Przejdź do głównej zawartości

Jak to jest z tym dbaniem o siebie

Tak, wiem, że obiecałam napisać tego posta już dawno (i co niektórzy nie omieszkali mi tego wypomnieć :P :))) - spoko spoko, pilnujcie mnie ), ale jakoś tak naprawdę nie miałam kiedy do tego usiąść. Wiadomo - życie jak życie, oprócz bloga na brak obowiązków nie narzekam, a one raczej muszą być ogarnięte w pierwszej kolejności, dopiero później jest czas na posty. W pracy młyn, roboty mnóstwo, jakiś taki gorący przedświąteczny okres się zaczyna, jakieś projekty, spotkania, analizy, co chwilę coś. Dodatkowo przez cały tydzień ogarniałam maile, które dostałam w czasie urlopu. Co prawda większość była już nieaktualna - czyt. załatwiona, ale i tak musiałam je przejrzeć i przepuścić przez sito, żeby być mniej więcej na bieżąco. Ale na szczęście wyszłam już na prostą. W domu jak to w domu, zawsze jest coś do zrobienia, a nawet jeśli nie, to po prostu miałam ochotę zasiąść wygodnie z mężem mym na kanapie, obejrzeć jakiś fajny film, zwyczajnie pogadać, albo korzystając z ostatnich pięknych jesiennych dni wybrać się na dłuuuuugi spacer. A na komputer nie miałam już najmniejszej ochoty patrzeć. Dodatkowo mieliśmy też trochę jeżdżenia w związku z naszym "gniazdkiem", papierologia, szukanie różnych materiałów, porównywanie cen do jakości itp. Także mam nadzieję, że mi wybaczycie małą zwłokę w pisaniu i uznacie mnie za usprawiedliwioną :) Następnym razem nie będę się deklarować kiedy co się pojawi, żeby później nie było rozczarowania ;)

No więc do rzeczy, bo trochę się rozwinęłam nie na temat ;)
Jak pisałam w jednym z komentarzy po poprzednią notką uważam, że po ślubie nie można spocząć na laurach, tylko nadal trzeba się starać dla drugiej osoby. I dotyczy to obu stron. Mam taką koleżankę, która odkąd wyszła za mąż stała się jakaś taka... dzika. Uważa, że skoro już ma męża, to nie musi się już wysilać na makijaż, ładny strój itp., bo przecież go już usidliła i starać się o jego względy nie musi. I mówi o tym otwarcie powodując spore zdziwienie wśród znajomych. Jak wiecie, od początku roku byłam na diecie, zgubiłam 10 kg dla własnego komfortu, bo źle się czułam z takim stanem rzeczy, jaki wtedy był. Doszłam do wagi 59 kg przy wzroście 168 cm i mam zamiar tego pilnować, bo teraz naprawdę dobrze czuję się we własnym ciele i wyglądam tak, jak zawsze chciałam wyglądać. Kiedy po wakacjach zaczęły się zajęcia fitness, od kilku osób usłyszałam "A to ty jeszcze chodzisz na ćwiczenia? Przecież już po ślubie, nie musisz dbać tak o linię i pilnować, żeby suknia dobrze leżała". No heloł, to jak już ktoś jest po ślubie, to ma się zapuścić i zaprzepaścić coś na co ciężko pracował przez kilka miesięcy? Ja na pewno się na to nie piszę. Dbam o siebie, bo chcę się podobać zarówno mojemu mężowi, jak i samej sobie, a i moje zdrowie na pewno na tym skorzysta, dlatego dziwię się trochę takim komentarzom. To samo dotyczy facetów. Moim zdaniem obie strony czy to w "wolnym" związku czy w małżeństwie - jak zwał, tak zwał - powinny cały czas starać się nie tylko dla drugiej osoby, ale przede wszystkim dla samej czy samego siebie, a nie żyć na zasadzie "już ją/jego usidliłem/-łam, więc co się będę wysilać. A Wy jak uważacie?

