mnie wszystko zaczęło się już w czwartek, kiedy dowiedziałam się o pogorszeniu stanu zdrowia Papieża Jana Pawła II. Następnego dnia miałam wolne od uczelni, cały piątek przepłakałam, non stop miałam włączony TV i komputer, w sobotę ciągle jeszcze miałam nadzieję, modliłam się za Niego w kościele, w którym za 4 miesiące weźmiemy ślub, a kiedy o 21:37 usłyszałam, że odszedł, serce pękało mi na miliony kawałków... Ale wiem, że tak musiało być. Teraz modlę się już nie ZA Niego, ale DO Niego i już nie raz zostałam wysłuchana. I jestem bardzo wdzięczna Bogu, że dane mi było żyć w tych samych czasach, co wspaniały Jan Paweł II... Mój największy autorytet.



"Musicie być silni miłością, która wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, wszystko przetrzyma,
tą miłością, która nigdy nie zawiedzie."

Jan Paweł II
 

Komentarze

  1. Pamiętam jakby to było wczoraj.. Byłam wtedy gówniarą, ale śmierć Naszego Papieża mocno mną wstrząsnęła..
    [*]

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochana, też się wczoraj dziwiłam, że już tyle minęło od Jego śmierci...

    OdpowiedzUsuń
  3. nie mogę uwierzyć, że już taki kawał czasu minął...ja też pamiętam jak by to było wczoraj...

    OdpowiedzUsuń
  4. Dla mnie tez jakby to sie działo wczoraj.
    Dziś przechodząc ulicą Franciszkanską widziałam znicze - jak 7 lat temu ustawione "pod" oknem... jakby się czas zatrzymał

    OdpowiedzUsuń
  5. Kochana, dziękuję! Choć, gdy umierał Jan Paweł II miałam 12 lat i byłam dzieckiem, bardzo go kochałam. I gdy przerwano film na TVN, by nadać ten komunikat siedziałam przed ekranem i wyłam. To był wspaniały człowiek, także mój autorytet. Zawsze był dla mnie kimś innym, wspaniałym - z perspektywy patrzeć... najnormalniejszy z całego KOŚCIOŁA...

    Siedem lat, niesamowite. Jak ten czas ucieka...

    OdpowiedzUsuń
  6. W momencie, gdy umierał Jan Paweł II modliliśmy się po raz pierwszy wspólnie z przyszłym (za nie cały miesiąc) Mężulkiem (jeszcze był u mnie i nie pojechał do domu) Koronką do Bożego Miłosierdzia. Skończyliśmy, włączyliśmy TV i chwilę później wiadomość i dzwony...

    I wtedy nigdy nie pomyślelibyśmy, że nasz Trzeci Syn urodzi się w dzień jego beatyfikacji. Dla mnie to wciąż cud, który mnie zadziwia...

    Maciejka

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...