Komentarze

  1. Każdy robi to co uważa za stosowne, ale argument o "zaprzestaniu ćwiczeń, bo już suknia dobrze LEŻAŁA" uważam za z dupy wzięty i ogólnie debilny.
    Ja dbam o siebie dla siebie samej ( kremy do ciała, ćwiczenia w domu, rower, bieganie ) a nie dla faceta albo już broń Boże "żeby suknia ładnie leżała...", bo akurat żadnej sukni nie planuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokladnie tak, dlatego szczeka opadla mi do samej ziemi, kiedy uslyszalam taki ekhm "argument"

      Usuń
  2. Wiesz, z tym zaprzestawaniem starania to chyba sprawa pojmowania związku czy małżeństwa. Dla niektórych to nowy rozdział, który oznacza koniec 'zalotów' i 'zdobywania' siebie nawzajem, co oczywiście uważam za bezsensowne. Dla mnie małżeństwo to nie koniec, ani nawet też i nie początek (choć poniekąd). Tak naprawdę trudno to wytłumaczyć. Ale z pewnością nie wyobrażam sobie robienia makijażu czy ubierania się ładnie tylko dlatego, że jestem już mężatką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tez tak mysle, ze chodzi o pewnego rodzaju wewnetrzne podejscie do calej sprawy i o sposob myslenia takich osob. Ja tez nie wyobrazam sobie, ze moglabym calkowicie sobie odpuscic dbanie o siebie "bo juz nie musze" A guzik prawda, trzeba o siebie dbac zawsze

      Usuń
    2. Oczywiście, święta prawda. Ja zawsze tak uważałam. Nienawidzę niedbalstwa i niechlujstwa. A już przy drugim człowieku tym bardziej. Tym bardziej, że to byłby nawet mój mąż.

      Usuń
  3. brawo dla tej pani :) To wspaniale, że ciągle Ci się chce i oby tak zostało. Warto podtrzymywać płomień a potem żar ;) Jestem ciekawa waszego gniazdka - domek z ogródkiem? To dopiero wyzwanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pewnie, ze warto :)
      Tak, domek z ogrodkiem, ale do tego jeszcze daleka droga niestety... Ale co tam, byle do wiosny ;)

      Usuń
  4. Tylko czemu koniec zalotów i zdobywania wiąże się z zaniedbaniem? Kobieta zawsze powinna o siebie dbać i czuć się piękna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. powinna, ale tych kilka przypadkow, ktore znam akurat sie z tym wiaze. A dlaczego? Nie mam zielonego pojecia :)

      Usuń
  5. Każda kobieta, zanim pozna tego jedynego mężczyznę, z którym zapragnie związać się na całe życie, musi najpierw go zdobyć. Żeby zwracać na siebie uwagę, stara się seksownie i pięknie wyglądać, wszakże mężczyźni są wzrokowcami. Poza tym zanim poznamy przymioty duszy drugiego człowieka, najpierw widzimy, jak wygląda. Pierwsze dobre wrażenie może zaważyć na dalszej znajomości. Trudno jednak na dłuższa metę zachować nienaganny wygląd 24 godziny na dobę. A jeszcze trudniej uniknąć sytuacji, kiedy jesteśmy spocone po jeździe na rowerze, zmęczone po pracy, rozczochrane z rana. Z czasem coraz bardziej liczyć zaczyna się inteligencja, ciekawa rozmowa, głęboka więź i emocje. To samo zresztą dotyczy mężczyzn.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak jest, masz calkowita racje i nie mialam na mysli nienagannego perfekcyjnego wygladu przez cala dobe, bo to jest zwyczajnie nierealne. Ale nie mozna tez przeginac w druga strone :)

      Usuń
  6. Co innego "nienaganny 24godzinny wygląd" ( nobody's perfect) lub niezbyt "świeży" wygląd po rowerze, siłowni itp. ( the same ) a co innego rozmemłanie i cuchnięcie bez nadmiaru aktywności fizycznej tudzież upasienie się jak słonica, bo "już suknia leżała ładnie, a teraz po ślubie to mam to w dupce".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o wlasnie :) dokladnie to mialam na mysli :) rozmemlaniu i niechlujstwu mowimy stanowcze nie :)

      Usuń
  7. Jeśli dla kogoś zrobienie tego makijażu czy ćwiczenia to naprawdę aż taki wysiłek to niech tego nie robi ;)
    Ja się nie maluję, uważam, że nie mam po co - mój L. się z tym zgadza ;) Ćwiczę, bo lubię, dla przyjemności. Nie zawsze mi się chce wcierać te wszystkie mazie łazienkowe :p
    Trzeba być sobą niezależnie od stanu matrymonialnego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, nie mozna robic niczego wbrew sobie, ale bardziej chodzilo mi o zaprzestanie chociazby cwiczen, ktore robilo sie wczesniej w mysli dziwnej zasady "bo juz nie musze"

      Usuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  9. Zdecydowanie warto dbać o siebie CAŁY CZAS. Wesele weselem, ale po weselu przecież też można utrzymywać formę, tym bardziej, że ten stan Cię zadowala ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, wesele trwa jeden gora dwa dni, a pozniej jest normalne zycie, ktore wcale nie oznacza, ze mozna w tym wzgledzie wrzucic na luz

      Usuń
  10. Zgadzam się z Tobą oczywiście, ale jestem też w stanie zrozumieć, że niektórym już się po prostu nie chce.
    Ja nie wiem, jak mogłabym zrezygnować z fitnessu, bo po prostu lubię robić coś dla siebie i lubię się sobie podobać. Najpierw trzeba samemu zaakceptować swój wygląd, żeby inni mogli go zaakceptować: więc jeśli wyglądam jak hipopotam z włosami jak strach na wróble, to nie mogę oczekiwać, że komuś będę się taka podobać ;)

    Chociaż oczywiście są wyjątki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :))) Jak ze wszystkim, trzeba umiec zachowac zdrowy umiar

      Usuń
  11. W temacie wagi wypowiadać się nie powinnam. Ale dbanie o siebie, to nie tylko waga, więc się wypowiem. Czy status związku zmienia nas? Przecież wciąż jesteśmy z kimś, kogoś kochamy i dążymy do pewnych ideałów. Grunt, to czuć się dobrze ze sobą. Przesadnego chuchania na siebie nie toleruję, ale dbać o siebie powinien każdy. I zawsze. Nawet mając 60-siątkę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiesz, tu nie chodzi o wage, to byl tylko taki moj przyklad z wlasnego doswiadczenia. Bardziej chodzi mi o caloksztalt takiego zachowania, bo podejscie niektorych osob, o ktorym pisalam (w 100% prawdziwe niestety) jest dla mnie kompletnie niezrozumiale.

      Usuń
  12. też tak uważam !
    A na jakiej diecie byłaś i w jakim czasie zrzuciłaś z siebie te zbędne 10kg ? :)

    http://sarenkowa.blogspot.com/ :) zapraszam !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bylam na diecie dobranej specjalnie dla mnie przez dietetyczke. A trwalo to od polowy stycznia do poczatku maja

      Usuń
  13. Dla mnie to chore, że kobiety (czy mężczyźni) po ślubie przestają dbać o siebie. Mnie się wydaje, ze właśnie powinno się jeszcze bardziej dbać o siebie:):)Ale to już jak kto woli:P Ja tam lubię o siebie dbać. Czasem są takie dni, że nie chce się pomalować, czy ładnie ubrać, ale w moim życie jest takich dni parę na rok:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiadomo, ze nie chodzi o to, zeby na kazdym kroku i w kazdej chwili wygladac perfekcyjnie, bez przedady, ale nie mozna tez popadac w skrajnosc w druga strone.

      Usuń
  14. Ja uważam, że na każdym etapie związku trzeba o siebie dbać ;) no bo co to znaczy, że po ślubie można być fleją ? to wychodziłoby na to, że wcześniej ktoś udawał przed 2 osobą kim jest..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zgadzam sie z toba, a co do flajowatosci to obawiam sie, ze niektorzy wlasnie tak mysla, niestety

      Usuń
  15. Ja nawet w dresie po domu nie chodzę. Chyba, że już naprawdę jest ze mną źle, ale to sporadyczna sprawa. :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Chyba już mało kobiet dzisiaj tak mówi. Większość ma świadomość, że dbać o siebie trzeba:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze by bylo, gdyby wiekszosc miala tego swiadomosc. Niestety nadal sporo jest tych niechlubnych przykladow :/

      Usuń
  17. Dbać o siebie należy przede wszystkim dla siebie i dla własnego komfortu i dobrego samopoczucia.
    Ja lubię ładnie wyglądać i się stroić. Malować paznokcie i robić makijaż, ale też nic na siłę - jak mam doła deprechę to są dni że paznokci nie maluję bo mi się nie chce.
    Ale np dres mam zarezerwowany tylko do ćwiczeń zawsze tak było.
    Nie podoba mi się jak kobieta czy facet stroją się do pracy a w domu to już poplamiony powyciągany dres.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Witajcie w 2012 roku :)

Po długiej przerwie w końcu jestem :) Dużo się działo przez ostatnie dni i nawet nie miałam czasu zaglądać na bloga. Ba! Od świąt nawet nie dotykałam komputera, co uważam za wielki sukces. Taka przerwa dobrze mi zrobiła. Nadrobiłam już zaległości na Waszych blogach, choć niestety nie zdołałam dostać się na wszystkie ze względu na wprowadzone blokady :((( Naprawdę wielka szkoda, bo naprawdę lubiłam zaglądać w te blogowe światy, ale cóż... tak bywa. Co u mnie? Hmm... może zaczniemy od początku. Święta... Jak co roku minęły zdecydowanie za szybko. Było naprawdę miło i przyjemnie. Wigilię ostatecznie spędziliśmy trochę u moich Rodziców, a trochę u Teściowej i było naprawdę bardzo miło. A za 2 lata urządzimy ją u siebie. W tym roku w kilku względów nie będzie to jeszcze możliwe, ale za 2 lata obowiązkowo będzie w naszym domu :) Najedliśmy się za wszystkie czasy, jak zwykle obejrzeliśmy Kevina :P i przed północą ruszyliśmy na Pasterkę. Było całkiem fajnie, choć nie jest już tak pięknie jak b...

Dołek

 Mam ostatnio jakiś kiepski czas. Sytuacja na świecie jaka jest każdy wie i to też nie ułatwia sprawy. Gdyby spojrzeć z boku każdy powiedziałby "czego babo chcesz? Masz rodzinę, zdrowe dzieci, pracę, własne cztery kąty... czego się doszukujesz na siłę?". No właśnie jak to mówią pozory często mylą. Moja IO często wpędza mnie w dołki, kiedy nie mam ani sił ani ochoty kompletnie na nic. Waga ani drgnie mimo diety, a to dołuje jeszcze bardziej. Dwa tygodnie temu miałam mały wypadek. Kiedy wracałam z pracy facet we mnie wjechał. W moje drzwi. Tirem. Na szczęście skończyło się na rozbitym boku samochodu. Czekamy na naprawę w serwisie. Auto się naprawi, ważne, ze jechałam sama, bo byłam dopiero w drodze po dzieci i że nikomu nic się nie stało. Facet przepraszał milion razy, słońce go oślepiło i mnie nie widział. Zdarza się, trudno. Ale szczerze mówiąc najbardziej dołuje mnie to, że ze starym mamy ostatnio jakoś pod górkę. Tak związkowo, między nami. Jest wiele powodów, mniejszych i ...

Jestem

Jesteśmy i mamy się dobrze. Ostatnio tyle się dzieje, że momentami nie nadążamy, tak nam dni uciekają. A lada dzień będzie jeszcze gorzej jak przystąpimy do projektu "nasze gniazdko - pozimowa reaktywacja", ale to dobrze, bo bardzo długo na to czekaliśmy. Swoją drogą musimy teraz spiąć poślady i sprężać się z robotą mając Maluszka w drodze :) Nie chcę mówić na pewno, ale wiosna chyba powoli zaczyna się i u nas. Jest pięknie - słońce, ciepełko (no z tym to może przesadzam, ale to już nie -5 jak to było jeszcze w tamtym tygodniu, wiec jest git) i mam nadzieję, że już tak zostanie, bo w tym roku zima ciągnie mi się niemiłosiernie. Ale to chyba tak zawsze jest jak człowiek na coś czeka. A co u nas? (jak to fajnie brzmi :) ) Wydaje mi się, że wychodzimy już na prostą z mdłościami. Nie latam już jak poparzona w wiadomym celu do toalety, owszem ciągle jeszcze mnie mdli, ale już naprawdę bardzo delikatnie. Choć dalej uparcie trzymam się wersji, że kawa mielona mogłaby dla mnie znikną...